TPC Scottsdale 16

Największe Przedstawienie na Trawie

Czy można porównać turniej golfowy do pojedynku gladiatora w rzymskim Koloseum? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że absolutnie nie. Golf to przecież raczej dostojna gra, spokój i cisza, dookoła piękno natury, a pośrodku tego wszystkiego skupiony gracz. Jeśli towarzyszy temu wrzawa kibiców i ich doping, to jest zwykle stonowany, kontrolowany i z reguły przyjazny graczowi.

Jest jednak w kalendarzu PGA TOUR jeden taki turniej, inny niż wszystkie, gdzie przytoczone porównanie z Koloseum wcale nie jest na wyrost. Turniej ten nazywany jest często ”Największym Przedstawieniem na Trawie”.  Waste Management Phoenix Open to jeden z najstarszych turniejów w kalendarzu PGA TOUR, rozegrany po raz pierwszy w 1932 roku, w Arizonie. Znany wcześniej jako Arizona Open i FBR Open, mający problemy w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku, od 2010 roku nosi nazwę sponsora tytularnego firmy zajmującej się szeroko pojętą gospodarką odpadami – Waste Management. Od tego czasu turniej zebrał na cele charytatywne ponad 45 milionów dolarów, a od trzech lat realizuje strategię zero odpadów podczas trwania i organizacji całego wydarzenia. Pula nagród w tym roku to aż 7.3 miliona dolarów.

Wcześniej turniej rozgrywany był w Phoenix Country Club i Arizona Country ClubOtwarty w 1987 roku The Stadium Course, zaprojektowany został przez Toma Weiskopfa i Jaya Morrisha specjalnie z myślą o Phoenix Open. Stadium Course jest częścią 36 – dołkowego obiektu TPC Scottsdale, a gra przeniosła się tam zaraz po otwarciu pola.

 

 

Obiekt  długość 6 644 metrów i jest polem par 71. Dołek numer 16 jest oczywiście najsłynniejszym i jednym z najchętniej oglądanych w całym kalendarzu PGA TOUR. Otoczony dookoła trybunami par-3, przypomina Koloseum i taki też przydomek nadali mu kibice. Zawodnika przygotowującego się do uderzenia obserwuje jakieś 20 000 stojących, siedzących i bawiących się widzów. Niczym Gladiator walczący na śmierć i życie, czeka na aplauz po świetnym uderzeniu lub na niezadowolenie widzów wyrażone w formie przejmującego buczenia! Jednak to nie koniec ciekawostek na tym dołku. Dobrym zwyczajem jest rozdawanie przez zawodników prezentów, a także przebieranie się w ulubioną koszulkę zespołu uniwersyteckiego. Trzeba pamiętać, że turniej z reguły kończy się w momencie, kiedy amerykańscy kibice szykują się do oglądania meczu o Super Bowl.

W długoletniej historii trzykrotnie zwyciężali tam Mark Calcavecchia, Gene Littler i Arnold Palmer. W 1997 roku hole-in-one zaliczył nie kto inny, jak rozpoczynający swoją wielką karierę Tiger Woods.

 

 

Z ciekawych momentów warto wspomnieć rok 2013 i szalony wyścig braci Henley. Brent i Kip rozgrzali wtedy stadion do czerwoności.

 

 

James Hahn tańczący Gangnam Style po trafionym birdie też zapisał się w historii. 

 

 

Jednak najbardziej nieprawdopodobnym wyczynem popisała się maszyna. W 2016 roku ustawiony na tee najprawdziwszy robot LDRIC trafił hole-in-one! Co prawda była to jego piąta próba, ale jednak całe zdarzenie można zaliczyć do mocno abstrakcyjnych. 

 

 

Turniej przyciąga największą widownię golfową na świecie. W 2018 roku padł absolutny rekord – 719 129 widzów, pomiędzy poniedziałkiem i niedzielą. Tylko podczas sobotniej rundy pojawiło się 216 816 kibiców! Decyzją organizatorów od 2019 roku nie jest już podawana liczba kibiców, którzy uczestniczą w tym niesamowitym spektaklu. 

Ubiegłorocznym zwycięzcą, w nieprawdopodobnych okolicznościach został Rickie Fowler. Znany ze swego pogodnego usposobienia i cieszący się bardzo dużym uznaniem wśród kolegów, musiał zmierzyć się w rundzie finałowej nie tylko z zaciekle goniącym go Brendanem Gracem, ale i z piłką, która sama wpadała do wody. Dosłownie! 

Grając bardzo pewnie i kontrolując sytuację w rundzie finałowej, w strugach ulewnego deszczu, Rickie wykonał trzecie uderzenie na jedenastym dołku poza green, co skutkowało utopieniem piłki w wodzie tuż za greenem. Upuścił więc piłkę z karą jednego uderzenia i wdrapał się na green, sprawdzić jaką strategię wybrać do piątego uderzenia. Jakież było jego zdziwienie, kiedy odwrócił się i zobaczył, że piłka stacza się z mokrej trawy i ponownie wpadła do tej samej wody. Narada z sędzią skończyła się karą kolejnego uderzenia za przemieszczenie się piłki, pomimo że Rickie w żaden sposób jej w tym nie pomógł. Wziął więc głęboki oddech i posłał swój już szósty strzał na green, a całość tego nierównego pojedynku zakończył pewnym puttem.

 

 

Bogey na kolejnym dołku. Grace robi birdie i spycha go na drugie miejsce w turnieju. Demony z przeszłości powróciły i tylko w sobie znany sposób Rickie wytrzymał całe to ciśnienie. Opanował nerwy i zagrał kolejno par, par, birdie, par, birdie, par i wyprzedził Brendana, który w międzyczasie zanotował kilka bogeyów. Ostatecznie Fowler ukończył turniej z wynikiem (-17), o dwa uderzenia lepiej od Południowoafrykańczyka. Zrobił to po raz pierwszy w obecności swojego taty i dziadka, i piąty na PGA TOUR. Został też pierwszym golfistą od 1983 roku, który wygrał turniej pomimo zaliczenia double i triple bogeya w rundzie finałowej.

 

 

Podczas jednej z rund treningowych mieliśmy okazję poznać historię Amy Bockerstette. Uczestniczka Olimpiad Specjalnych została zaproszona przez Gary Woodlanda do rozegrania w jego towarzystwie dołka nr. 16. Uderzyła z tee, wybiła piłkę z bunkra na green i przypieczętowała wszystko pewnym puttem do dołka. Było to wielkie przeżycie dla niej, dla kibiców i dla samego Woodlanda, który kilka miesięcy później przypomniał wszystkim tę historię, a spotkanie z Amy opisał jako inspirację, która pozwoliła mu wygrać U.S. Open.

 

 

Napisał: Wojtek Ochocki

Zredagowała: Kasia Nieciak

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni