Patrick Cantlay. Zozo Championship. Sherwood Country Club. Thousand Oaks, 25 October 2020. EPA/ETIENNE LAURENT Dostawca: PAP/EPA.

Kalifornijczyk najlepszy w Kalifornii

Patrick Cantlay był jednym z najlepszych amatorów w historii golfa. Po przejściu na zawodowstwo przez kilka lat zmagał się z problemami zdrowotnymi i traumatycznymi wspomnieniami, związanymi z tragiczną śmiercią najlepszego przyjaciela. Teraz zwyciężył po raz trzeci na PGA TOUR.

Swoją karierę zawodowego gracza rozpoczął osiem lat temu. Przyznać trzeba, że był fantastycznym, lecz zarazem dość niecierpliwym amatorem. Grał na tyle dobrze że zdecydował się, nie mogąc już doczekać się na zmianę swojego życiowego statusu, na odpuszczenie dwóch lat studiów i przyspieszone wstąpienie w szeregi zawodowców. Nie liczyło się nawet to, że w ten sposób przepadało mu prawo do gry w The Open, w 2012 roku.

Jak dobrym był graczem najlepiej niech świadczy fakt, że wciąż nie jest pobity jego rekord w liczbie kolejnych tygodni, w których zajmował pierwsze miejsce w Światowym Rankingu Amatorów. Patrick okupował pozycję numer jeden przez 54 kolejne tygodnie, od 8 czerwca 2012. Wcześniej, 23 marca 2011 roku, jednak tylko na jeden tydzień, po raz pierwszy znalazł się na tej pozycji. Przez długi czas dzierżył też rekord – 55 tygodni sumarycznie na pozycji numer jeden. W 2016 roku został on jednak wyśrubowany do okrągłej liczby 60, przez… Jona Rahma.

 

 

W swoim pierwszym roku na słynnym uniwersytecie UCLA zwyciężył w czterech turniejach, przygarniając dodatkowo całe naręcze nagród, pośród nich Nagrodę Haskingsa – dla najwybitniejszego gracza uniwersyteckiego oraz inne nagrody, w tym te sygnowane słynnymi nazwiskami: Jacka Nicklausa i Phila Mickelsona. Za ukończenie roku 2011 na pozycji numer jeden w rankingu światowym otrzymał zaszczytne zaproszenie, którego zresztą nie wykorzystał, na The Open! W tym samym roku dzięki świetnej grze w turniejach kwalifikacyjnych dostał się do US Open. Był jednym z trzech amatorów, obok Russella Henleya i Brada Benjamina, którzy przeszli przez cut.  Zajął tam 21 miejsce, zdobywając tytuł najlepszego amatora i grając po drodze 30 (!) uderzeń, na dziewięciu dołkach, co oczywiście było rekordem turnieju.

Tydzień później, podczas Travelers Championship, wyczarował kosmiczne 60 uderzeń, bijąc rekord pola i ustanawiając najniższy rezultat w historii, zagrany przez amatora w turnieju PGA TOUR! W kolejnych tygodniach był najlepszym amatorem w AT&T National i RBC Canadian Open, zajmując odpowiednio 20 i 9 miejsce – wtedy jego najniższe na PGA TOUR.

 

 

Kiedy w czerwcu 2012 roku przechodził na zawodowstwo, był najlepszym amatorem na świecie. Oczekiwania były ogromne. Zwyciężył już w 2013 roku, podczas Colombia Championship, należącym do Web.com Tour. Ukończył Web.com Tour Finals na pozycji 11, co dało mu automatycznie prawo do gry w PGA TOUR w następnym sezonie.

 

 

W 2014 roku, podczas pierwszego roku gry na PGA TOUR pojawiły się kłopoty zdrowotne. Patrick zdołał zagrać jedynie w pięciu turniejach. Okazało się, że zmaga się on z poważną kontuzją pleców, która spowodowała wyłączenie z gry i tzw. medical extension, zamrażający jego status  na 11 turniejów. W 2015 nie było lepiej i zagrał tylko raz, pozostawiając sobie należne prawo do gry w 10 turniejach na bardziej sprzyjające czasy.

W lutym 2016 roku Patrick był świadkiem śmierci swojego najlepszego przyjaciela i caddiego – Chrisa Rotha. Na jego oczach, przechodząc przez skrzyżowanie, Chris został śmiertelnie potrącony  przez samochód, którego kierowca zbiegł następnie z miejsca wypadku. Wstrząśnięty po śmierci przyjaciela i wciąż leczący kontuzje Patrick nie zagrał ani razu w tamtym  roku.

 

 

Wrócił do gry w roku 2017, występując w sumie w 13 turniejach, przechodząc przez cut we wszystkich z nich, zajmując w czterech turniejach PlayOffs miejsca: T10, T13, T9 i T20 i plasując się na 29 pozycji w rankingu FedExCup!

 

Potem nastąpiło jeszcze mocniejsze uderzenie! Utalentowany 25-latek już w swoim drugim  występie w sezonie 2017-2018, został po raz pierwszy zwycięzcą na PGA TOUR! Zwyciężył w Shriners Hospitals for Children Open, rozgrywanym nieopodal jaskini hazardu – Las Vegas. Kalifornijczyk potrzebował na polu TPC Summerlin dogrywki, żeby w końcu sięgnąć po wymarzone zwycięstwo.

 

 

Niecałe dwa lata później triumfował w turnieju Jacka Nicklausa – Memorial Tournament, gdzie w pokonanym polu zostawił Adama Scotta, słabszego wówczas o dwa uderzenia. Teraz do listy zwycięstw dorzucił ZOZO CHAMPIONSHIP!

 

 

Przystępując do finałowej rundy ZOZO CHAMPIONSHIP 28-letni Patrick Cantlay tracił trzy uderzenia do Justina Thomasa – trzynastokrotnego triumfatora turniejów PGA TOUR, w tym wielkoszlemowego PGA Championship. Ostatecznie zwyciężył jednym uderzeniem przewagi nad grającymi w ostatniej grupie Justinem i Jonem Rahmem.

Jego plan gry był prosty: „Trafić tak dużo birdie ile tylko zdołam”. Te założenia zostały doskonale zrealizowane – Patrick zanotował w niedzielę dziewięć birdie – co było jego rekordem we wszystkich dotychczas rozegranych rundach na PGA TOUR, w sumie trafiając putty z ponad 33 metrów! Do rund 67, 65, 68 dodał tym samym wynik -7, kończąc cały turniej rozgrywany w Sherwood Country Club, w Thousand Oaks, w jego rodzinnej Kalifornii, rezultatem -23!

 

 

Patrick jest jednym z najbardziej regularnych graczy w lidze, znajdując się rok temu w najlepszej dwudziestce, w pięćdziesięciu różnych statystykach. Jednak od czasu ubiegłorocznego triumfu na polu Jacka Nicklausa, putter nie był najlepszym sojusznikiem, a wyniki na greenach odstawały od reszty świetnych statystyk. Niedawno zmienił puttera na nieco cięższy i pół cala dłuższy model Scotty Cameron Newport GSS i wziął się na poważnie do pracy, a efekty najlepiej można było zaobserwować właśnie w ostatnią niedzielę. Pomoc nadeszła również od jego kolegi – Rickie Fowlera, słynącego ze świetnego puttingu, z którym mieszkał podczas rozgrywanego tydzień temu turnieju CJ CUP.

Mimo dorastania w Long Beach i studiach na lokalnym UCLA, Cantlay nie grał nigdy wcześniej w Sherwood Country Club, a przygotowując się do turnieju rozegrał dwukrotnie tylko drugą dziewiątkę pola, oddalonego od jego rodzinnego domu o półtorej godziny drogi. Mimo to poradził sobie chyba całkiem dobrze, awansując przy okazji na dziewiąta pozycję w Rankingu Światowym i drugą w FedEx Cup.

 

Napisała: Kasia Nieciak

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni