Młode Wilki. Fot: Krzysiek ‚Leśny’ Mikunda

Młode Wilki

Jeszcze nie tak dawno bohaterami podobnej rozprawki byliby zapewne: Jordan Spieth, Justin Thomas i Rickie Fowler. To właśnie ta trójca sporo mieszała w światowym golfie, jednocześnie znając się jak łyse konie, spędzając nawet wspólnie wakacje, dokumentowane obszernie w mediach społecznościowych. Czas jednak szybko leci i na horyzoncie pojawiły się Młode Wilki w wersji 3.0.

 

Brak opisu.

 

Wolff, Morikawa, Hovland

To trójka młodych gniewnych, którzy przebojem wdarli się na PGA TOUR, wprost ze swoich uniwersytetów, pomijając sezon gry na Korn Ferry Tour, będący konwencjonalną drogą dostania się do najlepszej golfowej ligi świata. Chwilę wcześniej brylowali jako amatorzy, których wstąpienia do grona zawodowców oczekiwał w napięciu cały golfowy świat. Kiedy już się to stało, każdy z nich udowodnił, że warto było czekać.

Wolff i Hovland reprezentowali Oklahoma State University, podczas gdy Morikawa jako miejsce spędzenia najpiękniejszych lat swojego życia wybrał The University of California. Wolff jest w tej stawce najmłodszym, zaledwie 20-letnim młokosem, w przeciwieństwie do dwójki starszych o dwa lata szacownych koleżków. Panowie dobrze się znają, lubią i kibicują sobie wzajemnie, nie jeżdżą jednak na wspólne wakacje. Za nimi pierwszy zakończony sezon w gronie zawodowców i początek drugiego. Wcale nie jest łatwo wyłonić tego najlepszego. Wszyscy są niesamowici!

 

Wolff

Matthew jest prawdziwym przywódcą tej watahy! Jest po prostu niepowtarzalny, a jego swing raz zobaczony nie da się odzobaczyć. Najpierw to wysublimowane dygnięcie, inicjujące cały misterny ciąg zdarzeń. Później obserwujemy przedziwną sekwencję gwałtownie następujących po sobie ruchów. Kij wędruje do tyłu bardzo pionowo, zatrzymując się daleko przed pozycją horyzontalną. Niespokojna lewa pięta z gracją odrywa się od ziemi. W drodze powrotnej kij wraca zupełnie inną drogą, bardzo płasko i nieprawdopodobnie szybko. Cyferki na TrackManie wariują: 135 mph – prędkość główki kija, 190 – mph prędkość piłki, 315 – metrowe uderzenia driverem! To obłędnie szybko i  nieprawdopodobnie daleko! Sam Morikawa określa to następująco: „Dorastaliśmy grając przeciwko sobie juniorskiego golfa. Jego drive jest bezwzględny!”

Ten rodowity Kalifornijczyk początkowo miał grać dla University of Southern California, później zmienił decyzję i wybrał jednak Oklahomę. Jego kariera natychmiast ruszyła z kopyta. Już na pierwszym roku czterokrotnie zajmował drugie miejsce, wybrany został do pierwszego składu All-American, uhonorowany był nagrodą Phila Mickelsona dla najlepszego debiutanta i trafił zwycięskiego putta, dającego drużynie mistrzowski tytuł 2018 NCAA Division I Championship. Jako student drugiego roku zwyciężał sześciokrotnie, co jest rekordem uczelni, ponownie znalazł się w składzie All-American, zdobył indywidualne mistrzostwo NCAA i nagrodę Freda Haskinsa – dla najlepszego gracza drugiego roku. Kiedy po zaledwie dwóch jakże intensywnych latach studiów, jako drugi najlepszy amator świata przeszedł na zawodowstwo, był pierwszym z całej trójki wilczków, który sięgnął po zwycięstwo. Kolega Collin  podsumowuje to bez ogródek: „To co on wyprawiał w ostatnich dwóch, trzech latach jest absurdalne!” I rzeczywiście tak było.  Dzięki kolejnemu zaproszeniu organizatorów zwyciężył w lipcu w 3M Open, w swoim czwartym występie PGA TOUR i  trzecim jako zawodowiec. Wtoczył wtedy 8-metrowego putta na eagla, pokonując jednym uderzeniem Brysona  DeChambeau i … Collina Morikawę! Został dziewiątym najmłodszym zwycięzcą ligi i pierwszym triumfatorem poniżej 21 roku życia od czasu Jordana Spietha i wygranej podczas 2013  John Deere Classic. Zapewnił sobie tym samym występy na PGA TOUR do 2021 roku oraz udział w najbliższym Masters i PGA Championship. Został też trzecim zawodnikiem w historii z indywidualnym mistrzostwem NCAA Championship i tytułem PGA TOUR. Wcześniej na  tej krótkiej liście byli tylko: Ben Crenshaw i Tiger Woods: „To naprawdę wyjątkowe uczucie. Właśnie udowodniłem sobie, że mogę tutaj być.” Później nieco przygasł, kończąc debiutancki sezon na pozycji 74.

 

 

Morikawa

Też Kalifornijczyk, ale urodzony w samym Los Angeles. Collin Morikawa to wcielone przeciwieństwo Mr. Wolffa. To nie moc jest jego atutem, ale piekielna precyzja i plan gry. Jego swing nie jest dla odmiany wcale nieortodoksyjny. Nie wygląda jak walka z grzechotnikiem w budce telefonicznej. Jest raczej klasyczny  i przynajmniej w porównaniu do zamachu Wolffa – zwyczajny.

Collin nigdy nie był typem niezmordowanie wybijającego tonę piłek na driving range, analizującym z upodobaniem wskazania z radaru i poszukującym maksymalnej prędkości swingu czy też idealnego kąta natarcia. Zawsze interesowały go inne aspekty gry, takie jak taktyka, topografia terenu, strategia. Zaczął grać jako ośmiolatek i od samego początku wyróżniała go dociekliwość, zamiłowanie do analizowania i wspaniała kreatywność. Wychowany w Chevy Chase Country Club pod okiem trenera Ricka Sessinghausa, zawsze zadawał mu mnóstwo bardzo dojrzałych jak na swój wiek pytań.

Morikawa w przeciwieństwie do Wolffa postanowił napawać się życiem studenta przez pełne cztery lata, uzyskując nawet dyplom z zarządzania w biznesie. Reprezentując University of California trzykrotnie wybierany był do pierwszej drużyny All-American i czterokrotnie All-Pac 12. Był podporą  Walker Cup, Eisenhower Trophy i dwukrotnie Arnold Palmer Cup. Wyróżniono go też tytułami Golfweek Men’s National Player of the Year, czy Pac-12 Player of the Year. Jego fantastyczna kariera znalazła odbicie w rankingu światowym, w którym w 2018 roku okupował pierwszą pozycję przez trzy tygodnie!

W stawce „dużych chłopców” zwyciężał zaledwie dwa tygodnie po koledze Wilku! Pierwszą zawodową wygraną zdobył w ósmym występie PGA TOUR w karierze, podczas Barracuda Championship, będąc dzięki świetnej grze w poprzednich turniejach Specjalnym Tymczasowym Członkiem PGA TOUR, pierwszym, który zwyciężył na Tour, od czasu triumfu Shane’a Lowry w 2015 WGC -FedEx St. Jude Invitational.

Los tak chciał, że trafiając cztery birdie na ostatnich pięciu dołkach, wygrywał Barakudę z wynikiem +47. Na szczęście nie był to rezultat powyżej par, a liczba zmodyfikowanych punktów Stableford, zdobytych podczas czterech dni tego jedynego w swoim rodzaju turnieju PGA YOUR.

 

 

Zresztą, Collin nie próżnował od samego początku pierwszego zawodowego sezonu. Debiutując w RBC Canadian Open uplasował się na pozycji T14. Potem przeszedł przez cut US Open, bez historii zagrał podczas Travelers Championship i nastąpiła mordercza seria: T2 w pamiętnym 3M Open, T4 w  John Deere Classic i pierwsza wygrana. Wolff bardzo ekscytował się sukcesem kolegi: ”To zawsze jest wielka radość. Bezsprzecznie on był ostatnio w natarciu. Teraz obaj mamy wygraną na koncie. To jest po prostu wspaniałe, że znowu ze sobą rywalizujemy.”  Collin bardzo się rozpędził, odpadając z wyścigu po FedEx Cup dopiero przed finałowym Tour Championship, zajmując na koniec ubiegłego sezonu 59 pozycję rankingową!

 

Hovland

Viktor Hovland jest rodzynkiem w tym zacnym towarzystwie. Jako jedyny nie urodził się w słonecznej Kalifornii, przychodząc na świat w równie pięknym, lecz znacznie mniej nasłonecznionym i sporo zimniejszym zakątku świata. Jako jedyny jeszcze nie doczekał się zwycięstwa w zawodowej stawce. On również rozpoczynał przygodę z PGA TOUR dzięki zaproszeniom sponsorów, jednak nie grał na tyle dobrze, żeby awansować w ten sposób do aktualnie toczącego się sezonu. Dumny Norweg zastosował inną taktykę, delikatnie ocierając się o Kornferry Tour. Wystąpił tam w Albertsons Boise Open, przedostatnim turnieju sezonu, zajął świetną pozycję T2 i dzięki temu szóste miejsce w rankingu Korn Ferry Tour Finals 25. Dało mu to wymarzoną kartę PGA TOUR, natychmiastowo i bez konieczności gry w wielkim finale ligi.

Ten urodzony w Oslo miłośnik piłki nożnej i zespołu Metalica był wręcz fenomenalnym amatorem! W elektryzującym stylu wygrywał U.S. Amateur, rozgrywany na Pebble Beach Golf Links, nokautując w finale Devona Blinga 6&5! W czasie wszystkich sześciu meczów rozegrał tylko 104 dołki, czym wyrównał rekord z 1979 roku. Był najlepszym amatorem zarówno w Masters i U.S. Open, czego ostatnio dokonał Matt Kuchar w 1998 roku.

 

 

W trakcie trzech lat gry w drużynie Oklahomy dwukrotnie znalazł się w drużynie All-American i All-Big 12. Razem z drużyną, wspólnie z Wolffem zwyciężał w drużynowym NCAA Division I Championship. W 2018 roku został królem prestiżowego East Lake Cup, triumfując w turnieju indywidualnym w słynnym East Lake Golf Club. Co zrozumiałe wspiął się też na szczyt World Amateur Golf Ranking!

28o uderzeń Hovlanda podczas US Open w 2018 roku było najniższym wynikiem amatora w historii tego turnieju, wymazując dwoma oczkami dotychczasowy rekord, należący od 1960 roku do … Jacka Nicklausa! W kolejnym U.S. Open Hovland chętnie zagrałby jako zawodowiec. Nie mógł tak zrobić ze względu na regułę mówiącą, że jeśli awansował do tego turnieju jako amator, to chcąc tam zagrać wciąż musi być amatorem. Tak też uczynił, kończąc karierę amatorską na legendarnym Pebble Beach, na rewelacyjnym dzielonym dwunastym miejscu! Niedługo potem reguła, która tak przeciągnęła moment jego przejścia na zawodowstwo została złagodzona i nazywana Regułą Hovlanda. Od tej pory wszyscy ci piekielnie zdolni amatorzy nie muszą nadmiernie zwlekać z przechodzeniem w szeregi profesjonalistów.

 

 

Viktor od razu błyszczał jako zawodowiec. Po niemrawym pierwszym starcie w  Travelers Championship, zajmował kolejno pozycje: T13 w Rocket Mortgage Classic, T13 w 3M Open, T16 w John Deere Classic i czwarte miejsce w Wyndham Championship! Resztę historii już znamy.

Młode Wilki to wyjątkowa wataha. Na razie tylko się rozkręcają. Wkrótce na pewno znowu zaatakują.

 

Co było dalej? 

Artykuł powstał w pod koniec października 2019 roku i opublikowany został w magazynie Golf&Roll. W lutym 2020 roku podczas  Puerto Rico Open Viktor Hovland doczekał się wreszcie swojej pierwszej zawodowej wygranej. Collin Morikawa poszedł dwa spore kroki dalej, zwyciężając w lipcu w Workday Charity Open, w dogrywce z Justinem Thomasem, a miesiąc później triumfując w niesamowitym stylu w swoim pierwszym turnieju wielkoszlemowym – PGA Championship.

 

Specjalnego podziękowania za wspaniałe zdjęcia wilków

autorstwa warmińsko-mazurskiego miłośnika przyrody: Krzyśka ‚Leśnego’ Mikundy.

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni