Adrian Meronk. The Belfry 2021. Fot. Stuart Beck

Adrian Meronk – wywiad z The Belfry

Adrian Meronk grał w The Belfry po raz pierwszy. Zwłaszcza jak na debiutanta poradził sobie na legendarnym Brabazon Course całkiem dobrze i w rozgrywanym tam Betfred British Masters hosted by Danny Willett zajął fantastyczne trzecie miejsce, dzielone z Finem Mikko Korhonenen i Anglikiem Davem Couplandem. W napięciu trzymał nas aż do samego końca – puttując na ostatnim dołku na dogrywkę o zwycięstwo. 

 

Oto co  powiedział naszej redakcji, w wywiadzie udzielonym po zakończeniu turnieju, w drodze do fryzjera, odpoczywając już w Polsce.

 

Kasia Nieciak: Zacznę oczywiście od gratulacji. Co za fantastyczny występ w legendarnym The Belfry! GRATULACJE! Ranking Race to Dubaj z 66 na 32! Igrzyska w zasadzie zaklepane. Szansa na U.S. Open na Torrey Pines, ranking światowy z miejsca 196 na 172! Dobrze to wszystko wygląda.

Adrian Meronk: Dziękuję.

Zacznijmy od rundy finałowej British Masters. Przesunęliśmy początek transmisji, żeby udało się pokazać Ciebie na pierwszym tee – no i pokazano Cię tam w całej okazałości. To był bardzo inspirujący widok. Chwilę później nasz wspólny kolega Wiktor wysłał do mnie film z tamtej chwili, więc od razu wstawiłam go na media społecznościowe Golf Channel Polska. Ty jak gdyby nigdy nic zacząłeś od birdie na tym dołku. Opowiedz proszę jak to się wszystko zaczęło.

Zagrałem tee shot trochę w lewo do roughu, 9 iron na środek greenu i z dziesięciu metrów trafiłem birdie.

https://twitter.com/GolfChannel_PL/status/1393545956633845769?s=20

Aha. Bułka z masłem.

No tak. Tak właśnie trafiłem swój pierwszy birdie.

Na szóstce zagrałeś w lewo do wody i zrobiłeś tam para. Na dziesiątce po raz pierwszy w tym turnieju zdecydowałeś się atakować green. Stuart już wcześniej zdradził mi parametry techniczne, ale proszę opowiedz jak to wszystko wyglądało. W ruch poszła trójka wood, tak?

Tak, 3 wood. Miałem 245 metrów do flagi.

Co wpłynęło na decyzję, żeby zaatakować ten słynny par 4 nad wodą, nad drzewami, po raz  pierwszy właśnie w niedzielę?

Pomyślałem – kiedy jak nie teraz. Właśnie teraz jest dobra szansa na atak. To był dobry czas na ten strzał. Byłem w dobrej pozycji, dobrze mi się grało, byłem pewny tego strzału, trenowałem to uderzenie na range’u. Obrałem dobry punkt na cel. Zagrałem dobrze, tylko wylądowałem z pięć metrów za daleko.

Ostatecznie zrobiłeś tam para, ale nie wybiło Cię to z rytmu.

Niestety tylko para. Szedłem dalej. To akurat był taki okres, kiedy nie trafiałem w greeny. Cały czas musiałem się ratować. Tak było do 13 do 18 dołka. Cały czas musiałem chippować. Akurat wtedy przydarzył mi się taki okres w rundzie.

Kiedy grałeś na dziesiątce to wcześniej oglądałeś pewnie te wszystkie słynne zagrania Ballesterosa, Torrance’a na Ryder Cup. Miałeś to wszystko w tamtym momencie w głowie?

Widziałem to wszystko wcześniej, ale nie myślałem o tym wtedy. Myślałem jakie uderzenie muszę teraz zrobić i tylko na tym się skupiałem. Wyobraziłem sobie co zrobić i po prostu chciałem to zagrać. Moje uderzenie, a nie kogoś innego.

Jedyny bogey tego dnia przydarzył się na trzynastce! Co tam się stało?

Zagrałem w lewo i piłka leżała przy samej linii granicy pola. Była dosłownie centymetr w grze i miałem szczęście, że tam się zatrzymała. Musiałem wziąć piłkę nie do zagrania. Tam były jakieś korzenie, drzewa, chaszcze, nie było jak zagrać na green. Zdecydowaliśmy się wziąć uwolnienie. Stamtąd trafiłem do roughu przed green i uratowałem się bogeyem. Także to był bardzo dobry bogey. Mogło być gorzej.

A później były trzy niesamowite birdie z rzędu, na 15, 16 i 17. Proszę opisz je.

Z tych trzech dołków dwa to były par 5, więc wiedziałem, że mam tam duże szanse na birdie. Akurat na piętnastce przez cały turniej drive mi jakoś nie leżał. Trzy rundy grałem gdzieś w bok i nie mogłem uderzać potem na green. Tym razem mocno się skupiłem i zagrałem na fairway, przez co wreszcie mogłem atakować green. Piłka wylądowała w dobrym miejscu, na lewo od flagi. Łatwy chip i dobry putt. To znaczy chip nie był jakiś super, ale putt był bardzo dobry.

Na szesnastce zagrałem idealny tee shot. Flaga była w trudnym miejscu, na pochyleniu. Na lewo od flagi wszystko się  staczało. Zagrałem idealnego wedge’a, który zatrzymał się centymetr przed dołkiem, także równie dobrze mogło to wpaść na eagla. To był łatwy birdie.

Na siedemnastce zagrałem idealny tee shot, 5 iron na środek greenu, dwa putty i bezstresowy birdie.

Na osiemnastce szkoda mi było tego nietrafionego putta na dogrywkę. Zostawiłem go za krótko, ale był mega wolny, pod dużą górę. Nie chciałem grać za bardzo agresywnie, żeby potem nie mieć zagrania z metra z góry.

Osiemnastka to też Twój niesamowity tee shot. 'Tiger Line’ nad drzewami. W ciemno. Ciągle mam dreszcze.

Przez cały tydzień grałem 'fade’ driverem i dodatkowo był wiatr z lewej. Ustawiłem się na zagranie kolejnego fade’a. Trafiłem trochę z 'tow’ i zamiast fade’a poleciał lekki 'draw’. Więc kiedy zobaczyłem jak piłka wystartowała, to szczerze mówiąc serce trochę mi stanęło. Na szczęście wiatr lekko skontrował piłkę i poleciała w miarę prosto, po linii którą obrałem. Wyszło idealnie.

Widzieliśmy to w transmisji. Twoja mina wiele mówiła. Uśmiechnąłeś się do Stuarta i widać było ulgę na Twojej twarzy.

No tak. To był blind shot więc nie widziałem gdzie ląduje piłka. Zaraz jak uderzyłem, patrzyłem w stronę forecaddiego, żeby pokazał zieloną flagę. Tylko to mnie interesowało. Jak zobaczyłem flagę wziąłem głęboki oddech i stąd ten wyraz twarzy.

Dla mnie to był strzał turnieju. Petarda!

Umknęło mi birdie, ale tee shot był dobry.

Puttowałeś dwa ostatnie dni jak demon.

Przez cały turniej dobrze mi się puttowało. Pierwszego dnia grałem dosyć późno. Było miękko, greeny były trochę podeptane, więc nie wjeżdżałem tak dużo puttów. Tamte greeny spodobały mi się od razu jak przyjechałem. Mój system czytania greenów bardzo fajnie tam działał. Nie było 'grainu’, prędkość była taka sama na wszystkich dołkach. Uwielbiam takie greeny. Bardzo dobrze się na nich czułem. Zrobiłem dużo dobrych puttów.

W rundzie finałowej byłeś czwarty w statystyce 'Putts AVG’, z wynikiem 25 puttów, a w rundzie trzeciej byłeś drugi z rezultatem 22, przy średniej wynoszącej tego dnia 28,4! 

Ogólnie w tym sezonie bardzo dobrze mi się puttuje.

Zrobiłeś coś szczególnego, czy po prostu putter zaczął działać?

Szczerze powiedziawszy cały czas robię to samo. Ufam procesowi i to działa. Staram się po prostu jak najbardziej wierzyć w moją linię. Najgorzej jest kiedy stoi się nad piłką i myśli, że to może nie jest ta linia. To była ta największa zmiana – po prostu staram się zaufać sobie wybierając linię do dołka i tego się trzymać.

Teraz przejdźmy do bardziej ogólnych zagadnień. Opisz proszę jak czułeś się grając pierwszy raz w słynnym The Belfry.

Bardzo fajnie. Pole jest super, bardzo mi się podoba. W końcu jakieś normalne pole w tym roku, bo te wcześniejsze, oprócz Kataru, były takie dosyć łatwe. Co tydzień dużo wedge’ów i putting competition. Tam też oczywiście trzeba się jakoś odnaleźć, ale w The Belfry wreszcie był jakiś test golfa. Pogoda też nie była idealna – także bardzo mi się podobało. Projekt pola jest bardzo dobry. Każdy dołek jest ciekawy, nie ma nudy. W końcu solidne pole.

Cztery Ryder Cup. Emocje. Seve Ballesteros, Sam Torrance podczas Ryder Cup w 1985 roku. Rodziłeś się przecież dopiero 8 lat później. Czułeś historię w The Belfry? Doceniałeś to wszystko, ten klimat?

Oczywiście. Kiedy przyjeżdża się na takie pole to czuć taką atmosferę. Szczególnie w klubie gdzie są tony zdjęć, puchary i czuć te wspomnienia. Na każdym starszym polu, które ma jakąś historię, ta historia jest na ścianach klubu. To zawsze robi wrażenie i czuć duszę takiego miejsca. Lubię taki klimat. Doświadcza się wtedy historii tych miejsc.

Oglądasz wtedy te wszystkie zdjęcia? Chodzisz po tym klubie i rozglądasz się? Chłoniesz klimaty?

Tak. Staram się oglądać. Patrzę na to wszystko. Zazwyczaj te zdjęcia są dosyć podobne – zwycięskie putty, podnoszenie pucharów, ale to właśnie tworzy historią tych miejsc.

Ze Stuartem Beckiem wyglądacie już na zgrany duet. Opisz w kilku słowach Waszą współpracę. Jakim jest caddym?

No tak. Z turnieju na turniej coraz lepiej czujemy się razem. On jest bardzo pracowity. Chodzi po polu wieczorami, patrzy gdzie są piny. Także jestem z niego bardzo zadowolony i myślę, że będziemy razem współpracować przez kolejne turnieje.

Opisz swoje przygotowania dzień po dniu. Przyjechał do Ciebie Twój trener Matthew Tipper, do którego podobno Twoja Mama wysłała ciuchy na angielską pogodę. Nad czym pracowaliście? 

Ciuchy przyjechały w końcu prosto do hotelu. Jeśli chodzi o przygotowania to były one takie same jak przed każdym innym turniejem. Nie działo się nic nadzwyczajnego. Tak naprawdę nic nowego nie robiliśmy, pracowaliśmy nad tym co wcześniej przekazywał mi online. To cały czas działa. Więc to dopracowywaliśmy. Sprawdzaliśmy czy wszystko jest ok. Robiliśmy to samo co przed każdym turniejem. Z Matthew widzieliśmy się od niedzieli i był z nami do końca.

Mógł wchodzić na pole w trakcie turnieju?

Tak. Też był w bańce turniejowej. W trakcie gry przyglądał się temu z boku.

Matthew Tipper tak komentował przygotowania w The Belfry: „Jeśli chodzi o pełen swing to nie zrobiliśmy niczego innego niż to co robimy od ostatnich dziesięciu lat, zwracając uwagę na dobre podstawy i dobry ruch. Skupiliśmy się głównie na dostosowaniu krótkiej gry do tamtejszego dość gęstego i wysokiego roughu i na kontroli odległości uderzeń wedge’ami. Kiedy to zrobiliśmy, skierowaliśmy naszą uwagę głównie na to jak osiągać najlepsze wyniki w grze”.

 

Ile razy grałeś rundy treningowe, ile razy oglądałeś pole?

Grałem dziewięć  dołków w niedzielę, 9 dołków w poniedziałek i przeszedłem dziewiątkę z wedgem i putterem we wtorek.

Ile razy Stuart oglądał pole. Czy on caddiowal tam wcześniej?

Nie wiem ile razy oglądał pole, musisz jego spytać. Wiem, że wcześniej tam już caddiował – rok temu był tam z Aaronem Cockerillem.

Słyszałam, że leciałeś czarterem z Teneryfy do Belfry. 

Tak, wszyscy, którzy nie przeszli przez cut i grali w następnym tygodniu lecieli jednym samolotem, który wynajęli organizatorzy. To była jedyna opcja, żeby dostać się na następny turniej bez ryzyka.

Lubisz pola Ryder Cup. Na Celtic Manor też nie przebierałeś w środkach. Wtedy zagranie na osiemnastce do wody, w prawie całkowitych ciemnościach wyeliminowało Cię z gry o podium i byleś szósty – co było wówczas  Twoim najlepszym rezultatem na European Tour. Na Celtic Manor szalałeś, w Belfry szalałeś…

Lubię, lubię! Bo to są solidne pola. Trzeba grać w golfa. A nie jakieś pola 'Mickey Mouse’. To mi odpowiada.

Jak zapatrujesz się na potencjalną możliwość występu w U.S. Open? W tym roku stworzono specjalny ranking i najlepszych dziesięciu graczy po turniejach: British Masters, duńskim Made in HimmerLand i niemieckim Porsche European Open dostaje bilet na Torrey Pines. To niezwykła okazja.

Bardzo bym tego chciał. Jestem na dobrej drodze. Szczerze mówiąc bardzo nie chciało mi się jechać do Danii, bo jestem zmęczony. W tym wypadku muszę tam jechać. Także teraz chcę jak najlepiej odpocząć i powalczyć o U.S. Open. To byłoby super wydarzenie.

No tak, ale przecież masz teraz tydzień wypoczynku więc chyba powinieneś się dobrze zregenerować.

Mam nadzieję, że to wystarczy.

Jesteś teraz we Wrocławiu? Czy zrobisz jakieś szybkie wakacje, gdzieś wyskoczysz?

Muszę jechać do Warszawy. Mam tam do załatwienia kilka spraw. Odpoczywam we Wrocławiu.

Anglik Richard Bland – co za historia! Miałeś może okazję mu pogratulować? 477 występów bez zwycięstwa, 25 lat gry i wreszcie zdobył upragnione trofeum. 

Okazuje się, że golf jest sportem nieobliczalnym, że to jest dobra rzecz, fajna rzecz. Widziałem tę dogrywkę. Stałem przy osiemnastym greenie.

Wolisz uciekać czy gonić w rudzie finałowej? Z moich obserwacji wynika, że gonisz całkiem z polotem.

Chyba goni się lepiej, ale po prostu zawsze trzeba grać swoją grę i już. Niezależnie od sytuacji.

Grałeś odważnie. Chyba już oswoiłeś się z sytuacją bycia w czołówce turniejów European Tour. Drugie pudło w krótkim czasie po Tenerife Open. Tam nikt nie mógł nawet zbliżyć do Deana Burmestera. Tobie zabrakło tylko jednego  uderzenia do drugiego miejsca, którego w ostatniej chwili pozbawił Cię Nicolai Von Dellingshausen. W Belfry była szansa na dogrywkę. To był wspaniały atak.

No tak. Z turnieju na turniej czuję się coraz lepiej. Trzeba próbować za każdym razem. W końcu przyjdzie szansa i trzeba będzie ją wykorzystać.

Ty i Mateusz Gradecki, zaraz po zakończeniu swoich rund byliście liderami w piątek, zarówno na Challenge Tour i European Tour. Na koniec dnia Ty byłeś drugi, Gradi pozostał na pierwszej pozycji. Kontaktowaliście się na bieżąco?

Tak. Chyba w sobotę do niego pisałem.

Jakbyś skomentował taki wyczyn Polaków i dobrych kolegów.

Super. Chyba najwyższy czas. Gradi teraz też jest w dobrej formie. Pytał się mnie czy jechać na kolejny turniej czy wrócić. Powiedziałem mu, żeby jechał, grał jak się dobrze czuje i zdobywał kolejne punkty. Dobrze, dobrze, walczy! Czekam na niego jak dołączy do European Tour i znowu będzie raźniej.

Opisz proszę jeszcze jak spotkałeś tatę Rafy Cabrera Bello na Gran Canarii.

To było fajne spotkanie. Na pierwszym tee witał wszystkich w ich języku, także ja też mu podziękowałem – po hiszpańsku. Bardzo fajny człowiek

Opublikowaliśmy Twoje zdjęcie z Papą Cabrerą, które on wysłał do naszej wspólnej znajomej – Roksany Yusufali.

Tak wiem. On mówił, że zna Roksanę. Powiedziałem, że też ją znam. Ucieszył się.

Dziękuję bardzo za wywiad, życzę dobrej fryzury i dalszych sukcesów. Najbliższy przystanek – Dania. Kibicujemy.

Dziękuję i pozdrawiam. W kontakcie.

*

Kibicujemy! #GoMeronk!

 

Więcej o turnieju:

 golfchannel.pl/?news=meronk-w-the-belfry

golfchannel.pl/?news=meronk-gradi-bland

*

Rozmawiali: Adrian Meronk i Kasia Nieciak

Zdjęcie główne: Stuart Beck

Napisała: Kasia Nieciak

WYNIKI TUTAJ

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni