Adrian Meronk. Przesiep Open by mitukiewicz.pl. Fot: Marek Darnikowski

Meronk po British Masters

Adrian Meronk stoczył niesamowitą batalię w Betfred British Masters hosted by Lee Westwood, gdzie po dziesięciu dołkach finału wspiął się na piątą pozycję w klasyfikacji! Oto co powiedział naszej redakcji po zakończeniu turnieju, kiedy dotarł już do Forest of Arden, miejsca kolejnej potyczki, w trwającym od czwartku Hero Open.  

 

 

Co słychać? Jesteś już w Birmingham? Jak się przemieszczacie, jedziecie może jakimś wspólnym busem z innymi graczami?

Tak jesteśmy już w hotelu. Podróżujemy wynajętym „Mini”.

 

I mieścicie się tam?

Tak, jest całkiem sporo miejsca.

 

W takim razie powiedz proszę jak podsumowałbyś swój najlepszy występ na European Tour. Po dziesięciu dołkach rundy finałowej, z wynikiem (-12) byłeś piąty, grając wcześniej trzy świetne rundy: 69, 68, 66. Gratuluję! Dostarczyłeś nam wszystkim wspaniałych emocji.

Dziękuję. Odczuwam duży niedosyt, jednak było też dużo dobrego golfa. Po prostu trzeba iść dalej. Stało się. Trochę ciężko było mi się pogodzić z tą końcówką. Za dobrze grałem, żeby być 21. Ale cóż, taki jest ten sport i czasami tak się dzieje.

 

 

Pierwszą dziewiątkę zagrałeś genialnie. W bardzo trudnych, wietrznych warunkach, byłeś na minusie, trafiając eagla i same pary! Tego dnia statystycznie grało się tam dużo wyższe wyniki.  

Prawda. Pierwsza dziewiątka leżała mi przez cały tydzień lepiej niż druga. Czułem się tam mocny, tamte dołki odpowiadały mi dużo bardziej. W niedzielę byłem tam dobrze skupiony i rzeczywiście zagrałem solidnie. Dodatkowo dobrze się tam wtedy czułem. Nie było nerwów, byłem w dobrym nastroju.

 

W takim razie co zepsuło się potem. Po dziesięciu dołkach byłeś piąty i na jedenastce się zaczęło. Zagrałeś trzy bogeye i zakończyłeś wszystko doublem na osiemnastce.

W tym momencie problemy na łączach spowodowały chwilowe przerwanie rozmowy. Po chwili łączność wróciła.

Na dziesiątce byłem drugim uderzeniem przy greeenie, więc miałem szansę na birdie. Niewykorzystaną. Na jedenastce zagrałem dobrego tee shota, ale potem miałem „blind shota”, wybrałem trochę złą linię i zagrałem zupełnie nie w to miejsce co trzeba. Potem był trudny chip i nie wybroniłem para. Na dwunastce po prostu to był zły strzał, nie mogłem się skupić i zagrałem za krótko. Zły chip i był kolejny bogey. Potem miałem parę szans na birdie, na 13 i 14, a na 16 i 17 miałem „lip out” na birdie. Na piętnastce była trudna flaga i zagrałem bogeya. No i na ostatnim dołku zagrałem z fairwaya do wody. Wybrałem zły kij, piłka poleciała za daleko, za green, do wody. Po prostu robiłem błędy taktyczne, brakowało mi koncentracji. Te bogeye brały się z wyboru złej linii, z nieupewnienia się, czy to jest dobry kij, takie bezsensowne błędy wynikające z braku koncentracji. Dlatego trudniej to przełknąć. Wyszło jak wyszło.

 

Jak grało ci się w otoczeniu kamer. Bo kiedy czasami było Cię widać to wyglądałeś, że jesteś w swoim żywiole.

Tak? Tak naprawdę nie zwracałem na nie wcale uwagi.

 

Właśnie o to mi chodzi. Nie wygląda, jakby kamery Ci przeszkadzały lub peszyły.

Nie, zupełnie nie.

 

No i zgodziłeś się na wywiad w trakcie gry z latającym reporterem – wywiadowcą.

Tak.

 

To Twój najlepszy występ, po Saudi International.

To tylko sześć miejsc lepiej i tam była lepsza obsada i lepsze pieniądze. Niedosyt jest duży.

 

 

Jak Pietro na to wszystko reaguje? Chyba jest zadowolony, że wrócił do tej pracy, w dodatku na European Tour?

Tak. Zadowolony. Teraz jeździmy wszędzie razem.

 

Czy on jako pełnokrwisty Włoch zna zwycięzcę – Renato Paratore i tych wszystkich włoskich rodaków?

Tak, zna ich wszystkich. Jeżdżąc po turniejach cały czas się widzimy. Jeśli rozmawiasz w tym samym języku, to wszyscy się ze sobą znają.

 

 

Czy w związku z tym, też znasz ich wszystkich, spotykacie się po golfie?

Z tymi, których znam zagram na przykład rundę próbną, ale poza tym jakoś specjalnie nie trzymam się z nimi.

 

Opisz proszę wspaniałego, sobotniego eagla.

Dobry, daleki drive na środek fairwaya. Zostało mi 185 metrów do flagi, z wiatrem. Zagrałem mocne osiem  iron, sześć metrów od flagi. Putt z lewej do prawej, do dołka.

 

Jak żyje się w takim wielkim hotelu, w reżimie koronawirusowym. Czy Pietro mieszka z Tobą, czy caddy mają inne zakwaterowanie?

Wszyscy mieszkają w tym samym hotelu, ale wszyscy mają jedynki. Więc jest kompletna kwarantanna. Jak przyjeżdżasz do hotelu to musisz przejść testy na koronawirusa. Potem musisz czekać cztery godziny na wynik. Jeśli jest negatywny, to jesteś w oficjalnej kwarantannie – takiej bańce turniejowej. Możesz tylko wychodzić z hotelu na pole i z powrotem. Poza tym nie można nigdzie wychodzić. Wszędzie pilnują, żeby nosić maseczki w pomieszczeniach, żeby trzymać dystans, itp. Cały czas pilnują wszystkiego.

 

Sprawdzałam co stało się z Andrew „Beefem” Johnstonem, dlaczego zrezygnował z gry po dziewięciu dołach pierwszej rundy. Okazało się, że on po prostu tego wszystkiego nie wytrzymał i odpuścił dalszy udział w turnieju po zagraniu 39 uderzeń w czwartek.

Tak, słyszałem o tym. Najwyraźniej coś mu tutaj nie pasuje.

 

Jimenez rozegrał 706 turniej i wyrównał rekord występów na European Tour, należący do Sama Torrence’a .

Tak to niesamowite, ale ja przez pierwsze dwa dni grałem akurat z Raphaël Jacquelinem, który też zbliża się do swojego  siedemsetnego turnieju.

 

 

Przed Tobą Hero Open. Znasz to pole?

Nie, będę tam po raz pierwszy.  Zagram we wtorek treningową osiemnastkę, a w środę – dziewiątkę.

 

 

W takim razie życzę powodzenia i jesteśmy na łączach.

Dziękuję. W kontakcie.

 

***

 

Rozmawiali: Adrian Meronk i Kasia Nieciak

Zdjęcie: Marek Darnikowski/Przesiep Open by mitukiewicz.pl

Napisała: Kasia Nieciak

 

***

 

Relacja dzień po dniu jest TUTAJ

WYNIKI BRITISH MASTERS

WYNIKI HERO OPEN

Wywiad z Adrianem po Austrian Open TUTAJ

Więcej o Saudi International przeczytamy TUTAJ

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni