Max Homa EPA/TANNEN MAURY Dostawca: PAP/EPA.

Max Homa triumfuje w Riviera Country Club

Max Homa zwyciężył w The Genesis Invitational, turnieju, który oglądał ze swoim tatą jako dzieciak. Pełni szczęścia dopełnił Tiger Woods, jego golfowy idol, który jako gospodarz turnieju wręczył trofeum dla zwycięzcy.

 

 

Max czuł się w Riviera Country Club jak w domu. Miał ku temu podstawy, w zasadzie był u siebie w domu. Po raz pierwszy zobaczył to słynne pole już jako dwulatek, noszony tam jako miniaturowy kibic przez swojego tatę, z którym oglądał toczący się tam Los Angeles Open. Od tamtej pory oglądał ten turniej dziesiątki razy. Teraz tam wygrał!

 

 

„Myślę, że młody ja miałby problem, żeby sobie to wymarzyć. To była tak świetna zabawa, móc to wszystko oglądać od środka. Nawet grając, przychodząc tutaj każdego dnia, za każdym razem była to dla mnie chwila, w której chciałem się uszczypnąć. Więc, kiedy zobaczyłem swoje nazwisko na szczycie tablicy wyników, to mnie uderzyło.”

Max, kiedyś student University of California, w 2013 roku zwycięzca prestiżowego NCAA Division I Men’s Golf Championship, po wygranej w 2019 roku w Wells Fargo Championship, zdobył swoje drugie trofeum PGA TOUR właśnie w  rodzinnych stronach.

Niedzielna rywalizacja rozpoczęła się od dokończenia trzeciej rundy przez 23 graczy. Wszystko z powodu porywistego wiatru, który w sobotę przerwał rozgrywki na cztery godziny. Po 72 dołkach turnieju, finałowej rundzie 66, z wynikiem -12, Max był współliderem. Towarzyszył mu zaprawiony w takich sytuacjach – Tony Finau, który zaatakował niedzielną rundą dnia 64, awansując zza pleców na pozycję współlidera.

Potrzebna była dogrywka, której przebieg poderwał niejednego na równe nogi!

Wszystko zaczęło się na słynnym dołku dziesiątym, krótkim par 4, gdzie teoretycznie da się bez problemu zagrać pierwszym uderzeniem na green, lub przynajmniej w jego okolice. Tony wykonał prawie idealny tee shot, na lewo od greenu, „pin-high”, pozostawiając sobie relatywnie łatwy, krótki chip pod flagę. Wszystko wskazywało na to, że jest w doskonałej pozycji do zrobienia birdie.

Max nie miał tyle „szczęścia”. Jego piłka zatrzymała się tuż przy drzewie i wszystko wskazywało na to, że nie ma najmniejszej szansy zagrania pod flagę, ani nawet na green. Jednak…

 

 

Max zagrał stamtąd nieprawdopodobny pitch swoim gap wedgem, zamykając maksymalnie główkę kija. Posłał piłkę w kompletnie innym kierunku niż był ustawiony i jakimś cudem wylądował na greenie całkiem niedaleko dołka. Obaj panowie potrzebowali dwóch puttów i gra przeniosła się na drugi dołek dogrywki, na czternastkę, par3.

To traumatyczne przeżycie i wykaraskanie się z tak trudnej sytuacji, okazało się oczyszczające dla Maxa, który wcześniej, na 72 dołku turnieju, nie trafił trochę ponad metrowego putta, który dałby mu zwycięstwo. Kluczowa okazała się w tym wszystkim rada jego żony, która zadzwoniła do męża podczas krótkiej rozgrzewki przed dogrywką i poprosiła, żeby ‘wybaczył sobie’ tę sytuację: „To było idealne ponieważ grałem całkiem wspaniałą rundę golfa, bardzo gładką. Więc, czy był jakiś powód, żeby wściekać się na siebie? Właśnie dostałem się do dogrywki, w miejscu, w którym zakochałem się w golfie.”

Czternasty dołek okazał się ostatnim w tym turnieju. Max zagrał popisowo na green i zakończył wszystko parem. Tony był w bunkrze, z którego nie zdołał już się wybronić.

 

 

To było dla niego kolejne rozczarowanie. Po zwycięstwie w Puerto Rico Open, w 2016 roku, Tony Finau wciąż ociera się o wymarzoną drugą wygraną PGA TOUR, wciąż nie mogąc jej zdobyć. Jedni twierdzą, że wszystko to z powodu tzw. ‚Klątwy Puerto Rico’. Inni twierdzą, że klątwę tę przełamał Viktor Hovland, wygrywając w tym roku w Mayakoba Golf Classic i zdobywając drugą po Puerto Rico Open wygraną.

Trudno rozstrzygnąć tę zawiłą kwestię, jednak faktem jest, że od czasu wygranej dogrywki w 2016 roku, Tony Finau przegrał trzy kolejne, 37 razy był w najlepszych dziesiątkach turniejowych, osiem razy był drugi! Teraz znowu przegrał, w dodatku w tak  nieprawdopodobnych okolicznościach.

 

 

Powody do rozczarowania mógł mieć też Sam Burns, który nigdy nie wygrywał na PGA TOUR, a tym razem był liderem po każdej z trzech pierwszych rund. Problemy zaczęły się dopiero na drugiej niedzielnej dziewiątce, gdzie zagrał on trzy bogeye, na ostatnich siedmiu dołkach. Mimo to i tak wciąż był blisko zwycięstwa, kończąc turniej z jednym uderzeniem straty do duetu Homa/Finau.

 

 

https://www.pgatour.com/leaderboard.html

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

 

Od czwartku zapraszamy na pierwszy w tym roku turniej World Golf Championship, na WGC-Workday Championship at The Concession. 

 

TRANSMISJE:

 

Czwartek i piątek

WGC-Workday Championship at The Concession     R1 i R2       20:00–0:00 – LIVE

Sobota 

WGC-Workday Championship at The Concession       R3       20:30–0:00 – LIVE

 

Niedziela 

WGC-Workday Championship at The Concession       R4       20:00–0:00 – LIVE

Komentuje: Jacek Person

 

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni