Brian Gay. THE PLAYERS Championship. 2014. EPA/TANNEN MAURY Dostawca: PAP/EPA.

„Król Bermudy” i inne historie

Brian Gay nie uderza zatrważająco daleko, nie dysponuje imponującymi warunkami fizycznymi, ma na karku 48 lat, a ostatnio zwyciężał wieki temu, w 2013 roku podczas Humana Challenge. Nazywany jest czasami „Królem Bermudy” – ze względu na zamiłowanie do gatunku trawy jaką obsiane są niektóre pola golfowe. 

Wczoraj wygrał właśnie na Bermudach, pokonując w dogrywce niemal o połowę młodszego, głodnego pierwszego zawodowego triumfu, postrach wzbudzającego bombardiera, posyłającego piłkę tam, gdzie Brianowi nawet się nie śniło w snach najdzikszych. Czyż to nie wzruszająca historia?

Kiedy jest w formie, jest piekielnie precyzyjny. W tym upatruje swoją siłę. Tak przeciwstawia się tym znacznie, znacznie dalej uderzającym od niego graczom, których z rocznikowego punktu widzenia, w znakomitej większości mógłby być tatą.

 

 

Przyjrzyjmy się prostemu zestawieniu. W tym sezonie nasz bohater posyła driverem piłkę na średni dystans 293.1 jardów, co daje mu 179 pozycję w statystyce „Driving Distance”. Wyndham Clark – jego rywal z dogrywki dosłownie miażdży go na tym polu – 320.5 jardami i pozycją siódmą.

Co robi Brian? Wykręca drugi najlepszy wynik dnia, trafia wysmakowane birdie na pierwszym dołku dogrywki i wygrywa w Trójkącie Bermudzkim! Członek Galerii Sław University of Florida i pięciokrotny zwycięzca na PGA TOUR po prostu uwielbia grać w Bermuda Championship, zajmując w inauguracyjnej edycji tego turnieju od razu trzecie miejsce: „Dorastałem na południu, na trawie bermuda. Kocham bermudzkie greeny. Mieszkając na Florydzie wiatr nie jest mi straszny. Myślę, że chodzi tutaj o znajomość bermudzkiej trawy” – odpowiadał pytany, dlaczego tak lubi grać na Port Royal Golf Course. „To nie jest długie pole. Mogę tutaj często używać krótkich kijów i nie da się tego pola podbić odległością. To utrzymuje krócej uderzających w grze, każdy ma tutaj swoją szansę”.

Grając w swoim 602 turnieju PGA TOUR trafił on w niedzielę dziesięć birdie, w tym dwa razy na osiemnastym dołku, awansował dynamicznie z głębin rankingu światowego, z miejsca 318 na 181 i wskoczył na pozycję dziewiątą w klasyfikacji  FedEx Cup. Wszystko to z udziałem publiczności. Nie było może tłumów, ale było to bardzo miłe, móc znów zobaczyć entuzjastycznych kibiców podążających za swoimi herosami.

 

 

26 – letni Wyndham Clark, gwiazda Oklahoma State University, uczestnik 2014 Palmer Cup, zawodowiec od 2017 roku, był w niedzielę gorszy o dwa uderzenia od swojego dużo starszego rywala – jedno uderzenie w rundzie finałowej i jedno w dogrywce.

 

 

Trzecie miejsce zajął kolega Wyndhama z Palmer Cup, zwycięzca na Web.com Tour z 2016 roku – „człowiek bez czapki” – Ollie Schniederjans, całkiem niedawno pełnoprawny gracz PGA TOUR, teraz pracowicie powracający w znane mu rewiry. Ollie grał na zaproszenie organizatorów, a świetny występ znacznie przybliżył go do powrotu na PGA TOUR.

 

***

 

European Tour również gościł na wyspie, a okoliczności natury, w których odbywała się bardzo zacięta rywalizacja, nie były ani trochę mniej spektakularne. W rozgrywanym po raz pierwszy na Cyprze turnieju pierwszej europejskiej ligi golfa, również po jednodołkowej dogrywce, triumfował Anglik o nieprzesadnie typowym angielskim nazwisku – Callum Shinkwin.

Na jego drodze próbował stanąć Fin Kalle Samooja. Dogrywka musiała być dość bolesnym doświadczeniem dla 32 – letniego Fina, który na rozgrywanym ponownie osiemnastym greenie zagrał trzy putty, nie trafiając ostatecznie z niecałych dwóch metrów.

„Wygrana na European Tour to coś co zawsze chciałem zrobić i teraz tego dokonałem. To był dla mnie lekki szok, ale to wspaniałe uczucie” , komentował Anglik z podobno walijskimi korzeniami.

 

 

Shinkwin tracił dwa uderzenia do lidera, na dwa dołki do końca. Trafił jednak birdie na siedemnastce i eagla z piętnastu metrów na 72 dołku. Następnie udał się na zasłużony posiłek, zresztą bardzo skrupulatnie pokazywany przez kamerzystów European Tour i czekał na rozwój wydarzeń i ostatnią grupę. W grupie tej walczyli: Belg Thomas Detry, zmagający się z bólem pleców, lider po 54 dołkach, kiedyś gwiazda Ryder Cup  – Jamie Donaldson i właśnie Kyle Samooja, który grając birdie na ostatnim greenie awansował spektakularnie do playoff.

Trzecim miejscem w turnieju Aphrodite Hills Cyprus Open podzielili się: Szkot Robert Macintyre, Południowoafrykańczyk Garrick Higgo i wspomniany Walijczyk Donaldson.

 

 

Dopiero na dzielonym z Dalem Whitnellem i Jasonem Scrivenerem miejscu szóstym znalazł się triumfator tegorocznego Oman Open, inny Fin – Sami Välimäki, prowadzący w turnieju przez większą część niedzielnej rundy. Sami po rozegraniu pierwszych dwunastu dołków na -6, strasznie zaciął się na trzynastce, notując trzy bogeye na kolejnych czterech dołkach i kończąc dzień „tylko” wynikiem 67.

 

***

 

 

W  tym tygodniu nadajemy wyłącznie NA ŻYWO: z Houston Open i ponownie ze spektakularnego Aphrodite Hills Resort,

gdzie drugie podejście do cypryjskich fairwayów wykona Adrian Meronk.

 

O występie Adriana przeczytamy TUTAJ

 

 

Napisała: Kasia Nieciak

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni