IronGolfer 3. Fot. Marek Darnikowski

Burzowo – jubileuszowy IronGolfer

To była już trzecia edycja jedynego w swoim rodzaju turnieju, wymyślonego i organizowanego od 2019 roku przez Sławka Marszałka. Turniej rozrasta się z każdym rokiem, nie jest w stanie powstrzymać go pandemia, permanentna walka z czasem, ani zmienne warunki atmosferyczne. Oto krótka historia IronGolfer – turnieju innego niż wszystko to co do tej pory sądziliśmy o golfie, oczami jego ojca, założyciela, pomysłodawcy.

Zapraszamy do lektury.

 

2019

Tak, tak, to już trzecia edycja turnieju wymyślonego przeze mnie w 2019 roku. Pierwsza odsłona IronGolfer odbyła się 18 czerwca 2019 roku. Oprócz mnie, Andrzeja Bala i Mirka Kęcika zagrał też Rafał Twarowski, który spośród moich znajomych najbardziej entuzjastycznie podszedł do tego pomysłu i w miarę możliwości pomagał w przygotowaniach. Wtedy wystartowaliśmy o szóstej rano w Sobieniach, potem pojechaliśmy do Rajszewa i na koniec zostawiliśmy sobie Lisią Polanę, gdzie zorganizowaliśmy skromny poczęstunek z lampką szampana i wręczeniem pamiątek tego wydarzenia dla kibicujących nam znajomym, rodzinie i pracownikom mojej firmy, którzy pomagali w organizacji.

Graliśmy we flightach dwuosobowych i na każdym polu zmienialiśmy się tak aby każdy zagrał z każdym. Szczęśliwe dla nas było to, że mimo, że w tym czasie od tygodnia panowały w całej Polsce upały sięgające 30 stopni,  akurat tego dnia temperatura spadła do 25* C, co pozwoliło nam zakończyć zmagania w dobrej formie. Tym bardziej szczęśliwie, że od następnego dnia, upały powróciły z dawna siłą. Oczywiście ideą tego golfowego maratonu było to, aby przejść cały dystans na własnych nogach, z kategorycznym zakazem użycia 'melexów’.

Miałem dodatkową przyjemność, że po podliczeniu wyników, okazało się, że to ja uzyskałem najlepszy rezultat, grając trzy różne pola jednego dnia. Graliśmy według formatu Stabelford z 3/4 handicapu, aby zniwelować wpływ handicapów na rywalizację. Aby ukończyć to wyzwanie w dobrej formie zaopatrzyliśmy się w pełen pakiet suplementów, witamin i elektrolitów.

2020

Informacje o tym wyjątkowym wydarzeniu rozniosły się wśród znajomych i rok później, pomimo początkowej fazy pandemii, mieliśmy już 21 zapaleńców, chcących przeżyć to samo co my. Scenariusz był bardzo podobny z tym, że wystartowaliśmy tym razem o piątej rano, 23 czerwca, dając sobie dodatkową ponad godzinę akcji. Rozlokowaliśmy się z najbliższych dołków i graliśmy we flightach trzyosobowych. Na każdym polu mieszaliśmy składy, aby poznać się jak najlepiej. Sobienie zagraliśmy zgodnie z planem i już o 10:30 byliśmy w Rajszewie, gdzie złapaliśmy opóźnienie z powodu innych graczy na polu, którzy nie brali udziału w naszym triatlonie golfowym.

Na Lisią Polanę dotarliśmy około 16:30 i po ustawieniu flightów według wyników, ruszyliśmy w pełnym składzie. Zakończyliśmy tuż przed 21:00 i po zdaniu kart, w oczekiwaniu na wyniki wznieśliśmy toast kieliszkiem Prosecco i ochoczo przystąpiliśmy do kolacji. Pogoda znowu okazała się łaskawa dla 'IronGolferów’, a w  tym okresie, szczególnie na Mazowszu, codziennie były intensywne opady deszczu z częstymi burzami. Tego dnia spadły dosłownie dwie krople deszczu, a o burzy nikt nawet nie słyszał. Oczywiście podobnie jak rok wcześniej, jesienne słoty wróciły w dniach następnych, co pozwoliło nam przypuszczać, że opatrzność też gra w golfa, czuwała nad nami i nas oszczędziła.

Wygrał Patryk Ostrowski z Golf Park Józefów, drugi Był Marcel Benbenek, a trzeci… Sławomir Marszałek. W tym roku znany snowboardzista i Olimpijczyk – Michał Ligocki, zagrał wszystkie 54 dołki, używając tylko jednej piłki. Za taki wyczyn jeden z uczestników, ufundował i przyznał mu w nagrodę adekwatną butelkę whisky. W tej edycji dla każdego uczestnika były pamiątkowej koszulki oraz piłki z logo turnieju. Świętowaniu i opowieściom nie było końca i trwały one do następnego dnia, kiedy to niektórzy, wcześnie rano ponownie wyszli… zagrać na polu.

2021

Przygotowania trwały ponad trzy miesiące. Bogatszy o doświadczenia z lat ubiegłych dużo wcześniej opublikowałem informację, że przymierzamy się do trzeciej edycji i zarezerwowałem wszystkie trzy pola na to wydarzenie. W tym roku założyliśmy, że wystartujemy 'shotgunem’, aby nie było żadnych opóźnień i utrudnień na polu. Płynność gry zapewniały flighty trzyosobowe, więc do dyspozycji mieliśmy 54 miejsca.

 

Po kilku godzinach od ogłoszenia terminu tegorocznego triathlonu, zgłoszeń mieliśmy już na ponad 20 uczestników, a limit wyczerpał się całkowicie po kilku tygodniach i mieliśmy listę oczekujących. Z racji większego zainteresowania partnerów, także w tym roku, każdy z uczestników otrzymał nie tylko pamiątkową koszulkę turniejową, ale również czapkę, piłki, plecak z imieniem i nazwiskiem oraz zestaw wspomagający wydolność organizmu.

Wystartowaliśmy 'shotgunem’ według planu, w Sobieniach o godzinie 5:00. Z lekkim opóźnieniem w stosunku do harmonogramu skończyliśmy pierwszą rundę, gdzie już od godziny 8:00 dawał się we znaki upał. Rajszew pomimo lejącego się z nieba żaru udało nam się skończyć szybciej niż planowaliśmy, czyli równo po czterech godzinach od wystartowania.

Na Lisiej polanie zameldowaliśmy się po około półgodzinnej jeździe i po rozstawieniu się na dołkach ruszyliśmy o 17:15. Czasu mieliśmy wystarczająco aby spokojnym tempem ukończyć już ostatnie – trzecie pole.

Na drugim rozgrywanym dołku na Lisiej Polanie zaczęły zbierać się atramentowo-niebieskie chmury i praktycznie od razu przywiało burzę z wyładowaniami. Marshal i sędzia zdążyli jednak dać sygnał do przerwania gry jeszcze przed pierwszymi piorunami. Grę przerwaliśmy ostatecznie po trzech dołkach, czyli po rozegraniu 39 dołków. Totalnie nie było warunków, aby bezpiecznie wznowić grę, a tym bardziej ukończyć całe pole przed zmrokiem. Mając doświadczenie poprzednich edycji mogę powiedzieć, że te 39 dołków rozegranych w tak wysokich temperaturach, sięgających ponad 54 stopni w słońcu, nawet bardziej potwierdzały kondycję i hart ducha IronGolfera tej edycji niż poprzednich, albo przynajmniej były bardzo podobne.

Z powodu zainteresowania Pro oraz tego, że udało się namówić trzy kobiety –  jednej nie trzeba było namawiać wcale – wprowadziliśmy dwie dodatkowe kategorie, czyli: The Best Women i The Best Pro, które wygrali: Agnieszka Słowik i Kuba Ufnal.

Tak jak rok wcześniej jedynym konkursem jaki przeprowadziliśmy było to, czy ktoś zagra jedną piłką na wszystkich rozgrywanych dołkach. W tym roku do przysłowiowej butelki jako nagrodę, dołączył się też producent piłek golfowych, więc zwycięzca tej konkurencji – Kamil Nowak, połączył przyjemne z pożytecznym.

W kategorii głównej – Stableford z 3/4 handicapu, III miejsce zajął Wojciech Chyliński z Lublina. Druga była  Agnieszka Słowik z Warszawy, natomiast zwycięzcą został Bogdan Bać z Rzeszowa, który otrzymał piękną statuetkę symbolizującą siłę jaką bezapelacyjnie trzeba się wykazać, wygrywając taki maraton. Paradoksalnie Statuetka była wykonana na indywidualne zamówienie w Rzeszowie przez artystów metaloplastyków i tym samym wróciła do domu, do miejscowości swojego pochodzenia.

 

Ponieważ była to trzecia edycja, czyli taki mały jubileusz, w dodatku w maksymalnej frekwencji,  dlatego skorzystaliśmy z tak dużego audytorium podczas rozdania nagród, wróciliśmy pamięcią do dwóch poprzednich edycji aby uhonorować uczestników pierwszej odsłony i wręczyć im pamiątkowe koszulki, których zabrakło trzy lata temu. Przy tej okazji dotychczasowym zwycięzcom wymieniono puchary za I miejsce na takie same, jakie dostał w tym roku Bogdan Bać, ponieważ największą wartością tego turnieju, oprócz uczestnictwa i ukończenia go w jednym kawałku, jest zdobycie tytułu IronGolfera i potwierdzający to unikatowy puchar przysługujący jedynie zwycięzcy.

Już teraz zapraszam za rok!

 

Relacja: Sławek Marszałek

Zdjęcia: Marek Darnikowski

Przepastna galeria zdjęć: TUTAJ

Zredagowała: Kasia Nieciak

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni