Mateusz Gradecki. Cape Town 2022. Fot. Team Gradi

Gradi w Cape Town Open

Po długiej zimowej przerwie Mateusz Gradecki wrócił do gry. Bain’s Whisky Cape Town Open był jego  pierwszym w tym sezonie występem, drugim turniejem Challenge Tour w tym roku, wliczanym również do Sunshine Tour.

 

 

Gradi nie rozpoczął roku dokładnie jak to sobie zaplanował. Występując we flighcie z Roberto Lupinim z RPA i Anglikiem Christopherem Cannonem, po dwóch dniach rywalizacji zabrakło mu kilka uderzeń do przejścia przez cut, który ustawił się na poziomie -4.

 

 

Rywalizacja odbywała się początkowo na dwóch polach. Poza Rondebosch, areną golfowego starcia był też Royal Cape Golf Club. Znacznie powiększona stawka 216 zawodników, przez pierwsze dwa dni rywalizowała na obu polach. Gospodarzem finałowego weekendu jest już tylko Royal Cape – najstarszy klub golfowy w RPA, założony w 1885 roku.

 

 

Mateusz rozpoczął walkę od Rondebosch Golf Club, przenosząc się w piątek na pole Royal Cape. Mimo gry na zupełnie różnych polach, uzyskał na każdym z nich identyczny wynik 73, +1. W czwartek na jego karcie pojawiły się cztery bogeye, jeden birdie i jeden eagle.

 

 

W piątek bogeyów było pięć, prawie zneutralizowanych przez cztery birdie. Na trzynastym dołku par 5 Polak popisał się niesamowitym trzecim uderzeniem, które zatrzymało się kilka centymetrów od dołka. Zagrał tak: „ze 170 metrów, 5 iron, pod wiatr”.

 

 

Niestety po tym dołku Mateusz zrobił trzy bogeye z rzędu, które pogrzebały jego szanse na grę w weekend. Po rundzie przypomniał sobie czasy, kiedy grał namiętnie w piłkę nożną i w ramach oderwania się od golfa, na plaży kopał piłkę z lokalnym piłkarskim narybkiem.

 

 

Pytany o to co funkcjonowało, a co nie, depeszował: „Byłem gotowy do turnieju i grałem dość dobrze. W paru sytuacjach załatwił mnie tamten rough, zwłaszcza przy pełnych strzałach. Dużo mówi się, że ta trawa jest trudna w krótkiej grze. Ja akurat z tym nie miałem problemu. Czasami wydaje się jednak, że piłka leży dobrze w roughie, a trawa okazuje się tak twarda, że kilka razy wpłynęło to na moje długie strzały, po których piłka uciekła. To jest jednak element, do którego można się przyzwyczaić. Głównym problemem w tym turnieju niestety był putting i to, że nie byłym gotowy do wejścia w sezon z tym elementem. Wiem więc nad czym pracować. Muszę poprawić kilka aspektów, jak ustawienie się nad piłką, tak żeby lepiej się z tym poczuć, żeby oczy były w komfortowym miejscu nad nią. Wtedy od razu wraca pewność siebie. Dzisiaj na putting greenie trochę zacząłem to rozumieć i już nie mogę się doczekać wyjazdu na kolejny turniej. W niedzielę rano lecę do Durbanu i od poniedziałku zaczynam przygotowania na miejscu. Znowu gramy tam dwa pola. W poniedziałek i wtorek planuję rundy treningowe na obu z nich. Będzie dobrze”.

 

 

Po rywalizacji w Cape Town cykl przeniesie się do Durbanu, na rozpoczynający się w czwartek turniej Jonsson Workwear Open. Na początku marca odbędzie się Manguang Open. Później nastąpi dwutygodniowa przerwa, którą Gradi planuje wykorzystać na odpoczynek w Polsce. Później rywalizacja wraca do Afryki na kolejne dwa turnieje w RPA i na Mount Kilimanjaro Klassic w Tanzanii, na początku kwietnia.

*

Po świetnych rundach 69-66-67-68 zwyciężył JC Ritchie, drugi rok z rzędu w tym turnieju!

 

 

To trzecie trofeum Challenge Tour 27-letniego Południowoafrykańczyka i dziewiąte na Sunshine Tour. Wszystkie jego zwycięstwa Challenge Tour, były również częścią Sunshine Tour. W sumie w swojej zawodowej karierze wygrywał więc dziewięć razy.

 

„Słowa nie potrafią wyrazić tego uczucia, to jest wspaniałe. Zważywszy jak czułem się na polu przez ostatnie dwa dni, zakończyć wszystko na szczycie, bardzo dużo dla mnie znaczy”.

 

Podczas listopadowego Joburg Open, JC trafił hole-in-one na siedemnastym dołku Randpark Golf Club, z 202 jardów, siódemką żelazo. Na platformie za tee, na której stał wspaniały, żółty bolid, wyraźnie napisane było wielkimi literami: „FIRST HOLE-IN-ONE WINS THE…” i tutaj padała nazwa zacnej, niegdyś brytyjskiej, marki motoryzacyjnej oraz modelu. Niestety ‘okazało się’, że nagroda ta przysługuje pierwszemu graczowi, który dokona tej sztuki w weekend! Okazało się, że turniej zakończył się tak naprawdę po dwóch rundach, a samochód wrócił do salonu. Takie koleje losu…

 

golfchannel.pl/?news=joburg

 

 

W Cape Town jego najbliższym konkurentem był Belg Christopher MIVIS, który okazał się gorszy tylko o jedno uderzenie.

 

 

Decydujący okazał się brawurowy birdie na ostatnim dołku, uzyskany przez zwycięzcę.

 

 

Gratulacje.

#GoJC! #GoGradi!

 

Zapowiedź turnieju: golfchannel.pl/?news=gradi-rozpoczyna-sezon-22

Zdjęcia i filmy: Team Gradi

Depeszował: Gradi

 

Napisała: Kasia Nieciak

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni