Brendan Steele – stalowe nerwy i jelenie w ogrodzie.

Nie było oczywiste, że Brendan Dean Steele zostanie golfistą. W zasadzie było to bardzo mało prawdopodobne.

Dorastał w małym kalifornijskim miasteczku, do którego cztery lata przed jego narodzinami, uciekając przed zgiełkiem Los Angeles, przenieśli się rodzice. Próżno w tej mieścinie było szukać czegokolwiek umożliwiającego rozpoczęcie kariery golfowej przyszłego gracza PGA Tour.

W Idyllwild, gdzie czas płynął swoim nurtem, liczącym jakieś żwawe trzy tysiące mieszkańców, nie było wówczas ani driving range, ani tym bardziej pola! Zamiast tego, w ogrodzie przy domu, w którym mały Brendan się wychowywał, Kent i Jana Steele, wybudowali maleńki green, o sztucznej nawierzchni, na którym z rozmachem rozmieścili cztery dołki. Green ten ochoczo odwiedzał zarówno Brendan jak i okoliczna, wałęsająca się zwierzyna, z jeleniami i rysiami na czele.

Mimo tych mało ukierunkowujących golfowo okoliczności, Brendan jednak został golfistą. Ten kochający baseball dzieciak często zabierany był przez tatę na rozgrywany nie tak daleko od  Idyllwild- Bob Hope Classic. Najwyraźniej to co tam oglądał robiło na nim duże wrażenie, a zdobyte autografy ikon tamtych czasów: Coreya Pavina czy Craiga Stadlera, też zrobiły swoje.

W  dojrzałym jak na juniora wieku 13 lat rozpoczął wraz z rodzicami, swoje eskapady do oddalonego o 35 minut jazdy samochodem miasteczka San Jacito, gdzie trenował i gdzie wszystko się zaczęło. Soboba Springs Country Club było polem publicznym, bez śladów zadęcia, a to bardzo odpowiadało rodzinie państwa Steele.

Od samego początku miał tam samego nauczyciela. Jim Follingstad dobrze się nim opiekował i nigdy nie próbował zmieniać naturalnego swingu swojego podopiecznego, nie do końca klasycznego, z dużymi naleciałościami bejsbolowymi. Charakterystyczne płaskie odprowadzenie kija i mocny grip najzwyczajniej dobrze sprawdzały się w jego przypadku: „Nigdy nie wierzyłem w to, że jest tylko jeden sposób. Nie mam najlepszego zamachu na świecie ani najpiękniejszego stylu puttowania. Wiem jednak, że w moim przypadku to działa.”

Jego kariera potoczyła się dość prędko. Z sukcesami grał w golfa na studiach, reprezentując drużynę UCR – University of California, Riverside. Po zakończeniu studiów w roku 2005 od razu przeszedł na zawodowstwo, grając na lokalnym Golden State Tour, gdzie zwyciężał czterokrotnie. W roku 2006 i 2007 przeniósł się na większy i bardziej prestiżowy Canadian Tour, gdzie był nawet drugi w Telus Edmonton Open. W 2008 roku rozpoczął swoje zmagania w Nationwide Tour, a w 2010 roku wygrał tam w kończącym sezon turnieju Nationwide Tour Championship. To zwycięstwo przesunęło go w rankingu z miejsca trzydziestego na szóste, co dało mu awans i kartę na PGA Tour.

Pierwsza wygrana pojawiła się już w pierwszym sezonie, podczas Valero Texas Open, gdzie Brendan pokonał jednym uderzeniem Kevina Chappela i Charleya Hoffmana. W 2016 roku wywalczył swój drugi skalp PGA Tour, ponownie wygrywając tylko jednym uderzeniem. Tym razem było to podczas otwierającego sezon turnieju Safeway Open, a stawiającym tak zacięty opór graczem był Patton Kizzire.

Rok 2017 na PGA Tour rozpoczął bardzo dobrze. Podczas Safeway Open – inauguracji nowego sezonu rozgrywanego w jego rodzinnej Kalifornii na polu Silverado znów zwyciężył, tym razem z dwoma uderzeniami przewagi. 31-latek zagrał w finałowej rundzie 69 uderzeń, broniąc tytułu sprzed roku. Tym razem zakończył turniej z wynikiem (-15), trzy uderzenia gorzej niż rok wcześniej. Finałową rundę rozpoczynał z dwupunktowym deficytem za debiutantem Tylerem Duncanem, który nie wytrzymał presji i po rundzie 75 spadł na piątą pozycję. Drugi był Tony Finau, grając również 69 uderzeń w rundzie finałowej. Trzecią pozycją podzielili się Phil Mickelson i Chesson Hadley.

Lekcja golfa z Brendanem

 

Napisała: Kasia Nieciak

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni