Adrian Meronk. ISPS Handa Australian Open 2022. Victoria Golf Club in Melbourne, Australia, 04 December 2022. EPA/CON CHRONIS AUSTRALIA AND NEW ZEALAND OUT Dostawca: PAP/EPA.

Adrian Meronk – australijskie wspomnienia

Adrian Meronk mijający rok może uznać za więcej niż udany. Zwyciężył dwukrotnie na DP World Tour, zakończył sezon jako ósmy zawodnik ligi, debiutował w The Open, na Old Course w St. Andrews, zagrał z Tigerem Woodsem! 

SPORTOWIEC ROKU > LINK

Trzeciego lipca triumfował po raz pierwszy – podczas Horizon Irish Open. Czwartego grudnia w niesamowitym stylu wygrywał w ISPS Handa Australian Open. Dziewiętnastego grudnia po raz pierwszy w karierze dostał się do otwierającej praktycznie wszystkie drzwi – najlepszej pięćdziesiątki rankingu światowego! Jako gracz nr 50 rankingu OWGR może już powoli myśleć o kwietniowym debiucie w Augusta National Golf Club, w turnieju Masters. Jak zgodnie przewidują wszystkowiedzący Jacek Person i twitterowy Nosferatu, Polak powinien kończyć rok na jeszcze lepszej pozycji, na miejscu 48.

Tuż przed historycznym awansem Adriana do najlepszej pięćdziesiątki na świecie przeprowadziłam z nim wywiad. Najpierw ukazała się część pierwsza, a następnie druga. Zapraszam do lektury całości.

Część pierwsza

Kasia Nieciak: Ostatnio rozmawialiśmy po wygranej w Irish Open. Teraz jesteś mistrzem Irish Open, który miał swoją premierę w 1927 roku i jeszcze starszego – Australian Open, rozgrywanego od 1904 roku. Gratulacje! Po The Open, US Open i South Africa Open to najstarszy turniej w jakim grałeś. Pełen historii. Jak bardzo chciałeś tam zwyciężyć? Co to znaczy dla Ciebie, że Twoje dwa pierwsze triumfy są aż tak wyjątkowe?

Adrian Meronk: Dziękuję! Szczerze mówiąc nie wiedziałem przed turniejem, że ma taką historię. Dopiero jak dostałem puchar, zobaczyłem daty i nazwiska jak Palmer, czy Nicklaus – sami wielcy. Wtedy uświadomiłem sobie, że to jest wydarzenie z dużą historią. Na pewno ciężko sobie wybrać turniej, który wygrasz, tym bardziej cieszę się, że moje dwa pierwsze są takie historyczne, gdzie zwyciężali przede mną naprawdę wielcy.

Czyli jak leciałeś do Australii to nie wiedziałeś, że to jest aż tak poważna sprawa?

Szczerze mówiąc nie. Nie sprawdzam turniejów i ich historii. Dopiero po dotarło do mnie, że jest to jeden ze starszych turniejów na tourze i na świecie.

Pierwszy dzień miałeś raczej… niespecjalny. 103 miejsce, wynik 73, 10 uderzeń straty do lidera. Potem petarda: 66-63-66. Opisz co zmieniło się po pierwszej rundzie i nastawienie po każdej z kolejnych.

Tak naprawdę grałem już od początku bardzo dobrze, ale traciłem dużo strzałów nie trafiając wielu puttów. Po pierwszej rundzie spędziłem dużo czasu na greenie. Szukałem jakiegoś szczegółu, który mi pomoże i go znalazłem. Przyspieszyłem troszkę rutynę i popracowałem nad kontrolą prędkości. To mi bardzo pomogło w kolejnych dniach. Drugą rundę grałem w pierwszym flightcie z rana o 6.30, więc greeny były świeże. Od razu od pierwszego dołka zacząłem od birdie i już czułem, że fajnie mi się gra. Trafiłem idealnego putta z piętnastu metrów i to dało mi dobrego kopa, żeby iść dalej. To był naprawdę dobry dzień. Potem byłem już w swoim flow i grałem tak naprawdę swojego najlepszego golfa. Wydaje mi się, że grałem dużo lepiej niż nawet w Irlandii.

A kiedy zaczęło Ci świtać, że może…?

Tak naprawdę już trzeciego dnia już, kiedy zagrałem -7 i byłem liderem w domku klubowym, bo wtedy też grałem wcześnie. Dopiero potem Adam Scott mnie wyprzedził, ale już byłem w czołówce i wiedziałem, że mam szansę. Wiedziałem, że dobrze gram i jeśli nic nie będę zmieniał to czułem, że może być dobrze.

Przez dwa pierwsze dni ustawiono Cię w gwiazdorskim flightcie. Cameron Smith – mistrz Australian PGA sprzed tygodnia i obrońca tytułu Matt Jones. Jak grało się z mistrzem The Open – jak reagowała australijska publiczność. Opisz Camerona – jaki jest?

Cameron jest bardzo fajny, luźny. Dużo gadaliśmy. To typowy Australijczyk. Bardzo easy going. Tak naprawdę, akurat na tym turnieju trochę się męczył z długą grą, ale jego chipping i putting był bardzo dobry. Patrzyłem co mogę dla siebie zabrać z jego gry. Teraz to on jest najbardziej popularny w Australii. Wszyscy go kochają, więc bardzo dużo ludzi szło za nim. Myślę, że tysiące kibiców spokojnie podążało za nami. Kibice respektowali wszystkich, czego nie mogę powiedzieć o rundzie finałowej. Granie z Cameronem i Jonesem było fajnym doświadczeniem. W sumie tak naprawdę występowałem ze wszystkimi najlepszymi Australijczykami przez te dwa tygodnie. W takich momentach, kiedy wiem, że mam taki mocny flight, i wiem, że będzie w nim taki Cameron, to powtarzam sobie, że już grałem z Rorym, z Tigerem. Tak naprawdę po Tigerze z nikim większym już nie mogę zagrać. Ta runda z Tigerem dała mi naprawdę dużo w tym roku.

Co do publiczności – dużo było Polaków?

Było sporo. Była też rodzina mojej dziewczyny, u której mieszkaliśmy. Oni byli i kibicowali. Przyszło też kilku innych.

Czyli Ci dwaj panowie na ostatnim greenie to była rodzina Melanii?

Tak, to jej kuzyni. U jednego z nich mieszkaliśmy, trzy minuty od pola.

Runda finałowa z Australijczykami Adamem Scottem i Min Woo Lee. Adam to chyba jeden z Twoich idoli z dzieciństwa?

Tak myślę, że każdy golfista wzoruje się na Adamie. Nie ma co ukrywać, jest takim wzorem swingu, idealnego ruchu. Każdy na nim się wzoruje. Od samego początku mojej wyprawy do Australii chciałem z nim grać – udało się w niedzielę, w rundzie finałowej.

 

No i wystrzeliłeś w finale! Nie miałeś żadnych zahamowań. Zagrałeś lepiej od Adama o 6 uderzeń. Wygrałeś z pięcioma przewagi. Liczyliście się tylko Ty i On! Opisz wrażenia z rundy finałowej. Jak grało się z Adamem Scottem?

Tak naprawdę nie patrzyłem na nich. Nie patrzyłem na niego. Skupiałem się na swojej grze. Wiedziałem, że gram dobrze i będzie dobrze jeśli będę skupiał się na swoich celach i grał swoje. Warunki były podobne do poprzednich dni, więc strategia była taka sama. Po prostu chciałem powtórzyć dokładnie to samo co robiłem dzień wcześniej i na tym tylko się skupiałem. W niedzielę, wiadomo, były jeszcze większe tłumy i wszyscy kibicowali Adamowi i Min Woo Lee. Kibice bardzo chcieli, żeby oni wygrali, więc też mi trochę przeszkadzali. Były tam jakieś słowne zagrywki, ale próbowałem skupić się tylko na sobie. Tak jak mówisz, w połowie rundy liczyłem się tylko ja i on i tak naprawdę to był prawie match play. Nie patrzyłem w ten sposób, tylko chciałem zagrać jak najniżej to jest możliwe i chciałem trafić jak najwięcej birdie. Miałem bardzo dużo szans tego dnia, byłem cierpliwy i walczyłem do końca.

Jaki jest Adam Scott? Trochę z nim rozmawiałeś, czy byliście w swoich bańkach?

Szczerze mówiąc mało rozmawialiśmy. Tak naprawdę gdy się gra w leader flightcie w niedzielę to każdy chce wygrać i tam za bardzo miłości nie ma. Każdy robi swoją robotę jak najlepiej potrafi. Zagadałem parę razy o jakieś szczegóły, ale mało rozmawialiśmy. Potem po turnieju mi pogratulował. Powiedział, że to była super gra i tak dalej…

Wieczorem przed finałem poszliście z Melanią na koncert Guns N’ Roses. Kto kogo tam wyciągnął? Jakie wrażenia z koncertu?

Tak, Mela jest fanką muzyki. Tak naprawdę dowiedzieliśmy się o tym koncercie na początku tygodnia i udało nam się zdobyć bilety, więc było to wcześniej w planach. W sumie całe wyjście zajęło nam tylko dwie-trzy godziny. Fajnie było wyjść i się rozerwać. Ja byłem pierwszy raz na Gunsach. Szczerze mówiąc trochę się męczyli, bo to już nie są ich lata, ale było przyjemnie, fajne oderwanie.

Chyba dzięki temu miałeś wolną głowę od myśli o finale. Wydaje mi się, że Mela była też z Tobą w Irlandii, kiedy wygrywałeś. Wygląda na to, że ma dobry wpływ na Twoją grę.

Nie, nie było jej w Irlandii. Jej pierwszy turniej to The Open, ale już się spotykaliśmy, więc można tak powiedzieć. Mam od niej duże wsparcie – to jest najważniejsze.

Eagle na ostatnim dołku i eksplozja radości. Opisz swoje wrażenia. To, że wygrasz, było już pewne, kiedy szedłeś majestatycznie na green.

Tak. Już po tee shotach byłem dużo spokojniejszy. Ja zagrałem na fairway, Adam do bunkra. Miałem trzy uderzenia przewagi, tak że będąc na fairwayu skupiłem się tylko na tym, żeby zagrać gdzieś w okolicę dołka, i to był mój plan. Sam spacer na green to już była czysta przyjemność i próbowałem czerpać z tego jak najwięcej radości, podobnie jak w Irlandii. No i ten putt tak naprawdę był na pełnym luzie. Skupiłem się na prędkości i to, że piłka wpadła, to było idealne zakończenie nie tylko turnieju, ale i całego roku. Tak naprawdę lepiej nie mógłbym sobie tego wymyślić. To było dla mnie idealne zakończenie i bardzo się z tego cieszę.

A co działo się po wszystkim, czego nie było widać w telewizji? Była jakaś feta? Jacyś znajomi, większa grupa Polaków na polu zaraz po wygranej? W Irlandii cieszyła się z Tobą polska grupa chłopaków od statystyk, jeżdżąca na turnieje DP World Tour, ale do Australii ich nie wysłali.

Nie. Teraz było tylko polewanie się szampanem. Pełno zdjęć, media, więc trochę to trwało, z półtorej godziny po zakończeniu gry zanim mogłem jechać do domu. To były typowe obowiązki po zwycięstwie.

 

Część druga

 

Ewidentnie jest chemia między Tobą i Twoim caddiem Stuartem Beckiem. Jak Wam się współpracowało w Australian Open i przez ten rok? Jak Stu reaguje na opcję caddiowania w Auguście?

To już musisz jego się spytać, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale na pewno będzie bardzo się cieszył jeśli uda się zakwalifikować. Na pewno mieliśmy najlepszy rok w mojej karierze, dwa zwycięstwa, dużo dobrych decyzji na polu. Nawet kiedy miałem jakiś gorszy turniej, decyzje też były dobre. Dobrze rozumiemy się na polu. Ta relacja jest bardziej dojrzała i szybciej podejmujemy decyzje. Nawet, kiedy czasami różnimy się zdaniami, szybko dochodzimy do jakichś konkluzji i podejmujemy odpowiednią decyzję. Jestem zadowolony i myślę, że on też. Cieszę się z jego ciężkiej pracy, bo kiedy obserwuję innych caddiech to Stuart wypada bardzo dobrze na ich tle.

Twój sztab się nie zmienia. Matthew – trener, Stuart – caddie, angielski psycholog też cały czas ten sam. Trzymasz się sprawdzonej formuły – jeśli coś działa nie ma sensu poprawiać. Powiedz kilka słów o współpracy z Matthew Tipperem. Pamiętasz Wasze pierwsze spotkanie?

Tak. Byłem wtedy na Toyi, on przyjechał tam pierwszy raz i tak się poznaliśmy, na range’u. Miałem wtedy 14 lat.

Kiedy Ci powiedział, że możesz grać na European Tour?

Pierwszym naszym fokusem było dostanie się do college’u w Stanach, otrzymanie stypendium i gra dla uczelni. Więc to był nasz cel przez trzy lata, kiedy trenowaliśmy we Wrocławiu. Tak naprawdę to on mi nie powiedział, że mogę grać zawodowo, tylko ja to sam poczułem już w Stanach, na drugim roku. Czułem, że jestem gotowy, żeby po prostu to było moim sposobem na życie.

Jak teraz wygląda Wasza współpraca?

Teraz widzimy się może raz na miesiąc, dwa razy na miesiąc. Tak naprawdę nie dodajemy już żadnych nowych technicznych rzeczy, tylko szlifujemy to nad czym pracujemy już parę lat. Krótka gra, wedge, puttowanie na tym głównie się skupiamy, to robimy cały czas. Znam już na tyle dobrze moją grę, że kiedy coś nie idzie, to wtedy mam serię drillów, które pomagają mi wrócić na dobre tory. Dobrze jest się też spotkać raz w miesiącu, czy na początku sezonu, żeby wszystko odświeżyć. I tak też robimy.

Matthew przyjeżdża też do Ciebie na niektóre turnieje.

Tak. W tym roku był dwa razy w Polsce jak miałem dwa tygodnie czy tydzień wolnego, żeby parę dni potrenować przed turniejami. Ale tak, myślę, że jest na czterech, pięciu turniejach w roku.

Oprócz tego, kiedy coś szwankuje w Twojej grze, to wysyłasz mu video i on robi zdalnie szybkie korekty?

Tak.

Australia to trochę matecznik LIV. Cameron Smith, Matt Jones, Marc Leishman, Greg Norman na czele. Na przeciwległym końcu tej skali są: Adam Scott, Min Woo Lee, czy Lucas Herbert. Czy ten temat był obecny w kuluarach? Ty chcesz spełniać marzenia i grać w Ryder Cup, a później na PGA Tour.

Tak, pytałem się Camerona, Marca Leishmana o to i oni mówili, ze są zadowoleni i dobrze im się tam gra. Ja osobiście chcę skupić się teraz na przyszłym roku, na Ryder Cup i na karcie na PGA TOUR więc to są moje cele. Będziemy obserwować jak to się będzie rozwijało. Mam nadzieję, że w przyszłości oba toury się dogadają i nie będzie żadnych zakazów. Ale tak, ja będę się teraz skupiał na moich celach i zobaczymy jak to wszystko się rozwinie.

Ostatnie Twoje  występy: Nedbank – pozycja 36, DP World Tour Championship – miejsce siódme, Australian PGA – 34, Australian Open – zwycięstwo. Skończyłeś poprzedni sezon jako ósmy gracz DP World Tour. Co o tym wszystkim myślisz?

Na pewno to bardzo dobre miejsce. Brałbym to w ciemno na początku roku. To zwieńczenie całego dobrego sezonu. Nawet jak miałem gdzieś gorsze turnieje to kończyłem w trzydziestce, 35. miejsce i poniżej, więc to jest wyznacznik dobrego i powtarzalnego golfa. Nie da się wygrywać każdego turnieju, ważna jest powtarzalność i zdobywanie punktów w każdym turnieju. O ile dobrze pamiętam to nie przeszedłem tylko przez cztery cuty, więc to jest dla mnie bardzo ważna statystyka. Nawet ta końcówka sezonu, ostatnie osiem turniejów, grało mi się bardzo dobrze, tylko czasami nie było tego flow i wyniki były wyższe niż oczekiwałem, niż bym chciał. Nawet wtedy rezultaty były wystarczająco dobre, żeby zajmować miejsce w pierwszej trzydziestce. To jest dla mnie bardzo ważne.

Przed Tobą najprawdopodobniej kwietniowy debiut w Masters. Zarówno Nosferatu i Jacek Person twierdzą, że na koniec roku na pewno będziesz w TOP 50. Powinieneś być 48. według nich. Na razie Augusta nie potwierdziła, że reguła, że w Masters zagra  Top 50 OWGR zostanie. Jeśli tak to tam zagrasz. Jak podoba Ci się ta perspektywa?

Tak naprawdę podchodzę jeszcze do tego na chłodno, bo nie lubię spekulacji. Jak to będzie pewne, to dopiero będę się cieszył, czy robił plany na przyszły rok. Na razie tego jeszcze nie mam. Jeśli to się potwierdzi, wtedy się zastanowię co dalej robić, ale mam to gdzieś w głowie. Moim celem była poprawa rankingu i zbliżenie się do najlepszej pięćdziesiątki. Szczerze mówiąc jestem w szoku, że zwycięstwo w Australii nie dało mi tej pięćdziesiątki od razu. Jeśli uda mi się tam dostać to będzie spełnienie kolejnego celu. Będzie to wtedy moim głównym startem w pierwszej części sezonu. Będę podporządkowywał treningi głównie pod Masters. Będę się starał wyjechać i może zagrać ze dwa turnieje przed samym Masters, starając się przyzwyczaić do zmiany czasu i tak naprawdę do innej konkurencji.

Wiedząc, że masz tam zaproszenie, czy jest możliwość, żeby pojechać na Augustę wcześniej i tam zagrać?

Chyba nie ma. Chyba musiałbym znać jakiegoś członka klubu z Augusty. Na razie nie znam, ale może jeszcze poznam do tego czasu. Na razie myślę, że nie.

Z tego co pamiętam to grałeś na sąsiedzkim, konkurencyjnym dla Augusty polu jako junior. Opisz tę historię.

Tak, w Sage Valley Golf Club. Grałem tam w Junior Invitational, turnieju po Orange Ball, na który zapraszali najlepszych juniorów. To były jeszcze czasy przed studiami.

Zostałeś wybrany do drużyny Hero Cup. Gratulacje! Tam rozpoczniesz rok. Co dla Ciebie znaczy ta nominacja, za którą stał głównie kapitan Ryder Cup Team Europe – Luke Donald, wspierany przez kapitanów Hero Cup i gwiazd Ryder Cup – Tommy’ego Fleetwooda i Francesco Molinariego, dla ktorego zagrasz. Jak podoba Ci się pomysł takich przygotowań przed Ryder Cup w Rzymie?

To bardzo fajny pomysł. Spodziewałem się, że mogę być wybrany, bo Edoardo Molinari i Luke mówili mi wcześniej, że miałem dobry sezon. Ranking też na to wskazywał, byłem bodajże najwyżej z tych, którzy zostali wybrani. Więc miałem to gdzieś z tyłu głowy, ale dostać potwierdzenie i smsy od Luka, Edoardo i Francesco jest na pewno bardzo motywujące. Myślę, że to jest dobry pomysł, żeby sprawdzić przed Ryder Cup jak potencjalni gracze radzą sobie w formacie drużynowym. Mam też doświadczenia z Palmer Cup, więc już nie mogę się doczekać. Na pewno będzie dużo dobrej zabawy i fajna rywalizacja. Będzie to też świetna rozgrzewka przed sezonem. Później mamy Abu Dhabi – Rolex Series i Dubai – Rolex Series, więc to jest dobra rozgrzewka.

Tak szczerze powiedziawszy to nie wyobrażałam sobie, żeby nie wybrali Cię do tej drużyny.

No tak, prawda.

Wiem, że nie lubisz gdybać, ale masz realne szanse na Ryder Cup w Rzymie. To może lekkie wybieganie w przyszłość, ale pewnie też o tym marzysz. Jak podoba Ci się taka perspektywa?

Bardzo mi się podoba ta pespektywa. Na finale w Dubaju przymierzaliśmy stroje na Ryder Cup. Były od nas brane rozmiary, także to było fajne przeżycie. Z Rorym przymierzaliśmy stroje w tym samym czasie. To był taki przedsmak. Teraz jest dużo większa motywacja, żeby dostać się do tej drużyny i to jest jeden z głównych celów na przyszły rok. Wiem, że nie osiągnę tego na siłę. Muszę po prostu grać dobrego golfa z turnieju na turniej, skupiać się na jednym turnieju. To będzie główny cel. Tak, na pewno będę chciał zagrać w tej drużynie.

Dziękuję za wywiad. Przecieraj szlak Adriano, całkiem dobrze Ci to idzie!

Dziękuję również.

 

P.S. Po tym jak we wtorek ukazała się informacja o zaproszeniach na Masters, zadałam Adrianowi trzy pytania uzupełniające.

 

Gratuluję zaproszenia na Masters! A jednak. Jak czujesz się jako pierwszy Polak, który zagra w Masters?

Bardzo się cieszę, że to już oficjalne. Oczywiście wszyscy się tego spodziewali, ale zobaczyć swoje nazwisko na liście jest naprawdę wyjątkowe. Bardzo się cieszę i nie mogę już się doczekać. Powoli pewnie będę układał plan na pierwszą część sezonu.

Kiedy spodziewasz się słynnej zielonej koperty z zaproszeniem?

Dostałem już potwierdzenie UPS, że zaproszenie już zostało wysłane z Augusty i powinno być tutaj w piątek. Na pewno podzielę się nim na mediach społecznościowych.

Czy zacząłeś już oglądać archiwalne filmy z Augusty?

Tak zacząłem już je oglądać. Nawet wczoraj widziałem ostatnią rundę Rorego, kiedy zagrał -8 bez żadnego bogeya. Oglądałem całą rundę, wizualizując sobie jak to może wyglądać. Na pewno bardzo się cieszę.

 

P.S. II. Zaproszenie na Masters dotarło do adresata w piątek, a w poniedziałek 26 grudnia Adrian, zgodnie z przewidywaniami znalazł się na 48. miejscu w rankingu OWGR!

 

Rozmawiali: Adrian Meronk i Kasia Nieciak

Napisała: Kasia Nieciak

 

Hero Cup w Golf Channel Polska

Piątek, 13 stycznia: dzień 1 (LIVE) 9:00 – 14:00

Sobota: dzień 2 (LIVE) 8:00 – 14:00

Niedziela: dzień 3 (LIVE) 7:30 – 13:00

Komentują: Krzysztof Rawa i Kasia Nieciak.

CZYTELNIA
Partnerzy oficjalni