Adrian Meronk. Scottish Championship 2020. Fot: Stuart Beck

Adrian Meronk – szkockie impresje

Adrian Meronk rozpoczyna w czwartek walkę w Scottish Championship presented by AXA. Chwilę po tym jak będąc pierwszym rezerwowym nie dostał się do należącego do Rolex Series turnieju European Tour  – Aberdeen Standard Investments Scottish Open, udzielił nam wywiadu, w którym opisuje tamte oraz inne wydarzenia i odpowiada na ważkie pytania juniorów. Zapraszamy do lektury. 

 

Brak opisu.

 

Co słychać? Czy Ty już byłeś wczoraj w domu? Jakim cudem? Przecież czekałeś aż ostatni flight wyjdzie w pole z nadzieją, że jednak zagrasz w Scottish Open?

Tak, wróciłem od razu. Znalazłem lot o 16.20. Udało się, bo już za bardzo nie miałem ochoty tam siedzieć.

Przez chyba tydzień byłeś pierwszym rezerwowym i w zasadzie wyglądało to tak, że są małe szanse, że się nie dostaniesz. A jednak tak się stało. Trochę zirytowała Cię chyba cała ta sytuacja, prawda?

Trochę tak.

Opisz walkę w Irish Open. Mój kolega i Twój wielki fan – Cris de Belfast, który mieszka niedaleko pola chciał robić zdjęcia z mostka nad jednym z tee irlandzkiego pola. Policja zagrodziła przejście i nic z tego nie wyszło. Zagrałeś tam fenomenalną ostatnią dziewiątkę. Opisz co tam się działo, skąd taka moc pod koniec turnieju?

Dobrze czułem się na ostatnich dołkach na tym polu. Codziennie grałem tam dobrze. Poza tym, zagrałem parę dobrych strzałów blisko dołka. W sumie nie było w tym żadnej filozofii, dobrze się tam czułem i tego dnia dobrze mi się grało, podobnie jak trzeciego – dużo lepiej niż w dwóch pierwszych rundach. Atakowałem flagi i miałem jeszcze kilka okazji więcej, ale nie wpadło tyle ile mogło. Jednak i tak to był dobry finisz, w dodatku z szansą na eagla na osiemnastce z siedmiu metrów.

 

Brak opisu.

 

Gratuluję świetnych zawodów! To kolejne miejsce w Top 10. Bardzo solidnie.

Dziękuję bardzo.

Już na spokojnie, który musiałbyś być, żeby jednak awansować do gry w Scottish Open, nie licząc, że ktoś wycofa się z tych zawodów?

Trzeci. Australijczyk Maverick Antcliff wziął to miejsce.

No to się naczekałeś. Opisz czwartkowe szkockie oczekiwania. Ciekawi mnie jak to wyglądało od kuchni.

W sumie to nic specjalnego. Po prostu przyjechałem na pole o siódmej, pół godziny przed startem pierwszej grupy. Nawet się nie rozgrzewałem. Poszedłem do klubu i powiedziałem w biurze turniejowym, że będę czekał i jakby się coś się wydarzyło i byłbym poszukiwany to jestem w klubie. No i … siedziałem i czekałem. To było długie sześć godzin. Zazwyczaj kiedy ktoś ma kontuzję, albo jest jakiś problem ze zdrowiem, to się o tym mówi i zwykle coś jednak wiadomo. A w tym wypadku przez cały tydzień nikt nie narzekał, nic się nie szykowało.

Już raz byłeś w podobnej sytuacji. Wtedy się udało.

Tak. Byłem na liście rezerwowej w tegorocznym Abu Dhabi HSBC Championship, tam gdzie wygrywał Lee Westwood. Wtedy w środę wieczorem dowiedziałem się, że gram, kiedy Robert MacIntyre miał problem z nadgarstkiem.

Długo wierzyłeś, że dostaniesz się do Scottish Open? Jakie miałeś przeczucia?

Szczerze mówiąc miałem mało optymistyczne nastawienie. Wiedziałem, że wszyscy chcą tam grać, nawet Ci, którzy zazwyczaj mają jakieś kontuzje lub się wycofują teraz nie grali przez cały sezon i ciężko było przypuszczać, że kiedy przyjadą na turniej Rolex Series, nagle się z niego wycofają.

Jak podobała Ci się wczorajsza runda 62 Lee Westwooda?

Kiedy tak sobie czekałem, widziałem jego jeden strzał na trzecim dołku, który jest przy klubie, widziałem drive’a i to wyglądało bardzo solidnie. Akurat, kiedy Lee grał, wtedy bardzo polepszyła się pogoda i miał wręcz idealne warunki. Rano było zupełnie inaczej – mżawka, zimno i mocno wiało. To pole nie jest jakoś strasznie trudne i kiedy jest dobra pogoda można tam naprawdę dobrze zagrać.

 

Brak opisu.

 

Wcześniej napisałeś, że teraz nastawiasz się, że Twój następny występ to będzie Italia i odpuścisz Scottish Championship. Nie zagrasz w Szkocji? W St. Andrews? Co prawda turniej nie odbędzie się na słynnym Old Course, ale to jednak links w St. Andrews! To będzie ostatnia w tym sezonie szansa zagrania na prawdziwym linksie. Nie rozważysz jednak podróży do Szkocji?

Myślę jeszcze nad tym. Ten turniej jest cały czas na mojej liście. Gdybym tam pojechał, wtedy najprawdopodobniej grałbym cztery turnieje z rzędu: Szkocja, Włochy i Cypr dwa razy. Ciężko to wszystko pogodzić. Zobaczę jeszcze. Rozważam to. Na razie jestem bardziej na nie. Pogoda pewnie będzie raczej trudna.

A czy turniej we Włoszech będzie rozgrywany gdzieś w rodzinnych okolicach Twojego caddiego – Pietro? Czy Italia została wybrana też trochę z tego względu?

Nie. Z Pietro już się pożegnaliśmy. Irlandia to był póki co nasz ostatni wspólny rozegrany turniej. On musiał wracać na studia. Turniej jest na północy Włoch, gdzieś w okolicach Mediolanu i to nie są jego strony.

Czy lubisz linksy? Zagrałeś przecież świetnie w British Amateur, przegrywając dopiero w półfinale. W Scottish Open, pole wyglądało fantastycznie. Poznałeś The Renaissance Club w rundach treningowych. Opisz proszę to pole.

Jest dosyć płaskie. Pierwsza dziewiątka tak naprawdę nie jest typowym linksem bo jest tam dużo drzew i dopiero druga dziewiątka ciągnie się wzdłuż plaży i jest klasycznym linksem. Pole jest bardzo twarde. Greeny były wolne i bardzo pofałdowane. Dobrze mi się tam grało. Pierwszego dnia była piękna pogoda, bez wiatru i można było dobrze poznać pole. Drugiego dnia grałem w dość silnym wietrze i poznałem jego inne oblicze. Byłem gotowy do walki. Dobrze mi się grało i żałuję, że się tam nie dostałem, szczególnie, że teraz jestem zmuszony nie grać dwa turnieje, bo nie mam już szans na BMW PGA Championship w Wentworth.

W tym roku European Tour odwiedza legendarne pola: Celtic Manor – arenę Ryder Cup, legendarną  Valderramę, która jest co roku, ale Ty grałeś tam po raz pierwszy, The Belfry, znane z kilku Ryder Cup, które ze względu na ustalony grafik odpuściłeś, Wentworth, gdzie nie zagrasz, byłeś tam na rundzie rozpoznawczej. Opisz które z tych pól zrobiło na Tobie najlepsze wrażenie i które było najtrudniejsze.

Na pewno najtrudniejsza była Valderrama, która też zrobiła na mnie największe wrażenie. Nigdy nie grałem na aż tak trudnym polu. To też bardzo ładne miejsce, ale trzeba się z nim bardzo dobrze zapoznać. Mam  oczywiście miłe wspomnienia z Walii, z  Celtic Manor. To na pewno jedno z moich ulubionych pól. Nie jest może jakoś specjalnie ładne, ale projekt i dołki są bardzo ciekawe.

A Wentworth?

Ciężko mi powiedzieć bo grałem tam tylko 12 dołków. Oczywiście robi bardzo dobre wrażenie. Niesamowicie zadbane i stan całego pola jest na najwyższym możliwym poziomie. Nic dziwnego, że co roku grają tam najważniejszy turniej w sezonie European Tour.

Czyli na Wentworth nie ma już nawet małej szansy na zaproszenie?

Nie. Próbowaliśmy z agencją, ale nie ma już możliwości. Jest dużo chętnych, żeby tam zagrać.

 

Brak opisu.

 

Wracając do Valderramy, którą opisałeś jako bestię. Co tam się w ogóle działo? Chyba było w tym sporo loterii. Zagranie pół metra przed green groziło stoczeniem się piłki na 20 metrów albo do pobliskiej wody. Jak to odbierałeś? To była jakaś jazda bez trzymanki.

Tak jak mówisz. Wszystkie greeny były na podwyższeniu. Zagrasz trochę za krótko i piłka się stacza i up&down był prawie niemożliwy. Trochę w bok, trochę za daleko podobnie. Greeny były bardzo twarde i nie dało się na nich zatrzymać piłki. W ogóle ciężko było w nie trafić, ponieważ były małe i twarde. Trudno było też trafić w wąskie i szybkie fairwaye, a potem zatrzymać na nich piłkę. Do tego dochodził wiatr do 40 km/h. Szczerze mówiąc to była jakaś masakra. Naprawdę czułem, że grałem w miarę dobrze, a wynik był jaki był. Każdy dołek był potencjalną katastrofą.

John Catlin rządzi. Dwie wygrane na trzy turnieje. Nagle jest gwiazdą European Tour. Wygrał pierwszy raz właśnie w Valderramie i bardzo się rozpędził.

Akurat grałem z nim rundę próbną teraz w Szkocji.

Nie wiedziałam. To powiedz jaki on jest.

Jest taki bardzo amerykański. Nie jest specjalnie rozmowny. No, ale gra dobrze. Nie myli się. Gra dosyć krótko, ale prosto i bez pomyłek. To na pewno jest jego atut. Nie jest jakimś super sympatycznym graczem. Rozmawialiśmy trochę o jego grze w różnych zakątkach świata, o Asian Tour, gdzie wygrał kilka razy.

A nie wspominał nic o Malcolmie Kokocińskim, który wygrał raz na Asian Tour?

Nie, nic nie mówił o Malcolmie, ale jest ktoś inny kto teraz dobrze gra na European Tour i kto dobrze zna Malcolma – Joakim Lagergren. On wygrywał razem z Malkolmem Mistrzostwa Polski parami, w Binowie. Też tam wtedy grałem.

Tak. Jacek Person ostatnio też wspominał o Joakimie i o tym, że grał w Binowie. Opisz proszę jak żyje się w bańce turniejowej, plusy i minusy. Czy może się już przyzwyczaiłeś i to polubiłeś? Czy brakuje kibiców?

Ciężko to polubić bo jesteśmy trochę odcięci od świata tak naprawdę. Nie mamy żadnej swobody. Trochę jest to męczące, szczególnie kilka tygodni pod rząd. Wszyscy patrzą, kiedy wchodzisz, czy nie wychodzisz. Szczerze mówiąc, myślę, że nikt tego nie lubi, jednak trzeba się do tego przyzwyczaić. Nie wiem czy są jakieś plusy, oprócz tego, że nie jesteśmy narażeni na złapanie wirusa.

No i nie musisz sobie na przykład organizować hotelu, bo wszystko masz załatwione?

No tak, ale często jest tak, że dostajemy bardzo drogą opcję i nie mamy żadnego innego wyjścia, tylko musi nam to odpowiadać.

Czyli to wy za to płacicie, a nie organizator?

Tak. My za wszystko sobie płacimy. Dobrze, kiedy hotel jest tuż przy polu. Teraz na przykład lokum było w samym centrum Edynburga, 45 minut od pola. Normalnie nigdy bym go nie wybrał, ponieważ wydostanie się z centrum miasta rano było koszmarem. Jednak nie miałem wyjścia. Takie szczegóły trochę wpływają na samopoczucie i komfort tych turniejów, ale po prostu taka jest teraz sytuacja i nic nie możemy z tym zrobić. Dla odmiany na przykład w Portugalii hotel był najlepszy, na samym polu, w dobrej cenie. Tak więc są różne opcje i są miejsca gdzie na pewno nie można narzekać.

 

Brak opisu.

 

Brakuje kibiców?

Na pewno. To jest smutny widok. Szczególnie widać to było teraz w Szkocji, gdzie normalnie przychodziły ogromne tłumy widzów, a teraz było pusto. Kiedy rozmawiałem z ludźmi, którzy grali tam rok temu to pole z kibicami wyglądało zupełnie inaczej.

Jak podobało Ci się słynne stado pasących się krów, za płotem pola w Irlandii?

Fajnie to wyglądało. Akurat jak byłem na czternastym dołku to właściciel czymś karmił swoje krowy.

Teraz pora na pytania od juniorów kadrowiczów. Krzysztof Sosnowski pyta jakie to uczucie grać z najlepszymi golfistami na świecie.

Na pewno jest trochę tremy, ale jednocześnie to duże wyróżnienie. To również ekscytacja, bo jest to też powód dla którego trenujemy. Jeśli ktoś chce być zawodowym graczem, to tylko po to, żeby być wśród najlepszych i rywalizować w tym towarzystwie. To jest na pewno nasz cel. I znalezienie się w tym gronie jest na pewno dumą, wyróżnieniem i potwierdzeniem, że ciężka praca popłaca.

Z jaką największą gwiazdą grałeś do tej pory, z kim miałeś największą tremę?

Trudne pytanie. Pewnie był to Danny Willett, z którym grałem na początku mojej zawodowej kariery w 2016 roku, w Alfred Dunhill Links Championship, na Old Course w St. Andrews.

A Hovland?

Nie zrobił na mnie wtedy wielkiego wrażenia. Ale wtedy on jeszcze nic nie wygrał w zawodowym golfie. Nie był wtedy jeszcze jakąś super gwiazdą. W naszym flighcie grał wówczas jeszcze Robert Karlsson – wicekapitan dużyny Ryder Cup. Wspominam go chyba najmilej ze wszystkich gwiazd z którymi miałem okazję zagrać. Dużo dobrego mogę powiedzieć też o Tommym Fleetwoodzie, który jest naprawdę sympatyczny. Siedziałem wczoraj obok niego w klubie, czekając na możliwość gry w Szkocji, a on w tym czasie miał jakiś wywiad. Tommy zawsze się uśmiechnie, powie cześć, zagada, zawsze jest miły dla innych graczy. Podobnie jest z Mickelsonem, którego mogłem obserwować w Saudi International, czy Martinem Kaymerem. Grałem też z Robertem Rockiem w finałowej rundzie British Masters i to jest bardzo fajny, sympatyczny i miły gość. Ostatnio świetnie gra. Od czasu naszej wspólnej rundy zawsze zagaduje jak mnie widzi. Teraz już powoli oswajam się z sytuacją. Na początku jak byłem w Dubaju i przygotowywałem się do sezonu i patrzyłem na te wszystkie sławy to dużo bardziej im się przypatrywałem. Teraz jestem już oswojony z ich obecnością i moją w tym gronie obecnością, więc jest to już normalne. Wszystko przychodzi wraz z doświadczeniem.

Pytanie od kadrowiczki – Kingi Kuśmierskiej: jak pracujesz nad głową, czy masz psychologa sportowego – jak wytrzymujesz stres na turniejach ?

Od dwóch lat współpracuję z psychologiem z Anglii. Pracujemy nad akceptacją, byciem tu i teraz, niewybieganiem w przyszłość. Skupiamy się na oddychaniu. Co idzie za tym jest też medytacja, połączona z oddychaniem. Stosuję to codziennie i to mnie bardzo uspokaja. Pozwala mi wejść w taką moją strefę turniejową, strefę skupienia. W radzeniu sobie ze stresem podczas turniejów na pewno pomaga mi rutyna. Każdy zawodnik ma swoją rutynę, którą powtarza również w czasie treningów, co uspokaja i pozwala wejść w stan zaufania sobie, co z kolei bardzo relaksuje. Więc jeśli miałbym coś doradzić to na pewno warto pracować nad rutyną i nad tym, żeby ona była zawsze taka sama i najlepiej szlifować ją co do sekundy i starać się doprowadzić do perfekcji. To pozwala uspokoić się w stresujących sytuacjach na polu.

 

Brak opisu.

 

10-letni „Młody Gniewny” – Maksym Powszuk, jeszcze nie kadrowicz, zadał dwa pytania: dlaczego akurat golf a nie inny sport i jakie jest Twoje ulubione pole za granicą i dlaczego akurat to pole ?

Hm. Na początku uprawiałem praktycznie każdy sport. Piłka nożna, tenis stołowy, narciarstwo, koszykówka, siatkówka, wszystko. Nie ruszyłem tylko tenisa. Dlaczego akurat golf? Jednym z czynników było to, że mogłem grać sam, nie muszę się z nikim umawiać i mogę być sam ze sobą i trenować. Drugim czynnikiem było to, że o wszystkim decyduję i nie muszę czekać na czyjeś podanie, czy denerwować się, że ktoś nie wystawił mi piłki. Ważne było również to, że w golfa dzięki handicapowi tak naprawdę każdy może grać z każdym. Poza tym, po prostu golf mi się najbardziej spodobał, rywalizacja, turnieje, treningi, obozy golfowe. Wszystko to sprawiło, że zdecydowałem się na golfa.

Ulubione pole? Sage Valley Golf Club, które położone jest tuż przy Auguście. Grałem tam w turnieju Junior Invitational. Jest maksymalnie dopieszczone, zamknięte, prywatne, bardzo podobne w stylu do Augusty. Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Kiedy późniejszy właściciel tego pola nie otrzymał członkostwa w Auguście, zdenerwował się z tego powodu i postanowił wybudować własne pole, nie wiem czy nie lepsze. Jest naprawdę niesamowite. Drugie ulubione pole to zaprojektowane przez Roberta Trenta Jonesa Juniora –  Princeville Makai Golf Course na Hawajach, gdzie graliśmy co roku w listopadzie turniej w college’u. W tym przypadku chodzi głównie o to, że położone ono było na klifie przy oceanie, z zupełnie nieprawdopodobnymi widokami.

I ostatnie pytanie, na deser, od Mai Ambroziak, która właśnie rywalizuje w Mistrzostwach Europy Kobiet. Pytanie jest bardzo zwięzłe i naprawdę konkretne – ile grasz 9 iron z wiatrem? 😉

Ale z jak mocnym wiatrem? 😉 Bez wiatru gram 150 metrów. Z wiatrem 10 km/h zagram 160, a jak jest wichura, mogę zagrać i 180. Więc wszystko zależy od wiatru. Mam nadzieję, że odpowiedziałem wyczerpująco na to pytanie.

Tak, myślę, że Maja będzie usatysfakcjonowana taką odpowiedzią. Dziękuję za wywiad. Życzę wspaniałych włoskich wakacji i do usłyszenia, kiedy wrócisz do gry.

Również dziękuję.

 

Brak opisu.

 

Rozmawiał: Adrian Meronk

Wspaniałe zdjęcia ze Szkocji: Stuart Beck – nowy caddy Adriana

Rozmawiała i napisała: Kasia Nieciak

 

***

 

ZOZO Championship i Italian Open w Golf Channel Polska : 

Czwartek i piątek, 21 i 22 października 2020 

21:00 – 23:00 European Tour: Italian Open – runda 1 (RE-LIVE)

23:00 – 2:00 PGA TOUR: The ZOZO Championship @ SHERWOOD – runda 1 (LIVE)

Sobota:

13:30 – 17:30 European Tour: Italian Open – runda 3 (LIVE)

23:00 – 2:00 PGA TOUR: The ZOZO Championship @ SHERWOOD – runda 3 (LIVE)

Niedziela:

12:00 – 16:00 European Tour: Italian Open – finał (LIVE)

22:00 – 1:00 PGA TOUR: The ZOZO Championship @ SHERWOOD – finał (LIVE)

Komentuje: Jacek Person

Zapraszamy!

CZYTELNIA
Partnerzy oficjalni