Tiger i Riviera Country Club.

Riviera Country Club to jedno z niewielu miejsc gdzie Tiger Woods jeszcze nigdy nie wygrał, mimo aż dwunastokrotnych starań. Tylko dwukrotnie był w najlepszej piątce, z czego w 1999 roku był drugi, kiedy to w dogrywce lepszy okazał się Billy Mayfair. Ostatnio próbował tam swoich sił rok temu. To właśnie tam jako 16 – latek debiutował w turnieju PGA TOUR. 

To zupełnie niezwykły dla niego zakątek świata. Spośród wszystkich miejsc, w których wystąpił przynajmniej cztery razy, zawsze tam wreszcie zwyciężał. To pole jednak jest nieprzejednane i ta żelazna reguła na razie się tutaj nie sprawdza. Paradoksalnie, Tygrys darzy to miejsce wielką, nieskrywaną lecz trochę nieodwzajemnioną miłością.

Decydujący o sentymencie, którym darzy to miejsce jest fakt, że Riviera nierozerwalnie kojarzy mu się z dzieciństwem, a co najważniejsze, z jego tatą. Po raz pierwszy przyjechał tam jeszcze jako 9 – latek i wspólnie z ojcem kibicował w rozgrywanym niedaleko Los Angeles turnieju. Panowie Woods później wybierali się tam jeszcze wielokrotnie.

W wieku piętnastu lat Tiger próbował po raz drugi dostać się do turnieju w „poniedziałkowych kwalifikacjach”, oferujących dla zwycięzcy przepustkę do rozgrywanego trzy dni później turnieju. Grał wtedy na South Course Los Serranos Country Club: „To był moment, którego nigdy nie zapomnę. Grałem wtedy najlepszą rundę mojego życia i byłem (-8) po 17 dołkach myśląc, że kwalifikuję się do swojego pierwszego turnieju PGA Tour. Wtedy podszedł do mnie tamtejszy head pro i powiedział, że w klubie czeka już dwóch graczy z wynikiem -10! Co?! Musiałem zrobić eagla na ostatnim dołku par 5 z perspektywą bardzo trudnego drugiego strzału nad wodą na green. Zagrałem do wody, zrobiłem bogeya i skończyłem rundę w 65 uderzeniach. ”

W tamtym momencie to był koniec marzeń Tigera o udziale w Los Angeles Open. Chwilę później wygrał on US Junior Amateur, pierwszy z sześciu pod rząd wygranych turniejów USGA w tamtym sezonie. To z kolei w połączeniu z popisami podczas poniedziałkowych kwalifikacji, wreszcie zwróciło na niego uwagę włodarzy Los Angeles Open, którzy w końcu się zreflektowali i postanowili zaprosić lokalnego predatora do gry.

 

 

Jesienią 1991 roku, kilka miesięcy przed turniejem Earl Woods odebrał telefon z propozycją nie do odrzucenia: „Panie Woods, mówi Greg McLaughlin, Nissan Los Angeles Open. Chciałbym zaoferować dla Pana syna zaproszenie do gry w LA Open, na polu Riviera.” Po dłuższej, typowej dla siebie pauzie, ojciec wkrótce najsłynniejszego golfisty świata odparł: „Mój syn będzie zaszczycony mogąc zagrać w LA Open.”

 

 

Kilka miesięcy później, po kilku rundach treningowych, między innymi z Gregiem McLaughlinem, Tiger w końcu spełnił swoje marzenie i wystąpił w pierwszym turnieju PGA Tour, w dodatku tak dla niego szczególnym: „Nie sprawowałem się tam najgorzej, grając rundy 72 i 75. Może i mogłem urwać z tego kilka uderzeń, ale byłem całkiem z siebie zadowolony. Wtedy właśnie spojrzałem na tablicę wyników i dotarło do mnie, że jestem siedemnaście uderzeń za Davisem Love III. To otworzyło mi oczy i pomyślałem, że jednak może wcale nie jestem aż tak dobry. Wiedziałem, że mogę grać w tę grę, ale jeszcze nie dorastałem do pięt tamtym facetom i miałem długą drogę przed sobą.”

Mimo, że nie przeszedł on wtedy przez cut, kończąc turniej na 125 miejscu i tak był to dla niego potężny zastrzyk inspiracji. To były początki Tigermanii.  Absolutnie wszyscy chcieli zobaczyć w akcji debiutującego na PGA Tour szesnastolatka!

 

 

Warto wspomnieć, że chwilę wcześniej Eldrick Tont Woods właśnie przesiadł się z tradycyjnych drewnianych woodów, na ostatni krzyk mody-metal woody, które chwilę potem zrewolucjonizowały grę w golfa.

Cztery lata po swoim debiucie w lidze, Tiger przeszedł na zawodowstwo, wygrywając do tej pory 82 turnieje PGA Tour! Teraz, podczas Genesis Invitational  znowu zagra tam, gdzie wszystko się zaczęło. Nie wystąpi tylko jako zawodnik. Jest również gospodarzem turnieju, który od lat prowadzony jest przez należącą do niego firmę menadżerską –  TGR Live. Ponad dwa lata temu, na styczniowej konferencji prasowej, zorganizowanej tuż po oficjalnym ogłoszeniu jego planu powrotu do gry po czwartej operacji kręgosłupa w turnieju nieopodal Miasta Aniołów, powiedział: „Jestem bardzo podekscytowany z powrotu do Riviery. Nie występowałem tam od bardzo dawna. Móc grać w turnieju, na który przyjeżdżałem jako amator, jako junior, a teraz jako gospodarz, rozgrywanego w jednym z najbardziej historycznych miejsc w golfie, jest dla mnie spełnieniem marzeń. ”

Dwa lata temu atmosferę dodatkowo podgrzewał fakt towarzystwa, w jakim wystąpił Tiger podczas dwóch pierwszych dni rywalizacji. Byli toni mniej ni więcej tylko sami: Justin Thomas i Rory McIlroy. Obaj dobrzy koledzy Tigera nie byli później zachwyceni tym, jak bardzo tłumy kibiców podążających za tą grupą, skoncentrowane były wyłącznie na Tygrysie, mało na nich zważając.

Tiger nie grał dobrze w Genesis Open 2018 i po dwóch rundach 72 i 76 pożegnał się z turniejem, nie przechodząc przez cut, z deficytem czterech uderzeń.

***

Bubba Watson, po dwóch długich latach bez wygranej, dwa lata temu wygrywał po raz trzeci w Riviera Country Club, a zwycięstwo to było dla niego chyba najsłodsze ze wszystkich. Poprzedzający te wydarzenia sezon był najgorszym w jego dotychczasowej karierze. Bubba mocno schudł, stracił swoją niezwykłą moc i bez przerwy czuł się zmęczony. Ze swojej normalnej wagi, wynoszącej w porywach nawet 95 kilogramów spadł na 72 kilogramy! Przy wzroście 191 centymetrów ważył około dwanaście kilogramów poniżej swojej optymalnej wagi! Przyczyn tego stanu rzeczy nie chciał zdradzać, mówiąc tylko o chorobie, jednak nie ujawniając co tak naprawdę mu dolegało: „Moja choroba jest niczym w porównaniu do chorób innych ludzi. Mój tata zmarł na raka. To co mi dolegało, to zupełnie coś innego. To przy tym drobnostka.”

Teraz jest zdrowy i cokolwiek było przyczyną, sytuacja była naprawdę poważna: „ Prędkość piłki, mój swing, wszystko się zmieniło. To był najgorszy okres w całej mojej karierze. Ostatnie prawie dwa lata były dla mnie trudne, ponieważ chciałem być na szczycie. Wcześniej przez kilka lat byłem w najlepszej dziesiątce na świecie, więc znajdując się nagle w takiej sytuacji możesz poczuć się jakby to był koniec i nie będziesz już potrafił znowu grać w golfa.”

Rozważał on nawet zakończenie kariery: „Byłem tego bliski. Moja żona jednak widziała to inaczej. Powiedziała po prostu, żebym przestał się mazgaić i zaczął grać! Ona jest dużo twardsza ode mnie. ” Bubba posłuchał swojej wyższej o cal żony Angie, byłej koszykarki WNBA, grającej dla Cleveland Rockets i zwyciężył w swoim dziesiątym turnieju PGA TOUR!

Rywalizacja podczas rundy finałowej była niezwykle zacięta. Bubba, rozpoczynając dzień miał jedno uderzenie przewagi. Jednak wchodząc na jedenasty dołek, tracił już dwa uderzenia do prowadzącego Kevina Na. Znajdował się wtedy dopiero na dzielonej czwartej  pozycji, gdzie towarzyszyli mu Tony Finau i Phil Mickelson. Uderzenie przed nimi byli jeszcze Scott Stallings i Patrick Cantlay, a zaledwie trzy strzały straty do lidera miało w sumie aż ośmiu graczy! W tamtej chwili niezwykle ciężko było typować kogokolwiek na zwycięzcę. Bubba nie grał do tego momentu rewelacyjnie, będąc wówczas jedno uderzenie powyżej par podczas niedzielnej rundy. Od tego momentu przypuścił jednak brawurowy atak, trafiając birdie na 11, 14 – gdzie trafił z bunkra wprost do dołka i na siedemnastym dołku!

 

 

Wygrał z dwupunktową przewagą nad Kevinem i Tonym, przesuwając się w rankingu światowym ze 117 (!) na 41 pozycję. W trakcie tego owocnego wyjazdu na turniej Genesis Open oddawał się też innym pasjom. Po drugiej rundzie wyskoczył do Los Angeles i spełnił swoje wielkie marzenie, grając w NBA Celebrity All-Star Game, gdzie towarzyszył mu między innymi jego dobry kolega Justin Biber! Oczywiście nie ma po co bardzo wnikliwie analizować tego występu, zważywszy jednak jak dobrą koszykarką była kiedyś jego żona, można uznać to za prawdziwy akt odwagi i znak, że Bubba wrócił na poważnie.

 

 

Miesiąc później w demolującym stylu zwyciężył w WGC-Dell Technologies Match Play, a za kolejne trzy miesiące po raz trzeci w Travelers Championship!

***

Rok temu Dream Flight: Woods, Thomas i McIlroy wystąpił ponownie w identycznym składzie. Po rundach 70, 71, 65, 72 Tiger zajął dzielone z dziewięcioma innymi graczami miejsce piętnaste, podobnie jak obrońca tytułu Bubba Watson. Świetnie za to spisali się koledzy z dwóch pierwszych rund. Justin Thomas po fatalnej rundzie finałowej 75 zakończył batalię na miejscu drugim, z jednym uderzeniem straty do zwycięzcy J.B. Holmesa. Rors uplasował się na pozycji T4, dwa uderzenia dalej.

***

W tym roku zagrają oczywiście: Tiger, J.B. i Bubba oraz m.in.: powracający na pozycję No.1 Rankingu Światowego – Rory McIlroy, zdetronizowany No.1 – Brooks Koepka, Phil Mickelson, Bubba Watson, Jon Rahm, Justin Thomas, Dustin Johnson, Jordan Spieth, Adam Scott, Bryson DeChambeau, Patrick Reed, Justin Rose, Jason Day, Xander Schauffele, Cameron Smith, Cameron Champ, Francesco Molinari, Brendon Toddczy Matthew Wolff!

 

Transmisje w Golf Channel Polska:

czwartek i piątek 20.00-00.00

sobota 21.00-00.00

niedziela 21.00 -00.30

Komentuje: Jacek Person

Zapraszamy!

 

 

Napisała: Kasia Nieciak

Partnerzy oficjalni

Zaufali nam

Partnerzy wspierający