Zdjęcie: PAP/EPA.

Trochę magii i bardzo dużo dojrzałości poprowadziły Garcię do zwycięstwa w Masters

 

AUGUSTA, Ga. – Już po wszystkim – demony, duchy i gobliny, wszystkie zostały pokonane podczas świętowania zwycięstwa, którego nigdy by nawet nie przewidział, na polu, na którym nawet nie potrafił sobie wyobrazić zwycięstwa.

Sergio Garcia ukucnął, wyciągnął pięść do góry i wydał z siebie okrzyk – YESSSSSSS!!!” –, który tłumił w sobie przez 19 lat.

Jedyną brakującą kartą w jego niesamowitym resume było zwycięstwo w turnieju Wielkiego Szlema, a teraz ma to już za sobą. Po dzikiej niedzieli na 81-szym Masters idealnie dopełnił swoją schizofreniczną karierę.

Prowadził trzema.

Zremisował.

Strata dwóch uderzeń.

Remis.

I wtedy ostatecznie, po trafieniu putta z prawie 4 metrów, Garcia zdobył birdie, w momencie, kiedy liczyło się to najbardziej, pokonując Justina Rose na pierwszym dołku dogrywki, tym samym zapisując się na kartach historii Augusta National.

„Nikt nie zasłużył na to bardziej niż Ty”, powiedział Rose Garcii na 18 greenie. „Ciesz się tym”.

Często krytykowany we wcześniejszych dniach swojej kariery, za poddawanie się w momencie, gdy pojawiało się jakieś zagrożenie. Garcia pokazał, że nie wpływają na niego wydarzenia z przeszłości. Jego przełomowe zwycięstwo przyszło na 74 turnieju Wielkiego Szlema w swojej karierze, więcej niż jakikolwiek inny gracz w historii.

Garcia udowodnił, że wciąż jest pełen energii w finałowej rundzie.

Będąc dwa uderzenia z tyłu na 13 dołku, uratował par z drzew, dodał do tego birdie, na 14, aby wyjść na minus, a następnie uderzył jedno z najlepszych uderzeń w swojej karierze na 15 dołku (par 5) – wysoko szybująca 8 żelazo ze 173 metrów, która pocałowała chorągiewkę i dała mu krótki putt na eagle.

Jego kariera była przepełniona bliskimi pudłami, dewastującymi zawodami, lecz to właśnie Garcia, a nie zwycięzca turnieju Wielkiego Szlema, który zagrał najbardziej wzniosłą rundę golfa, aby wywalczyć długo oczekiwane zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym.

„Oczywiste jest to, że długo czekałem na ten moment, lecz nigdy nie czułem się z tym jakbym był w horrorze”, powiedział Garcia. „Jeśli już to czułem się trochę jak w dramacie. Lecz oczywiście ze szczęśliwym zakończeniem”.

Zanim wrócił do środka, Rose wpadł na Garcię, teraz noszącego zieloną marynarkę, przed budynkiem klubowym.

„Patrzcie na tego człowieka!”, Wydusił z siebie Rose, przed objęciem swojego przyjaciela w kolejnym uścisku.

Zwycięstwo Hiszpana, było idealnym zakończeniem surrealistycznego tygodnia na Masters, który rozpoczął się bez Arniego, bez Tigera, bez turnieju par. 3, oraz, co było najbardziej zadziwiające dla wszystkich, bez Nr.1 w światowym rankingu. Przez jego dość często nieszczęśliwą karierę, Dustin Johnson nie mógł grać w turniejach Wielkiego Szlema z najdziwniejszych powodów, włącznie z tym, że jeszcze zanim turniej się zaczął, będąc w swoim wynajętym domu w Augusta, poślizgnął się na schodach i uszkodził dolną partię pleców. Nawet pomimo 24 godzinnej terapii nie mógł wystartować. „To strasznie słabe”, powiedział.

To, co stracił było najbardziej brutalną rundą w ostatniej dekadzie, w której gracze chodzili z brodami opartymi na klatce piersiowej, a kibice gonili zdmuchnięte czapki i karty wyników. Wiatry osiągające siłę prawie 70 km/h, zdławiły okrzyki widowni na Augusta, a tylko dziewięciu graczy zdołało zagrać poniżej par w dwóch pierwszych rundach.

Czterokrotny zwycięzca na Tour, Charley Hoffman, zagrał niesamowitą rundę otwierającą (65) i utrzymał prowadzenie po drugiej rundzie, lecz piękno Augusty kryje się w tym, że ostatecznie gwiazdy wchodzą na szczyt tabeli. Pod koniec skąpanej w słońcu soboty, Hoffman został wyprzedzony przez Garcię i Rose, a Rickie Fowler gonił go zaledwie jednym uderzeniem.

Jeszcze jedno uderzenie za nim był, ku ogólnemu zdziwieniu, Jordan Spieth, który po swoim historycznym upadku w zeszłym roku, dołączył do Masters, jako obiekt bezlitosnych badań. Na początku, zgadzał się na badania psychoanalityczne, co było spowodowane jego dobrym teksańskim wychowaniem, lecz gdy tydzień turniejowy się zbliżał, widać było, że chce o tym zapomnieć. I wszyscy tak zrobili, po tym jak bezpiecznie przeszedł przez 12 dołków po raz pierwszy od swojego „wodnego” niepowodzenia. Następnie Spieth zagrał kolejnego poczwórnego Bogeya, tym razem na 15 dołku (par 5), i skończył otwierającą rundę dziesięć uderzeń za liderem, strata, której nikt nie zdołał nadrobić od 119 lat.

Ukazując przypisywany mu upór, Spieth zagrał następne rundy (69-68) i wszedł do finałowej rundy dwa uderzenia za liderem, grając w przedostatniej grupie. To był pierwszy raz od czterech lat, kiedy Spieth nie był w finałowej parze w niedzielę i zdawał się być zadowolony z tego, że nie będzie tym, którego inni będą starali się doścignąć. „Zakończenie na 5 miejscu zamiast na 10 nie znaczy dla mnie aż tak dużo”, powiedział. „Więc to mnie trochę uwalnia”. Widocznie trochę za bardzo. Pierwszą dziewiątkę zagrał 38, następnie utopił piłkę na 12 i spadł z miejsca w pierwszej dziesiątce.

Spieth i Garcia chyba nie mogliby mieć jeszcze bardziej różnorodnych doświadczeń na tym turnieju. Od kiedy po raz pierwszy tu zagrał w wieku 19 lat, Spieth i Augusta dogadywali się tak dobrze jak sałatka z jajka z lemoniadą, lub letnie sukienki i szósty dołek. Tymczasem Garcia miał dość trudną relację ze starą Augustą. To osiem lat temu powiedział, że pole na Masters jest niesprawiedliwe i że „za dużo trzeba na nim zgadywać”. A pięć lat temu, po tym jak przeszedł strasznie bolesne złamanie serca powiedział: „Chyba nie jestem na tyle dobry… Nie mam tej rzeczy, której potrzebuję”.

Nie ważne, że był trzydziestokrotnym zwycięzcą na świecie, bohaterem Ryder Cup.

„Dlatego, że myślałem czasami, ‘czy kiedykolwiek wygram przynajmniej jeden?’ „, powiedział w niedzielę w nocy. „Miałem tak dużo szans i albo traciłem niektóre z nich, lub ktoś robił coś tak niesamowitego, żeby mnie pokonać. Czasami o tym myślałem”.

„Lecz ostatnio dostawałem dużo pomocy, a co za tym idzie zmieniłem trochę moje podejście, myślałem trochę bardziej pozytywnie. Akceptowałem to, że cokolwiek się stanie, moje życie się nie skończy. To nie będzie jakaś tragedia”.

Teraz 37 letni, trzy miesiące przed ślubem, Garcia był pełen życia wśród sosen. Prowadził zabawne pogawędki z innymi graczami i nie pokazywał żadnego śladu po trudach przeszłości, jego rekord 12 ukończeń w pierwszej 5 turnieju Wielkiego Szlema jest wyższy niż jakiegokolwiek innego gracza w ostatnich 75 latach.

„To ten sam Sergio, którego ludzie znali i kochali”, powiedziała jego narzeczona, Angela Akins. „Lecz pracował on bardzo ciężko nad grą poza polem. Nad grą psychiczną. Bardzo się rozwinął”.

Bogowie golfa zdawali się nagrodzić nową perspektywę i nastawienie do gry, Garcii, czy to gdy jego uderzenie z tee odbiło się od drzewa i upadło na fairway w drugiej rundzie, lub jego podejście do 13, gdzie piłka jakimś cudem zawisła nad Rae’s Creek w sobotę. Te niesamowite zdarzenia pozwoliły Garcii objąć pierwsze od dziesięciu lat dzielone prowadzenie po 54 dołkach w turnieju Wielkiego Szlema – w dniu, który byłby 60 urodzinami jednego z jego bohaterów, Seve Ballesterosa.

Na początku tego tygodnia, dwukrotny zwycięzca Masters, Jose Maria Olazabal napisał list do Garcii, aby go wesprzeć – tak samo jak zrobił to Ballesteros Olliemu, przed jego zwycięstwem w 1994 roku.

„Z nikim jeszcze nie dzielę szafki”, napisał Olazabal, „I mam nadzieję, że to będziesz Ty”.

„Naprawdę wierzę, że on ma wszystko, czego trzeba, żeby wygrać ten turniej, lub jakikolwiek inny z Wielkiego Szlema”, powiedział Olazabal w niedzielę rano. „Kilka razy był tak blisko”.

Lecz nie na tym polu, przynajmniej nie do niedzieli.

Schodząc z piątego greenu, Garcia miał wynik -2 w tej rundzie i tym samym był na trzyuderzeniowym prowadzeniu. Ta przewaga szybko zniknęła, gdy Rose pod koniec pierwszej dziewiątki zagrał trzy birdie z rzędu.

Na końcową dziewiątkę wchodzili obaj z wynikiem -8, lecz Garcia zagrał dwa bogeye z rzędu na 10 i 11, przez co spadł z prowadzenia. Kiedy trafił na 13 dołku w drzewa i musiał zagrać niemożliwe uderzenie, zdawało się, że skończy się tak jak zwykle.

„W przeszłości, zacząłbym pytać mojego caddiego, ‘Oh, dlaczego nie przeleciała?’, albo coś w tym stylu”, powiedział. „Lecz tym razem powiedziałem, że najwyraźniej tak musiało być, więc niech tak będzie. Postarajmy się zagrać 5 a potem zobaczymy, czy będę miał jeszcze jakąś szansę. Jeżeli nie, to po prostu uścisnę Justinowi dłoń i pogratuluję wygranej”.

Garcia zagrał wtedy niespodziewany Par, a na 14 zagrał birdie. Na 15 po swoim atomowym drive na 344 jardy, prawie trafił drugie uderzenie do dołka, pozostawiając go z 4 metrowym puttem, który wpadł do dołka, dając mu znów dzielone prowadzenie.

W dogrywce, Rose miał problem po uderzeniu z tee, wybijał z drzew i zagrał bogey. Potrzebując tylko dwóch puttów, żeby wygrać, Garcia z zimną krwią trafił zwycięskiego putta na birdie.

Nie jest już najlepszym graczem, bez zwycięstwa w turnieju Wielkiego Szlema. Nie jest już graczem, który zawsze był tylko blisko zwycięstwa.

„Nie moglibyśmy prosić o nic więcej niż wygraną w Masters”, powiedział ojciec Garcii, Victor. „To najlepsza rzecz, jaka mogła się wydarzyć”.

Kiedy ostatni putt trafił do dołka, kiedy szala turnieju Wielkiego Szlema upadła, Garcia popatrzył z niedowierzaniem na swojego caddiego, Glena Murraya, a następnie uścisnął go bardzo mocno. Wysyłał pocałunki do tłumu. Patroni skandowali jego imię.

Jakieś 100 jardów dalej, w zatłoczonym budynku klubowym, mocny głos wykrzyczał.

„Wszystkiego Najlepszego, Seve!”

Victor Garcia płakał.

Autor: Ryan Lavner; Tłumacz: Jacek Gazecki

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający