Kevin Sutherland, Deutsche Bank Championship. TPC Boston. Wrzesień 2009. EPA/CJ GUNTHER Dostawca: PAP/EPA.

Szorty, pazur i milion dolarów.

Ostatni raz grali przeciwko sobie 20 lat wcześniej. W 1982 roku, podczas Mistrzostw Szkół Średnich Karoliny Północnej, Scott McCarron został pokonany przez swojego najlepszego przyjaciela – Kevina Sutherlanda. Obaj pochodzą z Sacramento i obaj lepiej niż przebieg tamtego meczu, pamiętają inne, bardziej istotne szczegóły.

Szczególnie Mr. McCarron, który do tej pory nie może przeżyć tego, jak wtedy ubrał się jego kolega. Do dziś twierdzi, że Sutherland przywdział na tamten mecz najbardziej „fajansiarskie” szorty jakie w życiu widział. Według niego były żenująco skąpe, co w połączeniu z nogami przypominającymi gałązki młodych pędów fasoli, jakimi dysponował wówczas Mr. Sutherland, dawało dość piorunującą mieszankę. Zwłaszcza w dostojnej scenerii pola golfowego!

 Kiedy w 1996 roku, Kevin Sutherland dostał się wreszcie do PGA TOUR, jego świetny, lecz niezwykle pamiętliwy kolega, wysłał mu starą fotografię, opatrzoną lakoniczną notatką: „Witam w PGA TOUR. Tutaj nie można ubierać takich szortów”. Nie trzeba mieć wybitnego zmysłu analitycznego, żeby domyślić się co przedstawiała owa fotografia.

Tak, to było bardzo dawno temu.

Pod koniec lutego 2002 roku los znowu zetknął ze sobą parę dobrych przyjaciół. Po dwudziestu latach ponownie mieli zmierzyć się we wspólnej rywalizacji, jednak teraz o wiele większą stawkę. Tym razem Sutherland ubrał się przyzwoicie, jak na poważnego profesjonalistę przystało, tak że McCarron mógł wreszcie skupić się w pełni na grze, a nie na szokujących portkach rywala.

To dobrze, bo stawka tego meczu skłaniała do dużej koncentracji.

Accenture Match Play Championship, który odbył się na polu La Costa w Carlsbad, w Kalifornii, był pierwszym turniejem cyklu World Golf Champioships w 2002 roku. Prawo do gry uzyskali wszyscy, którzy sklasyfikowani byli w pierwszej 64. rankingu światowego.

Niestety, podobnie jak w latach poprzednich, nastąpił istny pogrom faworytów.

Niedobrze zaczęło się dziać już w pierwszej rundzie, gdzie odpadli między innymi: Phil Mickelson, David Duval, Collin Montgomerie, Jesper Parnevik, Bernhard Langer, uwielbiany przez ludzkość i powracający do formy – John Daly i o zgrozo, sam On – Tiger Woods, pokonany przez rozstawionego z numerem 64 (!) – Petera O’Malley.

Po drugiej rundzie z dziesiątki rozstawionych graczy, wyparowało aż ośmiu z nich, a z turniejem pożegnały się kolejne gwiazdy, takie jak: Ernie Els, Vijay Singh, Lee Westwood, Davis Love III, Chris DiMarco, czy Retief Goosen. W trzecim dniu z turnieju wylecieli jeszcze Nick Price i Sergio Garcia, pozostawiając samotnego Jose Marię Olazabala, skazanego na pożarcie przez któregoś z Amerykanów. Dzielny Hiszpan bronił się zaciekle, jednak na 20. dołku meczu ćwierćfinałowego musiał w końcu uznać wyższość wirtuoza posługiwania się putterem – Brada Faxona.

No i zrobiło się niewesoło.

Zwłaszcza z punktu widzenia organizatorów, którym przed oczami stanęło widmo powtórki finału sprzed roku, w którym w Metropolitan Golf Club w Melbourne zmierzyli się wówczas mało znani – Steve Stricker i Pierre Fulke, nie wywołujący w tamtym czasie przesadnego dreszczu emocji.

W 2002 roku na pewno nie było dużo lepiej.

W finale tej wielkiej imprezy zmierzyli się bowiem ponownie gracze, których bardzo trudno zaliczyć można było do grona faworytów. Nie należał do nich zwłaszcza Kevin Sutherland, który nie wygrał do tamtej pory turnieju PGA TOUR i który w ogóle ledwo załapał się do tej imprezy. Ze swoim 62. numerem rozstawienia, mógł on uczynić prawdziwym bogaczem, każdego wizjonera, który zdecydowałby się postawić na niego pieniądze w zakładach bukmacherskich. Niech żałuje każdy, kto nie był na tyle przewidujący, żeby skusić się na mały zakład w stosunku 200 do 1 (!).

Z kolei Scott McCarron, mimo dość ugruntowanej reputacji i kilku wygranym turniejom na koncie, ze swoim 45. numerem rozstawienia, też nijak nie mógł być zaliczony do faworytów. Zdarza się jednak, że pojedynek dwóch kompletnych outsiderów też może mieć urok.

Ten miał. Oj miał!

Zadbał o to zwłaszcza Kevin Sutherland, a mówiąc bardziej precyzyjnie, jego dziki, nieprzewidywalny, nieokiełznany i tragiczny drive. To dzięki niemu właśnie, Sutherland był tamtej niedzieli wszędzie: w wysokiej trawie, krótszej trawie, za drzewami, w krzakach, wszędzie … tylko nie na fairwayu.

Wreszcie, na trzynastym dołku, zatroskany McCarron zapytał swojego przyjaciela, czy ten zamierza dzisiaj w ogóle wcelować w jakiś fairway. Sutherland nic nie odpowiedział, a to po jego twarzy przemknął bliżej nieokreślony grymas. McCarron szturchnął go zaczepnie w ramię i obaj wybuchnęli śmiechem.

Faktem jest, że Sutherland rzeczywiście nie trafiał tego dnia za często na fairway. Mówiąc dokładniej, sztuka ta udała mu się całe 10 razy, podczas 36 – dołkowego meczu. Faktem jest jednak też i to, że po dniu takich popisów do kolekcji wpadł mu … jeden bogey, a wynik, który uzyskał, to cztery uderzenia poniżej par!

Niesamowite? Wcale!

Coś tu jednak było nie tak. To niemożliwe – powie każdy, kto trochę interesuje się golfem. Takie sztuki mógł wyczyniać ewentualnie jakiś Houdini, czy inny Copperfield, albo przynajmniej wirtuoz wychodzenia z opresji – Phil Mickelson, a nie poczciwy Kevin Sutherland.

Najwyraźniej coś się za tym kryło.

Wyjaśnienie tej zagadki nie jest niemożliwe, ale na pewno nie należy do najłatwiejszych. Podobno za wszystko odpowiedzialny był: The Claw, czyli „Pazur” – rewolucyjny i dość dziwaczny sposób trzymania puttera. Ojcem tego wynalazku był podobno Skip Kendall, który z kolei w 1995 roku „odsprzedał” swój patent Chrisowi DiMarco.

W wielkim skrócie polega to na tym, że zamiast konwencjonalnego ułożenia prawej ręki na uchwycie puttera, gdzie kciuk skierowany jest w dół, układamy ją tak, by kciuk znajdował się na górze. Teraz przejdźmy do niuansów i wariantów.

Chris DiMarco, kładł całą prawą rękę tak, jakby trzymał młotek, a całość pieszczotliwie nazywał chwytem „Psycho”. Z kolei Marc Calcavecchia trochę zmodyfikował tę metodę i trzyma putter, zamiast całą prawą ręką, tylko palcami, niczym pędzel malarski, nazywając to „Pazurem”, albo „Zmodyfikowanym Pazurem”. Dzisiaj „Claw”, w najróżniejszych modyfikacjach używany jest przez takie osobistości jak Phil Mickelson, Sergio Garcia, Justin Rose, czy Michał Poniż.

Żeby nie było niedomówień, to nie było coś, co wtedy wyglądało normalnie. W dzisiejszych czasach odstępstwa od tzw. tradycyjnego sposobu trzymania puttera są dużo bardziej powszechne, a wręcz stały się normą. W 2002 roku jeszcze tak dobrze nie było, a jakieś 20 lat wcześniej, każdy kto odważyłby się pokazać „z czymś takim” na putting greenie, wzbudziłby szok i przerażenie, a wręcz mógłby nawet zostać prewencyjnie poddany serii elektrowstrząsów.

To właśnie owi wizjonerzy, odkrywający i testujący alternatywne sposoby trzymania puttera, wstrząsnęli resztą golfowej elity, dając jej poważne powody do zastanowienia. Chris DiMarco i Marc Calcavecchia, kiedyś bliscy dna puttingowych statystyk, od czasu sięgnięcia i opracowania swoich alternatywnych metod, stali się liderami tychże rankingów.

To daje do myślenia.

Najwyraźniej, dużo rozmyślał nad tym też Kevin. Aż nagle go olśniło! Olśnienie to nastąpiło w dość szczególnym momencie, bo podczas drugiej rundy Nissan Open, kiedy zblazowany schodził z dziesiątego greenu, po tym jak nie trafił do dołka, odległego o dzikie pół metra!

Nagle dotarło do niego, że dłużej już nie może zdzierżyć takich upokorzeń na greenach, popartych dramatycznym 145. miejscem w statystykach puttowania. Po prostu miał dość. A, że desperacja może prowadzić do zachowań ekstremalnych, coś w nim pękło i nagle, niespodziewanie dla samego siebie, zaczął  puttować dokładnie jak Calcavecchia !

Resztę już znamy.

Tydzień później, „Pazur” pozwolił Sutherlandowi dokonywać cudów, podczas zupełnie zwariowanego meczu finałowego, przeciwko najlepszemu kumplowi z lat szkolnych. Nie mogąc w żaden sposób, wstrzelić się w fairway, dzięki olśniewającemu popisowi krótkiej gry, popartemu oszałamiającą skutecznością na greenach, po 183. bezskutecznych próbach, Kevin Sutherland wreszcie wygrał swój pierwszy turniej PGA TOUR.

Oczywiście, nie zapominajmy, że przy okazji zainkasował okrągły milion dolarów.

Tamten wielki triumf był jego pierwszym, a zarazem ostatnim zwycięstwem na PGA TOUR. Obecnie 53 – letni Sutherland gra już na PGA TOUR Champions, ligi przeznaczonej dla Wielkich Mistrzów po pięćdziesiątce. W2014 roku przeszedł do historii, jako pierwszy i wciąż jedyny gracz, który uzyskał tam notę marzeń – 59. Kevin nie używał już wtedy słynnego „Pazura” i kto wie, może właśnie dlatego spudłował krótki putt, dający mu rezultat jeszcze o oczko niższy.

W 2017 roku triumfował po raz pierwszy na PGATOUR Champions, w Charles Schwab Cup Championship. To zwycięstwo dało mu przy okazji wygraną w całorocznym rankingu – Charles Schwab Cup i nierozerwalnie z tym związany kolejny … milion dolarów.

 

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

 

* Artykuł opublikowany po raz pierwszy w listopadzie 2002 roku na łamach magazynu Golf. Teraz został odrestaurowany i uaktualniony i za zgodą golfpl.com trafił na naszą stronę.

CZYTELNIA
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający