Moliwood: Tommy Fleetwood& Francesco Molinari. 12th green Ryder Cup. Le Golf National. Guyancourt. Paris. 29 wrzesień 2018. EPA/GERRY PENNY Dostawca: PAP/EPA.

Ryder Cup naszych marzeń.

Ach, co to był za Ryder Cup!

Opisać to w kilkunastu zdaniach nie jest łatwo. Taką ilość buzujących emocji, niezapomnianych wrażeń i elektryzującej atmosfery po prostu nie da się zamknąć w słowa.  Najlepiej przeżyć to wszystko i na własnych receptorach nerwowych poczuć tę niezwykłą atmosferę, biegając z wypiekami na twarzy po Le Golf National!

Po pierwsze Europa!

Fakty są takie – drużyna europejska nie przegrała na swoim terenie od 1993 roku! To szmat czasu! Dlaczego więc miałoby się to zmienić w tym roku? A jednak.

Bardzo wiele osób mówiło przed turniejem o tym, że Europa nie ma szans, że drużyna amerykańska jest tak mocna jak nigdy w historii, że może być podobnie jak w ubiegłorocznym Presidents Cup, kiedy Amerykanie na oczach dumnej Statuy Wolności dosłownie starli w proch Drużynę Międzynarodową 19 – 11!

Na ich korzyść przemawiał również rezultat sprzed dwóch lat z Hazeltine National Golf Club, kiedy roznieśli oni dowodzoną przez Darrena Clarke’a drużynę europejską 17 – 11. Była to wówczas pierwsza porażka Europy od 2008 roku i dopiero piątą po 1983 roku, czyli na przestrzeni aż szesnastu edycji imprezy!

W tym roku w najlepszej dziesiątce rankingu światowego znalazło się sześciu zawodników z USA i czterech z Europy, a w siedemnastce odpowiednio 11 i 5. Po stronie amerykańskiej były trzy wygrane w tegorocznych turniejach wielkoszlemowych, a po europejskiej – jeden.

Ale za to jaki!

To właśnie tej potędze miała przeciwstawić się „na papierze” dużo słabsza drużyna europejska. I zrobiła to bardzo przekonująco, wygrywając w jeszcze lepszym stylu niż Amerykanie dwa lata temu! Przecież tegoroczny rezultat – 17 ½ – 10 ½ to istny golfowy Armagedon!

Frankie & Tommy!

Uczestnicy Ryder Cup to zawsze najwspanialsi gracze na świecie. Jednak każdy Ryder Cup ma zawodników szczególnych, a czasami również wybitne duety, które zapisują się na kartach historii. W tym roku niepodzielnie rządził Superduet – Francesco Molinari i Tommy Fleetwood, zwany syntetycznie … „Moliwood”, który podbił serca kibiców i dostarczył tony punktów do europejskiej puli. Wdzięk, poczucie humoru, promienny uśmiech, a przede wszystkim ogromne serce do walki i chemia – wszystko tam było!

 

 

Tommy i Chicco niczym walec przejechali się po kolejnych przeciwnikach stających na ich drodze, miażdżąc wszystkich bez pardonu i w stylu nie budzącym żadnych wątpliwości, kto rządzi na Le Golf National.

W piątek, na dzień dobry zgnietli w fourballu 3&1 duet – Tiger Woods i Kapitan Ameryka. Po południu roznieśli 5&4  parę przyjaciół z dzieciństwa  – Justina Thomasa i Jordana Spietha! W sobotę rano ponownie zdemolowali 4&3 panów Woodsa i Reeda, a po południu 5&4 team, który na długo przed turniejem zapowiadany był jako oczywiste zestawienie młodości i doświadczenia – Woods/DeChambeau!

Wydaje się, że nie było nawet to tak ważne przeciwko komu grał „Moliwood”. W swoim natchnieniu pokonaliby pewnie każdą kombinację, która by im się napatoczyła! Kiedy zestawimy to wszystko z faktem, że 27 – letni Tommy debiutował w Ryder Cup – ta demolka budzi jeszcze większe wrażenie.

 

 

Pikanterii dodaje też kolejny szczegół. 35 – letni Francesco Chicco Molinari do tej pory nigdy nie wygrał ani jednego meczu w swoich dwóch dotychczasowych występach w Ryder Cup, notując dwa remisy i przyjmując z pokorą cztery porażki!

Oczywiście, „Moliwood” z czterema wygranymi, przeszedł do annałów golfa, zostając najlepszą parą w historii europejskich występów w Ryder Cup, wyrównując rekord czterech wygranych, ustanowiony w 1979 roku przez Amerykanów Larry Nelsona i Lanny Wadkinsa! Dotychczasowy europejski rekord 3.5 punktów należał do legendarnego duetu hiszpańskich torreadorów – Seve Ballesteros/ Jose-Maria Olazabal.

Tymczasem już w poniedziałek, po wdzystkim, na oficjalnym profilu Ryder Cup Europe, ukazał się intrygująco – rozbrajający film, a potem równie ciekawy klip od kuchni, pokazujący ile dystansu do samych siebie ma Team Moliwood i szeroko pojęty Ryder Cup Team Europe.

 

 

Sam Molinari, który zresztą dostarczył ostatni, przesądzający o wygranej Europy punkt, przeszedł do historii, zostając pierwszym Europejczykiem z pięcioma zwycięstwami w jednym Ryder Cup! Wcześniej tylko trzech Amerykanów zdołało zarejestrować pięć zwycięstw. Byli to Gardner Dickinson, Arnold Palmer (!) i Larry Nelson. Poprzedni najlepszy europejski wynik należał oczywiście do Mr. Ryder Cup – Iana Jamesa Poultera, który w 2012 roku wygrał we wszystkich czterech meczach.

Tiger

To nie był najlepszy Ryder Cup Tigera Woodsa, który w niedzielę poprzedzającą podparyską batalię zwyciężył w swoim 80. turnieju PGA TOUR, pierwszym od pięciu jakże długich i bolesnych lat!  Występ Tigera był jeszcze jednym dowodem na to, że Ryder Cup to zupełnie inna para kaloszy, w porównaniu do regularnych turniejów golfowych.

 

 

Tygrys przyleciał przecież na Le Golf National w wyśmienitej formie, naładowany pozytywną energią przez swój powrót do grona zwycięzców. Szczęśliwy i spełniony. I nagle zderzył się ze ścianą, przegrywając wszystkie cztery mecze, w których wystąpił, w tym jeden z kluczowych meczów singlowych, przeciwko Hiszpanowi – Johnowi „Rahmbo”.

23 – letni Jon Rahm, który zawsze podkreśla, że Tygrys był od zawsze jego wielkim idolem i inspiracją, zakończył pierwszą batalię przeciwko swojemu Mistrzowi na siedemnastym dołku, z wynikiem 2&1: „Pokonać Tigera, jednego z największych, o ile nie największego w historii, w niedzielę, zdobywając kluczowy punkt, z czego zdawałem sobie sprawę, jest najlepszym uczuciem w moim życiu.”

 

 

Tiger przegrał wcześniej oba mecze w których towarzyszył mu Patrick Reed oraz kolejny mecz rozgrywany wspólnie z wpatrzonym w niego jak w obraz – Brysonem Dechambeau. Wcześnie wszystkie cztery mecze w jednym Pucharze Rydera przegrywali jeszcze tylko: Steve Stricker, Davis Love III i Raymond Floyd. „To frustrujące ponieważ przyjechaliśmy tutaj i myślałem, że wszyscy gramy całkiem dobrze. Tymczasem nie grałem na swoim poziomie, zostając w tyle już na początku meczów, nie wracając już potem do gry.”

Tiger tylko raz, w 1999 roku był członkiem zwycięskiej drużyny Ryder Cup. Już przed występem na Le Golf National jego dorobek punktowy we wcześniejszych siedmiu występach nie był imponujący. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że rozmawiamy przecież o prawdopodobnie największym sportowcu naszej planety. Tymczasem liczba porażek przekraczała liczbę zwycięstw, a bilans wynosił 13 – 17 – 3. Na Le Golf National liczba przegranych wzrosła do 21. Idealne oczko.

Co pewnie najbardziej zabolało Tygrysa – był to pierwszy Ryder Cup, w którym nie wywalczył nawet pół punktu! Do tej pory właśnie pół punktu z 2012 roku, było jego najsłabszym dorobkiem kiedykolwiek: „Zakończyć w ten sposób Ryder Cup sprawia, że nie czuję się z tym bardzo dobrze. Nie pomogłem drużynie w zdobyciu jakiegokolwiek punktu.”

Le Golf National

Miejscem rozgrywania tegorocznego Ryder Cup było wspaniałe pole Le Golf National, zlokalizowane w południowo – zachodniej części Paryża, w dzielnicy Saint-Quentin-en-Yvelines. Jego początki to połowa lat osiemdziesiątych, kiedy to ówczesny prezydent Francuskiej Federacji Golfa rozpoczął starania o powstanie Narodowego Centrum Golfowego we Francji. Zamiarem Claude-Roger Cartier było zaprojektowanie i stworzenie stadionu golfowego wraz z odpowiednim zapleczem, który zapewni spektakularne wrażenia sportowe, możliwość niepowtarzalnej transmisji przez media oraz aktywny udział rzeszy kibiców. Pozytywna decyzja o budowie kompleksu zapadła we wrześniu 1985 roku, a otwarcie pola L’Albatros nastąpiło 5 października 1990 roku.

Le Golf National to pole fantastyczne pod każdym względem!

 

 

Trudne, urozmaicone, pofałdowane, pedantycznie utrzymane, z mnóstwem wody, przepiękne! Z punktu widzenia kibica to pole idealne – tworzące najprawdziwszy stadion golfowy, na którym zawsze znajdziemy dogodne miejsce do obserwacji. Fairwaye i greeny otoczone są licznymi pagórkami, muldami, wałami, na których pomieszczą się setki kibiców, obserwujących swoich bohaterów, krzątających się poniżej i zawsze doskonale widocznych. Punktem kulminacyjnym są ostatnie cztery dołki i obszar, na którym rozmieszczone są greeny 15, 16 i 18, położone nieprawdopodobnie widowiskowo nad wspólnym bezmiarem wody. Mamy możliwość oglądać każdy z tych greenów, sadowiąc się wygodnie w jednym strategicznym miejscu. Zwłaszcza jeśli uzbroimy się w dobrą lornetkę.

 

 

Kibice i atmosfera.

To był pierwszy Ryder Cup, który oglądałam na żywo. Wrażenia bezcenne! Mimo możliwości podziwiania wcześniej wielu wielkich turniejów, w tym The Open – to właśnie Ryder Cup plasuję zdecydowanie jako numer jeden w rankingu. To wielkie golfowe święto, podczas którego ogromne ilości rozkochanych w swoich idolach i w swojej drużynie kibiców, lata jak oszalała przez cały dzień po polu i … nie ma dość! Wraz z zacnymi kolegami z PGA Polska: Tomkiem Zembrowskim, Kubą Piotrowskim i Piotrkiem Świackiewiczem mieliśmy niezwykłą frajdę uczestniczyć w trzech dniach treningowych i trzech turniejowych tej wspaniałej imprezy.

Część treningowa i część turniejowa to dwa zupełnie różne widowiska. Trening jest fantastycznym momentem na autografy, selfie, przybijanie piątek, czasami zamienienie słowa z graczami. To czas kiedy atmosfera jest luźna, gracze zagrywają po kilka piłek, żartują, trenują specyficzne uderzenia na green, na faairway, badają różne opcje. Wtedy mniej ważne jest to czy kibicujemy Europie czy Ameryce. Po prostu wybieramy to co w danej chwili nas najbardziej interesuje i ruszamy za tym wydarzeniem.

Kiedy pierwszego dnia wpadliśmy na pole, akurat w momencie, kiedy na rundę treningową wyruszał Tiger – świeżo po swojej wygranej w Tour Championship. Oczywiście odpaliłam silniki rakietowe i wystrzeliłam w pogoń za Tygrysem. Zrobiłam mu zdjęcia i migiem wstawiłam na profil Golf Channel Polska. Ku mojemu osłupieniu rozpętała się mini afera, gdzie w dużym skrócie ktoś zarzucił nam, że nie kibicujemy Europie tylko USA.

Nic bardziej mylnego! Kibicujemy Europie całym sercem, co nie zmienia faktu, że Tiger Woods właśnie wygrał swój pierwszy turniej od pięciu lat, wydobywając się z piekielnych golfowych czeluści. Więc chyba dość naturalnym odruchem jest to, że absolutnie każdy fan golfa, zarówno miłośnik drużyny amerykańskiej, oraz europejskiej, chce zobaczyć go z bliska i uwiecznić to na fotografii!

***

Z kolei rundy turniejowe całkowicie odmieniają optykę kibicowania podczas Ryder Cup. Nagle następuje polaryzacja preferencji kibiców i od tej pory każdy dopinguje swoją drużynę. Naprawdę każdy! Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że kibice na Le Golf National, zawsze doceniają dobre zagrania, bez znaczenia czy ich autorem jest ich drużyna, czy wręcz przeciwnie.

Jeżeli chcieliśmy przeżyć naprawdę mocne wrażenia i poczuć wibracje w żołądku, zębach i wątrobie nie było na to lepszego miejsca niż ogromna trybuna rozpościerająca się za pierwszym tee. Wrzawa i atmosfera tam panujące to coś nie do opisania. Wisienką na torcie był tzw. „Thunder” czyli przekładając to na język Adama Mickiewicza – Grzmot, który za każdym razem przyprawiał o gęsią skórkę. Od stóp do głowy!

 

 

I po Ryder Cup.

To co opisałam powyżej jest zaledwie cząstką tego co działo się w tym roku pod Paryżem. Temat wyczerpałaby prawdopodobnie dopiero pokaźna książka, w której obowiązkowo należałoby wspomnieć o:

Bijącym rekord wszechczasów – Sergio.

 

 

Meczu na szczycie: Listonosza – Iana Poultera, przeciwko Dustinowi Johnsonowi.

 

 

Genialnym niedzielnym występie  Thorbjørna Olesena, który pokonał Jordana Spietha.

 

 

Dramacie fanki, która po nieszczęśliwym trafieniu piłką również przeżywającego ciężkie chwile Brooksa Koepki, straciła wzrok w jednym oku. Spotkaniu i rozmowie z legendą włoskiego golfa – Constantino Roccą, wypytującym o rozwój golfa w Polsce. Konfliktach na liniach Dustin – Brooks i Patrick – Jordan. Dramatycznym meczu Thomas/McIlroy.

 

 

Utopionej piłce Mickelsona, która zakończyła marzenia Amerykanów i rozpoczęła fetę Chicco i całej drużyny europejskiej.

 

 

Rozbrajających śpiewach, przyśpiewkach i strojach kibiców.

 

 

Zebranych autografach. Dżentelmenie w każdym calu – Brysonie DeChambeau. Szanownych Kapitanach i Wicekapitanach. Meczach towarzyszących dużemu Ryder Cup:  juniorów, byłych kapitanów i celebrytów.

 

 

Ceremonii otwarcia. Każdym z 24 genialnych graczy. Wspaniałej pogodzie. O dziwo doskonałej francuskiej organizacji i gościnności oraz jeszcze trzystu innych aspektach Ryder Cup Anno Domini 2018!

 

***

 

Viva La France! Viva Ryder Cup! Viva La Europa! 

 

 

Galeria zdjęć wprost z Le Golf National – wkrótce!

 

***

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

*Specjalne podziękowania dla Angeliki Ełatowskiej i PGA Polska za pomoc w zdobyciu biletów.

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający