Grzegorz Zieliński i Adrian Kaczała. Fot: Grzegorz Zieliński

Polacy na Gecko Tour.

W piątek zakończył się pierwszy w Nowym Roku turniej Gecko Tour – zimowej ligi golfowej, rozgrywanej w słonecznej Andaluzji. Na polu Estepona Golf swój turniejowy sezon wyjazdowy rozpoczęli tradycyjnie Grześ Zieliński i Adrian Kaczała – reprezentanci PGA Polska, uwielbiający zimową rywalizację w nieco cieplejszych rejonach świata. 

Turniej rozpoczął się celująco dla Mr. Zielińskiego, który po pierwszej rundzie, z wynikiem  (-1) plasował się na pozycji T4, ze stratą zaledwie trzech uderzeń do lidera, Anglika Adama Sagara i dwóch uderzeń do tajemniczego … Roberta Karlssona: „Grało mi się dzisiaj bardzo dobrze. Utrzymałem spokój, choć w tak silnym wietrze czasem ciężko o cierpliwość. Najbardziej zadowolony jestem z konsekwencji i trzymania się od pierwszego dołka do ostatniego, tego nad czym pracuję od miesiąca. To wprawdzie dopiero początek drogi, ale podoba mi się kierunek, w którym zmierza moja technika.”

Oprócz tego, że bardzo mocno wiało popularny „Zielina” zwracał również uwagę na niełatwe puttowanie: „Graliśmy na bardzo szybkich greenach, To było spore zaskoczenie, ponieważ podczas rund treningowych greeny były dla odmiany naprawdę wolne. Nagle dzisiaj ich szybkość wynosiła aż 11 na Stimpmeterze.”

Adrian dla odmiany zanotował tego dnia 75 uderzeń i zajmował dzieloną, trzynastą pozycję.

 

***

Drugiego dnia Grzegorz zagrał 78 uderzeń, a Adrian 77, kończąc turniej odpowiednio na pozycjach T8 i T15. Pomiędzy dobrymi przyjaciółmi rozgrywała się też mini batalia wewnętrzna. Dodatkową motywację do gry zapewniał symboliczny zakładzik, o symboliczną kwotę: „Kaczałka dzisiaj okazał się lepszy ode mnie i wygrał … 5 Euro. W sumie wyszliśmy na remis i nasz wewnętrzny bilans turnieju to ZERO Euro dla każdego.”

Grześ nie brzmiał jakoś szczególnie entuzjastycznie po zakończeniu turnieju, jednocześnie podszedł do słabszej rundy dość rozsądnie, starając skupić się na pozytywach, a nie roztrząsać gorszej dyspozycji: „Dzisiejsze runda nie należała do najlepszych pod względem wyniku, ale była kolejnym dobrym sprawdzianem mojego treningu. Po pierwszym dniu trenowałem jeszcze przez trzy (!) godziny nad otwarciem z tee, które nadal nie są dopracowane, zwłaszcza biorąc pod uwagę zmiany w swingu, do których staram się przywyknąć. Dzisiaj zawiodło puttowanie. Nie trafiłem paru, teoretycznie łatwych birdie oraz zagrałem trzy razy po trzy putty na bogeye! W walce o wynik, wcale nie pomogła również zgubiona piłka na środku fairwaya dołka 11, par 5! Potem jeszcze trafiłem cudem z pięciu metrów na bogeya! Teraz czeka mnie trening pod okiem Nicka Lane’a oraz przygotowania do kolejnego ze startów w Gecko Tour.”

Nick Lane – nie jest obcą postacią dla polskich kibiców. Do tej pory słyszeliśmy o nim głównie dzięki współpracy z Mateuszem Gradeckim. Jego największą specjalnością jest krótka gra, jednak również dalsze uderzenia nie mają przed nim tajemnic. Nick czasami wcielał się też w rolę caddiego, nosząc torbę Gradiego.

/ rym niezamierzony, ale szkoda go usuwać 😉 /

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, zbliżenie

 

Trochę inne cele turniejowe stawiał przed sobą Adrian, który tak naprawdę właśnie wraca do gry, po dość długiej kontuzji: „Jestem zadowolony, że w ogóle ukończyłem turniej. Wcześniej zmagałem się z rwą kulszową. Była to moja pierwsza runda od niemal trzech miesięcy, od czasu turnieju Frech Touch, z którego wycofałem się z powodu bólu. Tak naprawdę, teraz po prostu cieszę się, że gram i w ogóle macham kijem. Rwa męczyła mnie jeszcze przed październikowym Open de Golf Trophe, jednak wtedy działo się tak, że jeśli nie grałem przez tydzień – było w miarę dobrze. Potem wystarczyło, że chwilę pomachałem i znowu wracał ból. Teraz, po rundzie mogę normalnie funkcjonować, więc jest dużo lepiej. Muszę jednak codziennie dbać o siebie i rehabilitować się. Codziennie wykonuję odpowiedni dla mnie zestaw ćwiczeń, używam maty akupunkturowej oraz rolerka. Po prostu muszę bardzo dbać o swoje ciało.”

Wszystko wskazuje na to, że kilkumiesięczna przerwa i rehabilitacja pomogły i Adrian wraca do coraz lepszej formy. Przy okazji miał on też ważne przesłanie dla wszystkich golfistów, w tym dla juniorów: „Należy spędzać tyle samo czasu  nad pracą nad własnym ciałem, co na polu golfowym.”

 

 

W turnieju, po czterech dołkach trzyosobowej dogrywki zwyciężył Anglik Piers Berrington, z którym Grzegorz grał rundę finałową. Piers uzyskał po dwóch dniach gry wynik (-5), wykręcając w piątek wynik dnia – 66!

 

Ozdobą dogrywki był Szwed o swojsko brzmiącym imieniu i nazwisku – Robert Karlsson. Pytany o niego Grześ twierdził, aczkolwiek bez pełnego przekonania, że nie był to jednak TEN Robert Karlsson, a tylko inny Szwed, nazywający się identycznie, jak słynny zwycięzca jedenastu turniejów European Tour i uczestnik dwóch edycji Ryder Cup. Szkoda, chociaż mimo wszystko, móc powiedzieć o sobie, że po pierwszej rundzie turniejowej, zajmowało się miejsce T4, ze stratą dwóch uderzeń do Roberta Karlssona – brzmi i tak bardzo intrygująco.

***

Następny turniej już wkrótce. Na pewno będziemy o tym informować na bieżąco.

#GoZielina! #GoKaczałka!

 

Napisała i przepytywała: Kasia Nieciak

 

Wyniki Estepona Golf

Geleria zdjęć

Film z turnieju

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający