Phil Mickelson. 2017 Masters Tournament. Augusta National Golf Club. EPA/TANNEN MAURY Dostawca: PAP/EPA.

Phil Mickelson – 5,50,500.

Z dziecinną łatwością potrafi grać całkowicie nierealne uderzenia, które jego kolegom po fachu nawet nie przyszłyby do głowy. Jest niedoścignionym wirtuozem krótkiej gry, który rzadko szuka bezpiecznych rozwiązań, balansując zwykle na granicy ryzyka. Jego gra jest ekscytująca i porywająca, okraszona spektakularnymi zwycięstwami i równie widowiskowymi porażkami. Właśnie wygrał po raz pięćdziesiąty.  

W lustrzanym odbiciu

W rodzinie  Mickelsonów życie zawsze kręciło się wokół sportu. Phil Senior – pilot wojskowy, który po zakończeniu służby przesiadł się na samoloty pasażerskie, był świetnym golfistą. Mama – Mary, z zawodu pielęgniarka, była bardzo dobrą koszykarką. W 1997 roku wzięła udział w Igrzyskach Seniorów, gdzie zdobyła z drużyną brązowy medal! Starsza siostra – Tina została zawodową golfistką. Wydała kilka podręczników instruktażowych i była komentatorką Golf Channel. Młodszy brat – Tim, aktualnie caddy Phila, był podporą drużyny golfowej Oregon State, a później trenerem golfa na Uniwersytecie w San Diego.

Najważniejszy był jednak tata, który jak na wzorcowego amerykańskiego tatę przystało, nadał synowi takie samo imię jak swoje. To od niego wszystko się zaczęło i już w wieku osiemnastu miesięcy Phil Mickelson Junior z błyskiem w oku zbierał piłki, które chipował Phil Senior. Zajęcie to niezwykle go pochłonęło i cztery miesiące później edukacja golfowa wkroczyła w kolejną fazę, kiedy dostał w prezencie od taty dziecięcy wood. Mimo, że kij ustawiony był w prawą stronę, maluch i tak uparcie machał nim w stronę przeciwną. Przyczyna była prozaiczna. Mały Phil wymyślił sobie, że będzie wiernie powtarzał ruchy stojącego naprzeciwko taty, tak jakby patrzył w lustro. Metoda na swój sposób była nawet logiczna, a co najważniejsze okazała się skuteczna. Nawet to, że maluch był praworęczny, nie miało większego znaczenia! Jak wspomina senior: „Początkowo próbowałem przestawić go na prawą stronę, ale to jak Phil wykonywał zamach było tak dobre, że zdecydowałem się tak to zostawić.”

Ponieważ ojciec nigdzie nie mógł kupić odpowiedniego leworęcznego kija, w sobie tylko znany sposób, w garażu przerobił tamtego wooda na leworęczny. Stał się on z miejsca najważniejszą zabawką szkraba, z którą nie rozstawał się nawet idąc spać! Tak właśnie ukształtował się praworęczny – leworęczny golfista. Tak narodził się „Lefty” – „Lewus” jakiego świat nie widział.

Duma Ameryki

Lata płynęły, zapał wciąż pozostawał ten sam. Kiedy nasz bohater nieco podrósł, uwielbiał godzinami trenować krótką grę w przydomowym ogródku rodzinnego domu w San Diego. To właśnie tam doskonalił swoje nieziemskie chipy, pitche, loby, flopy i inne uderzenia, które nawet ciężko zdefiniować, a które wykonuje z niebywałym mistrzostwem.

Kiedy na legendarnym Baltusrol, dzięki niesamowitemu lobowi z gęstwiny wokół osiemnastego greenu, wygrał wielkoszlemowy PGA Championship, podkreślał ile dały mu dawne treningi: „ Mieliśmy całkiem gęsty rough w naszym ogrodzie i w tamtej chwili pomyślałem, że po prostu muszę zagrać to co ćwiczyłem jako dzieciak. ”

Oprócz kreatywnych treningów w ogrodzie, Phil mógł często grać wspólne rundy ze swoim tatą, który dzięki elastycznemu grafikowi pracy, mógł zawsze wygospodarować czas na golfa z synem. W wieku czternastu lat Mickelson rozpoczął współpracę z trenerem Deanem Reinmuthem. Wtedy też stał się prawdziwym postrachem w lokalnych turniejach, zdobywając w sumie 34 tytuły hrabstwa San Diego. W tym czasie rozpoczął naukę w prywatnej szkole średniej – University of San Diego High School, znanej między innymi ze świetnego programu golfowego.

Jego amatorska kariera nabrała wściekłego rozpędu w czasach, kiedy studiował w Tempe, na Arizona State University, gdzie oczywiście przyznano mu stypendium golfowe. W latach studenckich stał się prawdziwą ikoną amerykańskiego golfa amatorskiego, wygrywając w sumie szesnaście turniejów. Czterokrotnie wybierano go do First Team All-American. W 1990 roku został pierwszym leworęcznym graczem w historii, który zwyciężył w US Amateur Championship. W latach 1989, 90 i 92 zdobył trzy indywidualne tytuły NCAA Golf Championships – najważniejszych mistrzostw w amerykańskim golfie uniwersyteckim. Oprócz Mickelsona jeszcze tylko Ben Crenshaw zdołał wcześniej tego dokonać.

W 1991 roku, jako szalejący dwudziestolatek dokonał nadzwyczajnego wyczynu i zwyciężył jako amator w turnieju PGA TOUR – Northern Telecom Open! Od tej pory nikt tego nie powtórzył. Wcześniej udało się to jednak sześciu graczom, z których ostatnim był Scott Verplank, w 1985 roku. Reszta to gracze z lat 40 i 50, a to były jednak trochę inne czasy.

 

 

W 1992 roku przeszedł na zawodowstwo. Dzięki zwycięstwu w Tuscon miał już zapewnione miejsce w PGA TOUR, bez konieczności przechodzenia przez Q-School. Od tamtej pory zwyciężył w pięćdziesięciu turniejach i jest jednym z najbogatszych sportowców świata, z zarobkami, które spokojnie mogłyby zasypać dziurę budżetową niejednego kraju.

Ryzykant

Przez bardzo dużą część kariery wydawało się, że jest on swoim największym wrogiem. Uwielbiany za widowiskowy styl gry, był jednocześnie krytykowany za podejmowanie permanentnego, często nieuzasadnionego ryzyka. Kiedy tylko miał wybór pomiędzy wprawieniem widzów w stan osłupienia, a lekko trącącym nudą lecz bezpiecznym zagraniem, zawsze wybierał to pierwsze. Spektakl więc był przedni, jednak efektem ubocznym, była coraz mocniej ciążąca etykietka – najlepszego gracza bez zwycięstwa wielkoszlemowego. Statystyki rzeczywiście mogły być frustrujące. W turniejach wielkoszlemowych startował 46 razy. Bezskutecznie! W pierwszej dziesiątce był aż 14 razy, a w Masters 4 razy zajmował trzecie miejsce , w tym w latach 2001, 2002 i 2003! Wreszcie, po latach starań, 47 start okazał się inny niż wszystkie. Zupełnie inny!

Pierwszy raz

Podczas cudownej, kwietniowej niedzieli 2004 roku, „Lefty” połączył swoją nieokiełznaną fantazję z odrobiną wyrachowania i w wieku 33 lat wreszcie sięgnął po swój pierwszy Major. Tamto Masters padło jego łupem, kiedy miał w dorobku aż 22 zwycięstwa PGA Tour. Wcześniej tylko Ben Hogan (30) i Sam Snead (27) wyprzedzali go w tej intrygującej statystyce.

Mickelson tym razem bardzo solidnie się przygotował, ćwicząc poza wyrachowaniem i cierpliwością, również raczej obcy jego stylowi gry – bezpieczny fade, idealnie pasujący do zwykle zakręcających w lewo fairwayów Augusty. Efekty były piorunujące, zwłaszcza na drugiej dziewiątce, kiedy to wpadł w furię i na ostatnich siedmiu dołkach, trafił pięć birdie! Na całą dziewiątkę wygospodarował wystrzałowe 31 uderzeń! Trafił sześciometrowy birdie na ostatnim greenie, pokonując jednym punktem Ernie Elsa!

 

 

Świadomość, że teraz już nikt niczego nie może mu wypominać najwyraźniej zadziałała oczyszczająco. Odrodzony „Lefty” błyskawicznie odbił sobie lata szlemowej posuchy. Wygrana w PGA Championship, w 2005 roku i dwie kolejne Zielone Marynarki, w 2006 i 2010 roku, uczyniły z niego jednego z bardziej utytułowanych graczy w historii golfa.

Najlepsze wciąż było przed nim.

Szkockie impresje

Kiedyś nie lubił specjalnie wyściubiać nosa ze swojej ojczyzny. Bo i po co? U siebie miał wszystko. Pieniądze, rodzinę,  święty spokój i trzy z czterech turniejów wielkoszlemowych. Jeśli już się ruszył to raczej niechętnie i bez zapału. Nie rozumiał filozofii gry na polach rozciągających się na dzikich wydmach, nad brzegiem północno-wschodniego Atlantyku, gdzie zwykle wieje mini huragan, jest zimno jak w Suwałkach w styczniu, a warunki gry nawet nie są zbliżone do tych cieplarnianych, do jakich przywykł w USA.

Jego początki na The Open były odzwierciedleniem takiego spojrzenia i raczej nie należały do najłatwiejszych. Od swojego pierwszego występu w 1991 roku jeszcze jako amator, przez długich dwadzieścia lat jego miłość do szkockiej trawy była raczej oziębła. Co prawda w 2004 roku zajął trzecie miejsce, ale można potraktować to jako wyjątek od reguły. Zwłaszcza, kiedy uświadomimy sobie, że był to jedyny występ, zakończony w pierwszej dziesiątce, w ciągu 20 lat! Dodać jeszcze należy trzy razy nieprzeskoczony cut i osiem występów poza czołową trzydziestką. Dramat! Promyk nadziei pojawił się w 2011 roku, kiedy zajął drugie miejsce tylko po to, żeby rok później znowu nie przejść przez cut.

Tego już było za wiele. Coś w nim pękło i postanowił podejść do sprawy poważnie. W tym celu wystartował w odbywającym się tydzień wcześniej Scottish Open, na położonym bezpośrednio nad oceanem – Castle Stuart Golf Links, idealnym miejscu na rozgrzewkę przed The Open. Phil wygrał na pierwszym dołku dogrywki, awansował na piąte miejsce w rankingu światowym i zebrał tonę bezcennego doświadczenia. Była to też jego pierwsza wygrana od dwudziestu lat w Europie i pierwsza w ogóle na polu typu links!

Teraz był gotowy na atak szczytowy.

Zaskakujący zwrot akcji

No i stało się! Phil Mickelson w końcu dopiął swego i w oszałamiającym stylu, w swoim dwudziestym starcie sięgnął po pierwsze zwycięstwo w The Open Championship! Jako dostojny 43- latek został pierwszym graczem w historii, który w tym samym roku wygrał zarówno Scottish Open oraz rozgrywany tydzień później – The Open. Podobna sztuka udała mu się zresztą już wcześniej, kiedy w 2006 roku, tydzień przed drugim zwycięstwem w Masters, wygrał  BellSouth Classic.

Przystępując do rundy finałowej z pięcioma uderzeniami straty, Mickelson dosłownie wyszarpał swój piąty tytuł wielkoszlemowy. W elektryzującej rundzie finałowej potrzebował niezwykłej urody 66 uderzeń. Cztery 4 birdie na ostatnich sześciu dołkach i 32 uderzenia na drugiej dziewiątce przeszły do historii golfa.

Wszystko to działo się na dość krótkim polu, które jednak przygotowane zostało tak, żeby pognębić najlepszych golfistów świata! Zadanie wykonane zostało celująco, o czym najlepiej świadczy fakt, że tylko Super Lefty, mógł pochwalić się końcowym wynikiem w modnym kolorze czerwonym. Niewątpliwie kluczowym czynnikiem w końcowym sukcesie była jego taktyka, opracowana wspólnie z trenerem – Butchem Harmonem, zakładająca pozostawienie drivera w szafie i zastąpienie go 13 – stopniową trójką wood: „Od czasu, kiedy jako czternastolatek odkryłem stary lob wedge Pinga, nie było drugiego kija, który tak zmienił moją karierę jak ta trójka wood Callawaya. Po prostu wystrzeliwałem prawdziwe pociski!”  Zamiast drivera dorzucił do zestawu 64- stopniowy lob wedge i z pięcioma wedgami pole było już jego.

Tuż po trafieniu finałowego birdie emocje wzięły górę i wzruszony Phil rozpłakał się w ramionach caddiego – Jima „Bonesa” Mackay. Po trzecim miejscu w Royal Troon i drugim w Royal St. Georges, wielu latach zmagań z pięknymi, ale wściekle trudnymi polami, które bardzo długo nie były z jego bajki, wreszcie tam wygrał!

Kiedyś nawet o tym nie marzył.

 

 

To jakiś Meksyk

Do triumfu w Muirfield, przez ponad dwie dekady, poza dwoma potwierdzającymi regułę wyjątkami, zawsze przynajmniej raz dopisywał kolejne zwycięstwo na niesamowitej liście dokonań! Jednak od tamtej wygranej, która przesunęła go na drugą pozycję w Rankingu Światowym, nastąpiła prawdziwa zapaść. Przez ponad cztery lata i kolejne 101 występów, Mickelson nie wygrał ani razu! Mimo ogromnej frustracji nie stracił wcale pewności siebie i wiary, że ciągle potrafi to zrobić: „Wiedziałem, że to nie będzie moja ostatnia wygrana. Tak samo będzie i teraz.”

Mickelson ukończył WGC – Mexico Championship z wynikiem szesnastu uderzeń poniżej par. To całkiem nieźle jak na 47 – latka! Prawie dwukrotnie młodszy Justin Thomas wcześniej również zagrał taki sam rezultat, odrabiając w niedzielę jedenaście uderzeń deficytu do pozycji lidera. Następnie czekał spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń. Zanim jednak mógł lekko odsapnąć, zdołał jeszcze zagrać zjawiskowego eagla na osiemnastym dołku!

 

 

Z trochę ponad stu metrów najpierw trafił niecałe dwa metry za flagę, by następnie soczyście podkręcona piłka cofnęła się wprost do dołka! Dzień wcześniej z kolei, zagrał fenomenalną i oczywiście rekordową rundę 62! Już ósma w poprzednim sezonie dogrywka była szybka i rzeczowa. Po nie trafieniu putta na par przez Thomasa na krótkim siedemnastym dołku, Mickelson mógł cieszyć się długo wyczekiwanym 43. zwycięstwem PGA Tour i trzecim w World Golf Championship!

5,50,500

Najnowsza wygrana to piąty triumf na Pebble Beach i wyrównany rekord Marka O’Meary! Lefty po drodze przeszedł jeszcze przez 500 cut na PGA Tour, zdobywając 50 profesjonalne trofeum! Co prawda z powodu niespodziewanych szaleństw pogodowych ostatnie dwa dołki dograne zostały dopiero podczas  poniedziałkowego poranka, ale dla tych okrągłych liczb z piątką z przodu na pewno było warto! Triumf w AT&T Pebble Beach Pro-Am był jego 44 wygraną na PGA Tour, 28 lat od czasu pierwszego zwycięstwa i niecałe dwanaście miesięcy po niesamowitych wydarzeniach z Meksyku. Paul Casey, z którym rywalizował aż do poniedziałku, przed rundą finałową miał trzy uderzenia przewagi nad Leftym. Ostatecznie skończył z trzema uderzeniami deficytu, po fenomenalnej finałowej rundzie 65 w wykonaniu 48-latka, przeciwko 71 uderzeniom młodszego o siedem lat Anglika.

Pebble Beach znaczy bardzo wiele dla naszego bohatera. Jego dziadek, Al Santos pracował tam jako caddy już w wieku dziesięciu lat! Z tej okazji Phil, zawsze kiedy gra na tym polu używa do markowania piłki srebrnej jednodolarówki, która jest pamiątką po dziadku: „To był dla mnie szczególny tydzień. To dla mnie bardzo specjalne miejsce. Za każdym razem, kiedy tu jestem, myślę o tym ile ono wniosło do naszej rodziny.”

 

 

W połowie czerwca to słynne kalifornijskie pole ponownie gościć będzie najlepszych golfistów świata podczas 119 US Open, jedynym turnieju wielkoszlemowym, który nasz bohater na razie nie wygrał, zajmując za to miejsce drugie już sześć razy.

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

* Artykuł opublikowany był po raz pierwszy na łamach magazynu Golf&Roll w 2013 roku. Teraz został uaktualniony i za zgodą redakcji G&R trafił na naszą stronę.

CZYTELNIA
Partnerzy oficjalni

Zaufali nam

Partnerzy wspierający