Morgan Hoffmann. 115th US Open. Chambers Bay. June 2015. EPA/ERIK S. LESSER Dostawca: PAP/EPA.

Morgan Hoffmann – runda życia.

Był najlepszym amatorem na świecie. Znany był z zastraszająco niskich rund, które potrafił generować z prawdziwą lekkością. Teraz zmaga się z chorobą, na którą współczesna medycyna nie zna odpowiedzi. Wciąż marzy o pierwszym zwycięstwie na PGA Tour. 

Od zawsze był fanatykiem sportu i próbował w zasadzie prawie każdej aktywności sportowej. Jako dzieciak miał bardzo napięty harmonogram. W weekendy trenował od piątej rano hokeja. Po szkole pędził na zajęcia bejsbolowe. Poza tym grał w golfa w każdej wolnej sekundzie. Jego idolami, w których postaci często lubił się wcielać, byli hokeista NHL Scott Stevens, gwiazdor MLB Mariano Rivera oraz oczywiście Tiger Woods! W wyobraźni często generował soczystego „stingera”, będącego  popisowym zagraniem Tygrysa.

Hoffmann zawsze chciał być zawodowym sportowcem. Długo jednak nie mógł zdecydować się na jedną dyscyplinę. Przez siedem lat grał w hokeja, a przez sześć w baseball. W końcu, gdzieś w pierwszej klasie szkoły średniej, na zabój pokochał golfa, dla którego całkowicie się poświęcił, wybierając naukę daleko od domu, w International Junior Golf Academy, w Bluffton, w Karolinie Południowej.

Morgan Hoffmann był fantastycznym amatorem. Biły się o niego takie słynne uczelnie jak: Stanford, Wake Forest, Duke, Florida State czy UCLA. Każda z nich chciała mieć go w swojej drużynie golfowej. Ostatecznie wybrał ofertę stypendium w Oklahoma State University, gdzie jego kumplami byli: Rickie Fowler, Kevin Tway i Peter Uihlein.

W 2009 roku był członkiem zwycięskich drużyny Palmer Cup, gdzie wygrał i przegrał po dwa mecze. Grał też w Walker Cup, gdzie pozostał niepokonany, wygrywając dwa mecze i remisując jeden. W tym samym roku był też przez chwilę numerem jeden na świecie! Poza tym wybierany był też do składu All-American i otrzymał nagrodę Phila Mickelsona dla „świeżynki roku” czyli najlepszego uniwersyteckiego pierwszoroczniaka.

Ponieważ był naprawdę dobry, w 2010 roku postanowił nie kończyć studiów, by jako zawodowiec, jak najszybciej móc mierzyć się z najlepszymi. Bardzo szybko dostał się na PGA Tour, dokąd awansował bezpośrednio po świetnym sezonie 2012, w Web.com Tour, gdzie grając w trzynastu turniejach, ukończył rok na dziewiętnastej pozycji rankingowej.

Od 2013 roku gra na PGA Tour i radzi sobie całkiem nieźle, zarabiając do tej pory w sumie ponad 6 milionów dolarów. W lutym 2017 roku był najbliżej tej  wyśnionej wygranej, zajmując wspólnie z Gary Woodlandem drugie miejsce w Honda Classic, tracąc cztery uderzenia do swojego dobrego kolegi Rickiego Fowlera.

Tamta fantastyczna gra podczas Honda Classic, teraz wydaje się naprawdę niezwykłym wyczynem. Okazało się, że już wtedy był od wielu lat chory. Wówczas jednak nie znał jeszcze bezlitosnej diagnozy. Dopiero w listopadzie 2017 roku, dowiedział się co tak naprawdę mu dolega.

***

 

W 2011 roku, przeglądając się w lustrze, zauważył coś niepokojącego. Jego prawy mięsień piersiowy dość widocznie się zmniejszył. Zaczął robić badania i odwiedzać kolejnych lekarzy, zaglądając nawet do sąsiedniej Kanady. Przez pięć lat stawiano najróżniejsze diagnozy. W tym czasie konsultował się z ponad 25. specjalistami z różnych dziedzin. Tymczasem choroba postępowała, a jednym z namacalnych skutków było np. zwolnienie prędkości swingu.

W końcu po wizycie u kolejnego neurologa, tym razem w Nowym Jorku, dostał skierowanie na badanie krwi. Ponieważ były to bardzo specjalistyczne analizy, wyniki nadeszły dopiero po pół roku. Były dewastujące. Pewnego dnia zadzwonił lekarz i powiedział krótko: „Mamy wyniki. Cierpisz na dystrofię mięśniową.”

Jak wspomina Hoffmann był to dla niego szok: „ Dobrze… co to oznacza? ”

Dystrofia mięśniowa to bardzo podstępna choroba. Jest dziedziczna i powoduje zwyrodnienie tkanki mięśniowej. Zwykle rozwija się niesymetrycznie i w początkowej fazie jest niezauważalna. Wyróżnić możemy kilka jej rodzajów, a ich objawy różnią się od siebie, w zależności od obszaru, który dotknęły zmiany i tempa postępowania choroby.

W przypadku Morgana mówimy o dystrofii mięśniowej twarzowo-łopatkowo-ramiennej, zwanej chorobą Landouzy’ego i Dejerine’a. W obecnym stadium objawia się ona u niego zanikaniem prawego i lewego mięśnia piersiowego. Na razie nie wiadomo gdzie choroba zaatakuje w kolejnym etapie. Zwykle ta postać dystrofii charakteryzuje się zanikiem mięśni klatki piersiowej, pleców, szyi, ramion, a czasami również nóg.

Jako sportowiec z krwi i kości był od zawsze wyznawcą zdrowego stylu życia. Odpowiednia ilość snu, brak używek, zdrowa dieta, wypoczynek, harmonijny rozwój całego organizmu. To zawsze było dla niego bardzo ważne.

Teraz postanowił wznieść to wszystko na jeszcze wyższy poziom. Wspólnie ze swoim dobrym przyjacielem Donem Saladino, będącym też trenerem w dziedzinie szeroko pojętego zdrowia,  postanowił na wszystkich frontach walczyć z chorobą, na którą współczesna medycyna nie wynalazła jeszcze antidotum.

 

Don porównuje organizm swojego przyjaciela do maszyny, z którą trzeba obchodzić się mądrze. Dba on o to, żeby wszystko co zjada i pije Morgan było dla niego dobre i uzasadnione. Jego dieta składa się wyłącznie z żywności organicznej, dużej ilości wody, odpowiednich węglowodanów i białka. Nie znajdziemy tam nabiału, glutenu, ani żadnych innych produktów, które według pana Saladino są nieodpowiednie dla zdrowia Hoffmanna. Zdrowa dieta wspomagana jest dodatkowo odpowiednimi ćwiczeniami oraz codziennymi sesjami w domowej komorze hiperbarycznej.

Morgan od razu zaplanował zorganizowanie turnieju w swoim rodzinnym Arcola Country Club, w Paramus, w stanie New Jersey, którego celem będzie zebranie sporej kwoty na badania nad dystrofią mięśniową.

Mimo przeciwieństw stara się żyć pełnią życia. Ma przecież tyle różnych hobby, z których nie chce rezygnować. Uwielbia pływać na łódce i na desce z wiosłem, surfować, wędkować, grać w hokeja i pilotować swój prywatny odrzutowiec! Wierzy w to, że powstrzyma lub znacznie spowolni chorobę, a nawet jeśli mu się to nie uda, to jego walka i tak nie pójdzie na marne i prędzej czy później świat znajdzie na nią lekarstwo.

 

***

Co najbardziej niesamowite, Morgan postanowił dalej grać na PGA Tour, jak długo tylko będzie mógł! W ubiegłym sezonie zagrał w dziewięciu turniejach PGA Tour, przechodząc przez cut dwukrotnie i raz wycofując się po pierwszej rundzie Genesis Open.

W tym roku, w połowie stycznie wystartował na Bahamach, w turnieju inaugurującym sezon Web.com Tour i zajął tam świetną pozycję T24! Właśnie możemy go oglądać w pierwszym w nowym sezonie  występie na PGA Tour, w  Farmers Insurance Open, gdzie identycznie jak Tiger Woods zanotował dwie rundy 70 i z jednym uderzeniem zapasu przeszedł przez cut.

Na początku stycznia ogłosił zaręczyny ze swoją długoletnią miłością – Chelsea Colvard, co jak sam przyznał, odmieniło: „Rok 2018 z najgorszego w absolutnie najlepszy rok mojego życia.”

Wciąż marzy o zwycięstwie …

To prawdziwy Wojownik!

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

*  Artykuł opublikowany w lutym 2018 roku, wkrótce po pierwszych informacjach o chorobie.

 

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający