Morgan Hoffman. US Open, Merion Golf Club 2013. EPA/ERIK S. LESSER Dostawca: PAP/EPA.

Morgan Hoffmann – runda życia.

Był najlepszym amatorem na świecie. Znany był z zastraszająco niskich rundktóre  kiedy przychodziła forma potrafił generować w turniejach PGA TOUR. Wciąż tam nie wygrał i dalej jest to jego wielkie marzenie. Teraz zmaga się z chorobą, na którą współczesna medycyna nie zna odpowiedzi.

Od zawsze był fanatykiem sportu i próbował w zasadzie prawie każdej aktywności sportowej. Jako dzieciak miał bardzo napięty harmonogram. W weekendy trenował od 5 rano hokeja. Po szkole pędził na zajęcia bejsbolowe. Poza tym grał w golfa w każdej wolnej sekundzie. Jego idolami, w których postaci często lubił się wcielać, byli hokeista NHL Scott Stevens, gwiazdor MLB Mariano Rivera oraz oczywiście Tiger Woods! W wyobraźni często grał on soczystego „stingera”, będącego  popisowym zagraniem Tygrysa.

Hoffmann zawsze chciał być zawodowym sportowcem. Długo jednak nie mógł zdecydować się na jedną dyscyplinę. Przez 7 lat grał w hokeja, a przez 6 w baseball. W końcu gdzieś w pierwszej klasie szkoły średniej na zabój pokochał golfa, dla którego całkowicie się poświęcił, wybierając naukę daleko od domu, w International Junior Golf Academy, w Bluffton, w Karolinie Południowej.

Morgan Hoffmann był fantastycznym amatorem. Biły się o niego takie słynne uczelnie jak Stanford, Wake Forest, Duke, Florida State czy UCLA. Każda z nich chciała mieć go w swojej drużynie golfowej. Ostatecznie wybrał ofertę stypendium w Oklahoma State University, gdzie jego kumplami byli: Rickie Fowler, Kevin Tway i Peter Uihlein.

W 2009 roku był członkiem zwycięskich drużyn: Palmer Cup, gdzie wygrał i przegrał po dwa mecze i Walker Cup, gdzie pozostał niepokonany, wygrywając dwa mecze i remisując jeden. W tym samym roku był też przez chwilę numerem jeden na świecie! Poza tym wybierany był też do składu All-American i otrzymał nagrodę Phila Mickelsona dla „świeżynki roku” czyli najlepszego uniwersyteckiego pierwszoroczniaka.

Ponieważ był naprawdę dobry, w 2010 roku postanowił nie kończyć studiów, by jako zawodowiec jak najszybciej móc mierzyć się z najlepszymi. Bardzo szybko dostał się na PGA TOUR, dokąd awansował bezpośrednio po świetnym sezonie 2012 w Web.com Tour, gdzie grając w 13. turniejach ukończył rok na 19. pozycji w rankingu zarobków.

Od 2013 roku gra na PGA TOUR i radzi sobie całkiem nieźle, zarabiając do tej pory w sumie ponad 6 milionów dolarów. W lutym ubiegłego roku był najbliżej swojej wyśnionej wygranej, zajmując wspólnie z Gary Woodlandem 2. miejsce w Honda Classic, tracąc 4 uderzenia do swojego dobrego kolegi Rickiego Fowlera.

Tamta fantastyczna gra podczas Honda Classic teraz wydaje się naprawdę niezwykłym wyczynem. Okazało się, że już wtedy był on od wielu lat chory. Wówczas jednak nie znał jeszcze bezlitosnej diagnozy. Dopiero w listopadzie 2017 roku, dowiedział się co tak naprawdę mu dolega.

W 2011 roku przeglądając się w lustrze, zauważył coś niepokojącego. Jego prawy mięsień piersiowy dość widocznie się zmniejszył. Zaczął robić badania i odwiedzać kolejnych lekarzy, zaglądając nawet do sąsiedniej Kanady. Przez 5 lat stawiano najróżniejsze diagnozy. W tym czasie konsultował się z ponad 25 specjalistami z różnych dziedzin. Tymczasem choroba postępowała, a jednym z namacalnych skutków było np. zwolnienie prędkości jego swingu.

W końcu po wizycie u kolejnego neurologa, tym razem w Nowym Jorku, dostał on skierowanie na badanie krwi. Ponieważ były to bardzo specjalistyczne analizy, wyniki nadeszły dopiero po pół roku. Były dewastujące. Pewnego dnia zadzwonił lekarz i powiedział krótko: „Mamy wyniki. Cierpisz na dystrofię mięśniową.”

Jak wspomina Hoffmann był to dla niego szok: „ Dobrze… co to oznacza? ”

Dystrofia mięśniowa to bardzo podstępna choroba. Jest dziedziczna i powoduje zwyrodnienie tkanki mięśniowej. Zwykle rozwija się niesymetrycznie i w początkowej fazie jest niezauważalna. Wyróżnić możemy kilka jej rodzajów, a ich objawy różnią się od siebie w zależności od obszaru, który dotknęły zmiany i tempa postępowania choroby.

W przypadku Morgana mówimy o dystrofii mięśniowej twarzowo-łopatkowo-ramiennej, zwanej chorobą Landouzy’ego i Dejerine’a. W obecnym stadium objawia się ona u niego zanikaniem prawego i lewego mięśnia piersiowego. Na razie nie wiadomo gdzie choroba zaatakuje w kolejnym etapie. Zwykle ta postać dystrofii charakteryzuje się zanikiem mięśni klatki piersiowej, pleców, szyi, ramion, a czasami również nóg.

Jako sportowiec z krwi i kości był od zawsze wyznawcą zdrowego stylu życia. Odpowiednia ilość snu, brak używek, zdrowa dieta, wypoczynek, harmonijny rozwój całego organizmu. To zawsze było dla niego bardzo ważne.

Teraz postanowił wznieść to wszystko na jeszcze wyższy poziom. Wspólnie ze swoim dobrym przyjacielem Donem Saladino, będącym też trenerem w dziedzinie szeroko pojętego zdrowia,  postanowił na wszystkich frontach walczyć z chorobą, na którą współczesna medycyna nie wynalazła jeszcze antidotum.

Don porównuje organizm swojego przyjaciela do maszyny, z którą trzeba obchodzić się mądrze. Dba on o to, żeby wszystko co zjada i pije Morgan było dla niego dobre i uzasadnione. Jego dieta składa się wyłącznie z żywności organicznej, dużej ilości wody, odpowiednich węglowodanów i białka. Nie znajdziemy tam nabiału, glutenu, ani żadnych innych produktów, które według pana Saladino są nieodpowiednie dla zdrowia Hoffmanna. Zdrowa dieta wspomagana jest dodatkowo odpowiednimi ćwiczeniami oraz codziennymi sesjami w domowej komorze hiperbarycznej.

Morgan planuje teraz zorganizowanie turnieju w swoim rodzinnym Arcola Country Club, w Paramus, w stanie New Jersey. Tym razem celem będzie zebranie sporej kwoty na badania nad dystrofią mięśniową.

Mimo przeciwieństw stara się on żyć pełnią życia. Ma przecież tyle różnych hobby, z których nie chce rezygnować. Uwielbia pływać na łódce i na desce z wiosłem, surfować, wędkować, grać w hokeja i pilotować swój prywatny odrzutowiec! Wierzy w to, że powstrzyma lub znacznie spowolni chorobę, a nawet jeśli mu się to nie uda, to jego walka i tak nie pójdzie na marne. Prędzej czy później świat znajdzie na nią lekarstwo.

Co najbardziej niesamowite Morgan postanowił dalej grać  na PGA TOUR jak długo tylko będzie mógł. Jego celem jest wygranie turnieju i wywalczenie przepustki do gry na kolejny sezon. W swoim pierwszym występie w tym roku, podczas Sony Open nie przeszedł przez cut, rozmijając się z nim o 2 uderzenia.

To oczywiście go nie zatrzyma,  być może nawet wzmocni…

 

To przecież prawdziwy Wojownik!

 

Napisała: Kasia Nieciak

CZYTELNIA
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający