Miguel Angel Jimenez&Rafa Cabrera-Bello. Practice round – 97th PGA Championship. Whistling Straits. 2015. EPA/LARRY W. SMITH Dostawca: PAP/EPA.

Miguel Angel Jimenez – Mechanik potrzebny od zaraz!

Uwielbia palić kosztujące małą fortunę ogromne cygara, upajać się aromatem i smakiem najlepszych win, kolekcjonować ekskluzywne zegarki, a przede wszystkim mknąć krętymi drogami Costa del Sol swoim wystrzałowym Ferrari. Kiedyś przez pół roku pracował jako mechanik w lokalnym warsztacie samochodowym. Teraz zdobył swój pierwszy, seniorski tytuł wielkoszlemowy. 

Jedyny taki. 

Łatwo rozpoznać go już z daleka. Stąpa dumnie i z mnóstwem gracji, jakby płynął kilka centymetrów nad ziemią. Jego charakterystyczna, nienaturalnie wyprostowana sylwetka sprawia wrażenie, że jej właściciel właśnie połknął trzonek 45 – calowego drivera. Elementem podkreślającym umiłowanie wszystkiego co najlepsze jest zaokrąglony brzuszek, dobrze traktowany doskonałą, hiszpańską Paellą i ukochanym winem Rioja. Jego bezcenne stopy pławią się w robionych ręcznie, specjalnie na zamówienie Mistrza, butach Gigi Nebuloni. Całości dopełnia charakterystyczna ruda kitka, wygospodarowana z wściekłej burzy, niemożliwie poskręcanych włosów. Jego unikalna na skalę światową rozgrzewka, wzbudza zdumienie i uśmiech, gdzie tylko pojawi się jej wykonawca. Kiedy szykuje się do strzału, ustawiony jest pewnie jakieś 45 stopni na prawo od celu, a mimo to jego piłki na przekór wszystkiemu i tak lecą tam gdzie on tego chce. Znany jest jako „Mechanik” i jeśli gdzieś w okolicach Malagi rozsypie się komuś samochód, śmiało można u niego szukać pomocy.

Miasto winem płynące

Malaga to piękne miasto, położone nad Morzem Śródziemnym, u podnóża Gór Betyckich, w cudownym regionie Hiszpanii Południowej – Andaluzji. Jest dużym ośrodkiem przemysłowym, jednocześnie dzięki łagodnemu klimatowi, uprawia się tam cytrusy oraz oczywiście … winorośl, z której powstaje owe znane na całym świecie wino. Znajduje się tam też duży port handlowy i rybacki, oraz stocznia i baza marynarki wojennej. Od lat pięćdziesiątych XX wieku rozpoczął się tam gwałtowny rozwój turystyki. Do tej pory Malaga kojarzyć mogła się jako miejsce narodzin takich sław jak Pablo Picasso czy Antonio Banderas. Teraz, powinna być utożsamiana z innym pełnokrwistym Hiszpanem, który przyszedł tam na świat.

Wyjątkowo zdolny caddie

Miguel Angel Jimenez pochodzi z bardzo licznej rodziny, drastycznie zdominowanej przez mężczyzn. Normalnie, posiadanie sześciu braci może być okolicznością delikatnie obciążającą, jednak akurat Miguel miał w całej tej sytuacji sporo szczęścia. Najstarszy z braci – Juan, był profesjonalnym golfistą i pewnego dnia poprosił 14 – letniego Miguela o pomoc w klubie, w którym pracował. Od tamtej pory Angel dorabiał jako caddy w Torrequebrada Golf Club.

Nadmienić trzeba, że były to te mroczne czasy, chyba jeszcze przed inkwizycją, kiedy caddie nie mógł legalnie być golfistą amatorem i grać na polu, na którym pracuje! Oczywiście każdy szanujący się młody człowiek, dorabiający targaniem nieprzyzwoicie ciężkich toreb z kijami, niewiele robił sobie z tej dziwnej reguły, łamiąc ją na potęgę, ćwicząc i grając na polu ile się tylko da, byle nie na oczach szacownych klubowiczów i pionu zarządzającego polem.

Jak łatwo się domyślić, nasz Anioł był jednym z wielu perfekcyjnie omijających zakazy, zwłaszcza po potężnej dawce inspiracji, jaką otrzymał podczas turnieju Spanish Open, rozgrywanego w 1979 roku na jego polu. Obserwowani na żywo Seve Ballesteros, Sam Torrance, czy Sandy Lyle nie pozostawili większego wyboru. Piętnastolatek postanowił pójść w ich ślady!

Dość szybko, bo już w wieku osiemnastu lat, w 1982 roku, przeszedł na zawodowstwo, by po sześciu latach, okraszonych czterema startami w morderczej Q-School, dostać się w końcu do European Tour. Tam z kolei, po czterech latach zmagań, podczas Piaget Belgian Open w 1992 roku, wywalczył swoje pierwsze zwycięstwo wśród elity europejskiego golfa. W sumie zwyciężył w 29 profesjonalnych turniejach, z czego w 21 na European Tour. W  latach w 1998, 1999, 2004 i 2008 plasował się na czwartej, swojej najwyższej pozycji w rankingu Order of Merit.

W 2009 roku, w wieku 45 lat, podczas Open de France dokonał nie lada wyczynu, biorąc udział w swoim pięćsetnym turnieju! Na tysięczny pewnie wcale nie karze nam tak długo czekać. Jest najstarszym w historii zwycięzcą na European Tour, bijąc ten rekord pięciokrotnie, ostatnio w 2014 Open de Espana, w wieku 50 lat i 133 dni!

A, jak Albatros

Mimo wspaniałych wygranych, świetnych rund, nieprzeliczonych doskonałych zagrań, jest coś dzięki czemu przeszedł do historii, dostarczając niemal mistycznego przeżycia swoim fanom.

Albatros! To przy nim niemal każdy Hole in One wydaje się oklepany i pospolity. W dodatku, ten magiczny strzał miał miejsce nie byle gdzie, bo na hiszpańskiej Valderramie, jednym z najwspanialszych pól w Europie. W 1994 roku, podczas finałowej rundy Volvo Masters, mając 194 metry do flagi, Jimenez posłał swoje drugie zagranie wprost do słynnego siedemnastego dołka! Był to pierwszy turniejowy Albatros w historii tego niezwykle widowiskowego dołka.

Drążąc temat Albatrosów, tak naprawdę każdy z nich jest niezwykły. W 2003 roku, na polu Kingsbarns doszło do kuriozalnej sytuacji, kiedy to Lee Westwood i Steen Tinning, jako pierwsi w europejskich rozgrywkach zagrali swoje Albatrosy, podczas tej samej rundy – jeden na dziewiątym, a drugi na trzecim dołku. Mistrzostwo Świata!

Jednak najsłynniejszym z nich jest bezsprzecznie ten z 1935 roku, zagrany czwórką wood, z 212 metrów,  na piętnastym dołku, finałowej rundy Masters. Autorem tego genialnego zagrania, które doprowadziło do dogrywki i wygranej w turnieju, był sam Gene Sarazen.

Wracamy do Angela.

Jak dobrze naoliwiony mechani-zm

Jimenez  pod wieloma względami jest wyjątkowym golfistą. Oprócz bardzo wielu przymiotów, ma jeszcze jedną niezwykłą cechę. Wydaje się, że wraz z upływem czasu jego forma rośnie. Jak sam to ujął: „Jestem jak dobre wino. Im starszy tym lepszy”. Szczególnie widoczne było to podczas rozgrywanego na początku lutego 2010 roku flagowego, turnieju European Tour – Omega Dubai Desert Classic, gdzie w dramatycznej dogrywce 46-letni „El Mecanico” pokonał młodszego o dziewięć lat, zajmującego wtedy trzecią pozycję w rankingu światowym – Lee Westwooda. Pozwoliło mu to wówczas zdobyć dziewiąty tytuł wywalczony po czterdziestce, do którego dołożył jeszcze w tym samym roku dwa, a w następnych latach – trzy kolejne zwycięstwa na European Tour!

Po sukcesie w Dubaju tak tłumaczył kulisy wygranej:„ Nie zrobiłem nic przez zimę, ale za to potem, prawie każdego dnia, przez ostatnie dwa tygodnie byłem na siłowni.” Rozbrajająca szczerość! Czy jest jeszcze jakiś gracz światowego formatu, który odważyłby się przyznać, że zamiast budować formę przed nadchodzącym sezonem, przebimbał całą zimę, trzymając się siłowni z daleka?

Jimenez ma na to swoją oryginalną teorię, tłumaczącą świetną formę i golfową długowieczność: „Zawsze kontroluję, czy mam w diecie dużo dobrej hiszpańskiej oliwy z oliwek, która ma świetny wpływ na utrzymanie zdrowych kości i stawów”. Okazuje się, że proste metody są najskuteczniejsze!

Na swoim koncie ma też rekordową liczbę Hole in One, zdobytych na European Tour. Magiczna liczba wynosi … dziesięć (!) i po prostu musi to mieć jakiś tajemniczy związek z popijaniem drogocennej oliwy!

Ryder Cup

Jeden z najważniejszych momentów jego kariery miał miejsce, kiedy Seve Ballesteros – kapitan drużyny europejskiej z 1997 roku,  poprosił go, aby został nie grającym wicekapitanem i pomógł poprowadzić Europę do, jak się później okazało, niezwykle emocjonującego zwycięstwa, na dobrze mu znajomej Valderramie. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiał w mig, że nie ma niczego, czego pragnąłby bardziej niż gra w Ryder Cup.

Marzenie spełnił już dwa lata później. W sumie podczas czterech występów, on i jego drużyna doświadczyła całego spektrum emocji. Od traumatycznej, jednopunktowej porażki, okraszonej dzikim dopingiem fanatycznych, amerykańskich kibiców w Brooklinie, w 1999 roku, przez demolujące zwycięstwo pod wodzą Bernharda Langera, w 2004 roku, na polu Oakland Hills, gdzie na jego życzenie zaopatrzono pokój odpraw drużyny europejskiej w wino Rioja, ekspres do kawy i zapas cygar. Była też wysoka porażka w 2008 roku, w Valhalla Golf Club, pod dowództwem Nicka Faldo oraz jednopunktowa wygrana na szkockim Celtic Manor, dwa lata później, pod batutą Colina Montgomeriego.

W przeciwieństwie do słynnych hiszpańskich torreadorów, takich jak Ballesteros, Olazabal i Garcia, jego dorobek w Ryder Cup, nie jest szczególnie imponujący. Do tej pory w piętnastu rozegranych meczach, zwyciężył cztery razy, przegrał w ośmiu, a zremisował w trzech. Może jeszcze kiedyś poprawi ten rekord?

Szlem

W swojej dotychczasowej karierze dziewięciokrotnie plasował się w pierwszej dziesiątce turniejów wielkoszlemowych, a najlepszym wynikiem było dzielone drugie miejsce, wspólnie z Ernie Elsem, podczas US Open w 2000 roku! Pech chciał, że ten fantastyczny z jego punktu widzenia występ, dość skutecznie przyćmiony został przez Tigera Woodsa, grającego wtedy golf z zupełnie innej galaktyki, który w swoim trzecim wygranym Szlemie, okazał się lepszy od panów: „Mechanika” i „Big Easy” o demoralizujące – piętnaście uderzeń!

Dzisiaj, 54 – letni Jimenez występuje głównie na PGA TOUR Champions, gdzie kiedyś brylujący na golfowych arenach gwiazdorzy, odnajdują swoją drugą młodość, wzbudzając nieustannie wielkie emocje i uwielbienie. Wszystko dzięki wciąż niesamowitej grze i aurze, która ich otacza. PGA TOUR Champions, ma również swoje turnieje wielkoszlemowe, których jest aż pięć. Pierwszym Majorem sezonu, w wersji 50+ (nie mylić z 500+)  jest rozgrywany od 1989 roku – The Tradition, obecnie figurujący jako Regions Tradition. To właśnie tam zwyciężył „Mechanik”, grając trzy birdie na ostatnich sześciu dołkach, zostając też pierwszym w historii Hiszpanem, który triumfował w turnieju wielkoszlemowym PGA TOUR Champions! Trzy uderzenia za nim kończyli Gene Sauers, Joe Durant i Steve Stricker, który wciąż potrafi nieźle namieszać w regularnych turniejach PGA TOUR.

Zaraz po wygranej, dobry Amigo – Jose Maria Olazabal, podbiegł do niego i zaczął go podrzucać, dając upust nieskrywanej hiszpańskiej radości, po zwycięstwie przyjaciela, który po chwili, z wrodzoną skromnością tak wszystko skomentował:„ To był wspaniały tydzień. Moja gra była naprawdę niesamowita!”

Cały Miquel. Cały on!

 

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

* Artykuł powstał w 2010 roku do jednego z ostatnich wydań Golf 24 Magazine – tuż przed jego transformacją w Golf&Roll. Piękne czasy! Publikacja uaktualnionego tekstu za zgodą redakcji G&R.

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający