Keegan Bradley. 2016 Masters Tournament. Augusta National EPA/ERIK S. LESSER Dostawca: PAP/EPA.

Keegan Bradley – wojownik wraca do gry!

Jest kontrowersyjny niczym pizza z ananasem. Wciąż używa długiego puttera i zdarzało mu się pluć kompulsywnie podczas rund golfa. Jego demoniczne spojrzenie wprawia w stan głębokiej hipnozy, a żółwie tempo gry doprowadza do furii. Ma mnóstwo fanów i pewnie tyluż zajadłych krytyków. Kiedy jako dwudziestoczterolatek wygrywał swój pierwszy Major był debiutantem na PGA TOUR i był to pierwszy turniej wielkoszlemowy, w którym w ogóle wystąpił!

Rodzinny interes

Keegan Hansen Bradley urodził się 7 czerwca 1986 roku w małym, amerykańskim miasteczku o kolorowo brzmiącej nazwie – Woodstock, w malowniczym stanie Vermont. Poza sławną nazwą miejsca swoich narodzin miał też bardzo sławną ciotkę – Pat Bradley, członkinię World Golf Hall of Fame i zwyciężczynię 31. turniejów LPGA Tour, w tym sześciu Majorów! Jego tata – Mark również był profesjonalnym golfistą, jednak w przeciwieństwie do siostry nie specjalizował się w wygrywaniu turniejów, a skupiał się na  pracy w lokalnym klubie golfowym. To właśnie on, a nie słynna ciotka, miał największy wpływ na edukację golfową Keegana.

Każdego lata, już od siódmego roku życia, mały Keeguś nie odstępował ojca na krok, podążając za nim co ranek na pole. Jak wspomina Mark: „Byłem szczęściarzem mogąc zabierać ze sobą syna do pracy i mieć go blisko siebie. Był bardzo dobrym dzieciakiem. Nigdy nie zrobił niczego co sprawiłoby mi kłopot. Wszystko, czym był zainteresowany to bezustanny trening i gra. ”

 

 

Kiedy nadchodziła zima, a w górzystym Vermont nadchodziła bardzo wcześnie,  Keegs oddawał się innej wielkiej pasji – narciarstwu. Całymi dniami ścigał się zapamiętale z innymi uzdolnionymi juniorami na boskich stokach Vermont, wykazując talent pozwalający realnie rozważać profesjonalną karierę również w tej dziedzinie. W wieku trzynastu lat miał już zerowy handicap w golfie i podobnie wysokie umiejętności narciarskie. Nie tracił czasu na rozważania, co było dla niego większą frajdą. Chłopak z gór po prostu kierował się zmianą pór roku, szalejąc na nartach zimą i grając w golfa kiedy tylko topniały śniegi. Tak było do pewnego wyjątkowo mroźnego dnia, kiedy na jednym ze szczytów przemarznięty nastolatek zdecydował, że jego przyszłością jest golf. Od tego czasu  ćwiczył jeszcze więcej, a ściągnięcie go z pola nawet siłą stało się zupełnie niemożliwe. Kiedy  lekko zaniepokojony tym ojciec zapytał syna czy ten mógłby zrobić sobie chociaż jeden dzień przerwy, zirytowany nastolatek odparł poważnym tonem:” Tato, zrób mi przysługę i nie mów tak do mnie nigdy więcej. Nie chcę robić niczego innego. Chcę grać w golfa.” Taka determinacja już wkrótce zaczęła przynosić efekty.

Jak hartowała się stal

Kiedy był nastolatkiem jego rodzice rozstali się. Ojciec przeniósł się do  sąsiadującego z Vermont stanu Massachusetts, gdzie rozpoczął pracę w  Hopkinton Country Club. Keegan wkrótce  do niego dołączył. Przez pierwszy rok mieszkali w prawdziwie spartańskich warunkach, w małej przyczepie kempingowej: „ To było jakby wzięte prosto z filmu. Tata ma 1.93 centymetrów wzrostu, a my mieszkaliśmy w małej przyczepie z piętrowym łóżkiem. On spał na dolnym piętrze tego łóżka, a ja na rozkładanym stole kuchennym otoczonym poduszkami. Poza tym korzystaliśmy z publicznej toalety i łazienki .” Mimo wszystko Keegan najwyraźniej nie ma złych wspomnień: „ Teraz już chyba nie byłbym w stanie tak egzystować. Pamiętam jak pewnej nocy nie działała klimatyzacja i było tak gorąco, że wyniosłem się do samochodu. Jednak nie wspominam tamtych czasów  jako coś złego. Kochałem takie życie.”

 

 

Mimo nie najłatwiejszych warunków bytowych Keegan trenował i uczył się w Hopkinton High School, gdzie radził sobie zdecydowanie nie najgorzej. Zdobył tam między innymi Mistrzostwo Stanu i to zarówno drużynowe jak i indywidualne. Podczas ostatniego roku nauki był kapitanem drużyny i zdobywcą tytułu Golfisty Roku Stanu Massachusetts. Dwukrotnie wybierano go MVP drużyny golfowej i czterokrotnie narciarskiej. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia na St.John’s University w Nowym Jorku, gdzie zwyciężył w dziewięciu (!) turniejach uniwersyteckich. Uczelnia bez tradycji golfowych skusiła go głównie lokalizacją w legendarnej dzielnicy Queens i bliskością pola Bethpage Black, dwukrotnie goszczącego US Open. W 2008 roku, zaraz po ukończeniu studiów, Keegan postanowił przejść na zawodowstwo, z miejsca wchodząc na błyskawiczną  ścieżkę kariery golfowej.

Zaczęło się od roku zmagań na skromnym Hooters Tour. Stamtąd przeskoczył do dużo poważniejszego Nationwide Tour. Świetna gra pozwoliła mu ukończyć rok 2010 na czternastej pozycji w rankingu, dającej bezpośredni awans do królestwa PGA TOUR  w roku kolejnym. Dalszy rozwój wypadków co wrażliwszych obserwatorów mógł wprawić w osłupienie.

Szlem błyskawiczny 

Jak długo można czekać na swój pierwszy Major? Dla przykładu Phil Mickelson, przed tą doniosłą chwilą miał w dorobku 22 zwycięstwa w PGA TOUR i 46 startów w turniejach wielkoszlemowych, sięgnął po pierwszą Zieloną Marynarkę w wieku 33 lat! To i tak pestka w porównaniu z wyczynami innych niezniszczalnych.

Tom Kite, który po 67 bezskutecznych próbach wyrwał wreszcie swój jedyny US Open, miał na karku solidne 42 lata i 16 wygranych w PGA TOUR. Mark O’Meara dzierżył 14 wygranych PGA TOUR, kiedy za 57 podejściem, w wieku 41 lat zwyciężył w Masters. Legendarny Ben Hogan swojego pierwszego Szlema zdobył osiem lat po pierwszym turniejowym triumfie, zwyciężając w PGA Championship, w wieku 34 lat.

Statystyki są oczywiste. Wygranie pierwszego Majora musi zająć trochę czasu. Czy aby na pewno? Niekoniecznie! Keegan Bradley, niczym golfowy Chuck Norris po pierwszego Szlema sięgnął w pierwszym  sezonie gry na PGA TOUR, mając na koncie tylko jedną wygraną w tychże rozgrywkach. Nigdy wcześnie nie grał w turnieju wielkoszlemowym, co w historii golfa miało miejsce tylko dwukrotnie. W 1913 roku, kiedy to po polach biegały jeszcze Tyranozaury,  Francis Ouimet wygrał za pierwszym razem w US Open, a w 2003 Ben Curtis został triumfatorem The Open.

Jak łatwo przewidzieć styl w jakim Bradley odniósł swoje wielkie zwycięstwo, również nie mógł być banalny. Wchodząc na tee piętnastego dołka rundy finałowej, tracił on do prowadzącego Jasona Dufnera dwa uderzenia. Wkrótce sytuację znacznie pogorszył chip, który ewidentnie wymknął się spod kontroli, a piłka rozpędzając się na szybkim jak linoleum grenie, wtoczyła się do wody. Zamiast powtarzać chip z tego samego miejsca, postanowił cofnąć się na fairway do strefy upuszczania piłki, skąd zagrał półtora metra od flagi, nie trafiając następnie do dołka. Efektem był soczysty „tripel”, który wydawał się przekreślać jakiekolwiek szanse na wygraną.

Czekający na swoją kolej i obserwujący z góry całą sytuację  Dufner w tym momencie prowadził już pięcioma uderzeniami, ale postanowił zbytnio nie ułatwiać sobie życia i zagrał … prosto do wody. Za chwilę trafił kilkumetrowego putta na bogeya, częściowo ratując sytuację. Cztery uderzenia przewagi na trzy dołki do końca wydawały się dość bezpieczną przewagą.

Nie w tym przypadku!

Dwa kolejne birdie Bradleya przeciwko dwóm bogeyom Dufnera przetasowały klasyfikację na tyle, że na siedemnastce mieliśmy już idealny, okrągły remis. Na osiemnastym dołku sytuacja nie zmieniła się i obaj gladiatorzy udali się na trzy dołki dogrywki, w której lepszy o jedno uderzenie okazał się Keegan Bradley, zostając tryumfatorem 93 PGA Championship i zarazem pierwszym graczem w historii, który zwyciężył w Wielkim Szlemie używając długiego puttera.

Już po wygranej, stojąc na osiemnastym greenie powiedział wzruszony: „To dla mnie spełnienie marzeń. Ciągle nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. ” Później, kiedy  pośród setek sms-ów, które dostał tego dnia odnalazł też ten od swojego idola, legendy futbolu amerykańskiego – Toma Brady, powiedział zdezorientowany do otaczających go przyjaciół:„ Żartujecie sobie ze mnie? Jeśli któryś z was to napisał, zabiję! Nie żartuję! ” To jednak nie był kawał.

Wkrótce miało spełnić się jego inne, wielkie marzenie.

Debiutant

Po fantastycznym 2011 roku, okraszonym tytułem Debiutanta Roku, pierwszym Szlemem, piątym miejscem w rankingu FedexCup, zarobionymi prawie czterema milionami dolarów, zwycięstwami w Byron Nelson Championship, PGA Grand Slam of Golf i Franklin Templeton Shootout, przyszła pora na deser – debiut w drużynie Ryder Cup. I nie był to taki sobie debiut!

Jako mentora dostał z przydziału samego Phila Mickelsona, który w Pucharze Rydera tradycyjnie opiekuje się debiutantami. Kiedyś byli to między innymi Anthony Kim, Hunter Mahan i Dustin Johnson. Teraz Phil i Keegan stworzyli przerażający duet, który w trzech kolejnych meczach przemielał  przeciwników.

 

 

W piątkowy poranek na ruszt poszli Sergio i Luke, z którymi Amerykanie rozprawili się 4&3. Po południu nieco delikatniej potraktowani zostali Rors i G-Mac, którzy przegrali zaledwie 2&1. Jednak w sobotni poranek zabójczy duet rozniósł 7&6 doświadczoną parę Westwood/Donald, wyrównując jednocześnie rekord najwyższej wygranej w meczu parami, w historii Ryder Cup. I chociaż foursome raczej nie należy do najłatwiejszych formatów, Amerykanie na dwunastu dołkach zagrali (-6), przy +2 rywali.

W sobotę nie przegrali ani jednego dołka! We wszystkich trzech meczach, rozegrali w sumie tylko 44 dołki, wygrywając 18 z nich i przegrywając tylko 5. Mickelson, którego dotychczasowe statystyki meczów parami  nie wyglądały za różowo bardzo chwalił swojego młodszego kolegę: „ On grał najlepszy możliwy golf, a partnerowanie mu było wspaniałym doświadczeniem. ”

 

 

Mimo dzikiej skuteczności kapitan Davis Love nie wystawił ich do czwartego wspólnego meczu trzymając się kurczowo swojej złotej zasady, nie wypuszczania  swoich graczy do pięciu meczów. Zapewne potem trochę żałował tej decyzji zwłaszcza, że w niedzielnych singlach zarówno Keegan jak i Phil swoje mecze przegrali. No, ale któż mógł przypuszczać, jak szalona to będzie niedziela?

Spiesz się powoli?

Jest ich wielu. Do ścisłej elity należą np.: Ben Crane, Kevin Na, Jason Day, Trevor Immelman, Sergio Garcia i niestety … Keegan Bradley. To jedni z najwolniejszych golfistów świata. Przynajmniej w zawodowym światku. Absolutna śmietanka.

Znacznie różnią się między sobą, jednak jest coś co ich łączy: kiedy oglądasz ich w akcji możesz stracić cierpliwość. Każdy z nich jest wolny na swój sposób. Ben, Jason i Trevor są po prostu powolni w każdym możliwym aspekcie. Drobiazgowo czytają greeny, robią po sto próbnych zamachów, wieki całe naradzają się ze swoim caddym, itp. Klasyczne przypadki.

Natomiast Sergio, Kevin i Keegan to prawdziwe perły!

Sergio w pewnym momencie swojej kariery wpadł w nawyk obsesyjnego, czasami ponad dwudziestokrotnego chwytania i puszczania uchwytu kija, zanim zdecydował się wreszcie na strzał. Na szczęście już zwalczył ten problem i od tej pory wypadł z elitarnego grona spowalniaczy, a nawet śmiało można powiedzieć – mknie jak strzała.

 

 

Kevin miał całkiem podobny problem, ale na znacznie większą skalę. On po prostu nie mógł rozpocząć swingu. Zwyczajnie się zawieszał. Jak Windows. Stawał nad piłką, robił niezliczoną liczbę próbnych zamachów, micro machnięć, „waggli”, ale za żadne skarby nie mógł uderzyć w piłkę. Czasami mijały dwie długie minuty nim wreszcie brał się w garść, resetował i grał. Zdarzało się nawet, że sfrustrowany pokrzykiwał sam na siebie, albo robił pusty zamach nad piłką. To był naprawdę przykry widok oglądać jego zmagania z własnymi demonami. Teraz poradził sobie z tą dziwną przypadłością. Dalej jednak jest niespieszny, głównie przez drobiazgową procedurę i generalną niechęć do pośpiechu.

 

 

Keegan dla odmiany wpada w przedziwny, irytujący trans, zawierający w sobie cały zespół najdziwniejszych ruchów i przyruchów. W pewnym momencie swojej kariery, gdy wydawało się, że jest już gotowy do uderzenia zaczynał nawet … spluwać i popluwać. Lubił odejść od piłki, sprawdzić linię, znowu stanąć nad piłką, zakręcić kilkukrotnie kijem, pobujać się do przodu i do tyłu, wykonać ponownie jedno lub dwa splunięcia, by wreszcie zagrać. Ciekawe jest to, że podobno nie zdawał sobie z tego sprawy. Tak tłumaczył to kiedyś na Twitterze:„ To jest jak odruch i nawet nie wiem, że to robię. Dawne przyzwyczajenie, które muszę pokonać.” Owszem udało się. Nie spluwający Keegs dalej jednak zdecydowanie do szybkich nie należy, a jego przedziwna rutyna przed uderzeniem potrafi przyprawić o ból zębów, dalej jest niepowtarzalna, stale ewoluuje i wciąż nie jest szybka.

 

 

BMW Championship

Jego ostatnie zwycięstwo miało miejsce sześć lat temu, jeszcze zanim został mężem i tatą. Triumf w tegorocznym BMW Championship, przedostatnim turnieju FedEx Cup Playoffs, był pierwszym, który oglądała jego żona i pewnie jeszcze nie do końca potrafiący docenić całą sytuację synek.

Czwarta wygrana Bradleya na PGA Tour, pierwsze zwycięstwo od czasu WGC – Bridgestone Invitational i pierwszy od pięciu lat awans do TOUR Championship nie przyszły łatwo. Potrzebna była dogrywka, w której par na 73 dołku wystarczył do pokonania Anglika – Justina Rose’a. Keegan, który przed turniejem zajmował 52. pozycję w rankingu FedEx Cup, wdrapał się błyskawicznie na miejsce szóste! „To jest po prostu niesamowite. To była ciężka droga powrotna.” Jego finałowa runda 64, rozgrywana ze względu na fatalną pogodę dopiero w poniedziałek, wyrównała najniższy rezultat dnia, a cały turniej ukończony z wynikiem 20 uderzeń poniżej par, był najniższym rezultatem w historii tego turnieju.

Było to też jego pierwsze zwycięstwo od czasu zmiany reguły dotyczącej sposobu używania długich putterów. Bradley wygrał wcześniej trzykrotnie. Zmiana dotycząca zakazu opierania puttera, zupełnie wybiła go z rytmu. Nic dziwnego. Wcześniej zawsze puttował długim putterem, zawsze opierając go o brzuch. Inaczej po prostu nie potrafił, a przynajmniej nie robił tego skutecznie. Jakby tego było mało także jego swing uległ rozsypce. Kiedy wreszcie poskładał go w spójną całość, mógł zająć się również puttingiem, co wkrótce przyniosło rezultaty, a Keegan zajął nawet szóste miejsce w tym turnieju, w kluczowej statystyce na greenach.

Bardzo cenne zwycięstwo nie dało mu jednak jednego. Jim Furyk, kapitan amerykańskiej drużyny Ryder Cup pozostał niewzruszony nagłą zwyżką formy i nie nagrodził jego popisów ostatnią Dziką Kartą, jaką miał do przyznania. Niestety nie zobaczymy więc Keegsa w jego trzecim występie w Ryder Cup, na Le Golf National.

Zobaczymy go za to w Wielkim Finale PGA TOUR, podczas Tour Championship!

 

Kto wie, może pomknie po kolejną wygraną …

 

***

Napisała: Kasia Nieciak

 

* Artykuł opublikowany po raz pierwszy na łamach magazynu Golf&Roll. Uaktualniony i za zgodą redakcji G&R trafia na naszą stronę.

GOLF NA ŚWIECIE
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający