Mateusz Gradecki. NEW GOLF Matchplay Championship 20118. Fot: Matthias Lettenbichler / Pro Golf Tour

Mateusz Gradecki i historyczna wygrana!

Na Gradiego zawsze można liczyć. Jeśli mamy zły humor, najlepiej zadzwonić do niego i zrobić z nim szybki wywiad. Efekt murowany! Nastrój gwałtownie się poprawia. Zwłaszcza wtedy, kiedy nasz bohater rozpoczyna wyważone świętowanie pierwszego zwycięstwa na Pro Golf Tour …

Mateusz Gradecki na naszych oczach otworzył nową kartę w historii polskiego golfa, kiedy w  rozgrywanym w ramach ligi Pro Golf Tour turnieju NEW GOLF Matchplay Championship, pokonał w finale Francuza Baptiste Acharda.

Jak czuje się pierwszy polski zwycięzca turnieju zaliczanego do Official World Golf Ranking? Odpowiedź nadchodzi szybko, jest konkretna i wyczerpująca: „Spoko.” Dopytywany czy jego dobry kolega – Adrian Meronk gratulował wygranej, odparował z przekornym uśmiechem: „Adrian dzwonił od razu, gratulował i pytał o wskazówki.”

On dopiero się rozkręcał …

Mateusz rozegrał znakomite zawody, przechodząc jak burza przez dwie pierwsze rundy strokeplay. Po dwóch dniach wykręcił 14 (!) uderzeń poniżej par i prowadził z przewagą czterech uderzeń nad następnym zawodnikiem. Zagrał przy tym niesamowitą liczbę … 15 birdie!

„Wielką formę czułem już przed turniejem. Pojechałem tam ze świadomością, że jest dobrze. Nie tylko z grą. Byłem świetnie nastawiony psychicznie. Pracowałem z psychologiem  – Darkiem Nowickim. Na turniej pojechałem z Pawłem Stadniczenko, który na co dzień zajmuje się głównie przygotowaniem motorycznym tenisistów. Jest też takim moim mentorem, który świetnie nastawił mnie psychicznie i zbudował pewność siebie, co później doskonale wpłynęło na wyniki. Był też moim caddym w tym turnieju. Najśmieszniejsze jest to, że podczas pierwszej rundy, Paweł był drugi raz w życiu na polu golfowym. Mimo to, odnajdywał się tam bardzo dobrze i szliśmy razem jak burza. Niestety jest bardzo zajęty, podróżując na różne turnieje ATP, więc pewnie nie będzie miał zbyt wiele czasu na nasze wspólne występy. Jeśli nadarzy się taka okazja, to bardzo chętnie zabiorę go ze sobą.”

Najbardziej elektryzującym momentem było pierwsze dziewięć dołków turnieju, kiedy to Gradeusz zagrał kosmiczne 7 uderzeń poniżej par, trafiając 5 birdie i eagla! Pytany jak tego dokonał, odpowiedział w typowym, lakonicznym stylu: „Zagrałem dwa pary.” Drążąc nieustępliwie temat, udało się z niego wyciągnąć coś jeszcze: „Był też eagle na czwórce, po drivie pod sam green i trafieniu prostego chip ina.” Po klasycznym pytaniu o liczbę puttów, Gradi zaczął głośno liczyć, po czym stwierdził: „Nie wiem, to trudne pytanie, ale było ich niewiele.”

 

Czteropunktowe prowadzenie po dwóch dniach gry, akurat w tym turnieju nie oznaczało wiele, poza demonstracją siły i zaznajomieniu innych graczy z aktualną formą. Od następnego dnia rozpoczynała się bowiem faza meczowa i 32 graczy, którzy do niej awansowali, grało praktycznie od nowa, korzystając ewentualnie z dobrego rozstawienia w drabince turniejowej.

 

 

To akurat nie do końca zdarzyło się w przypadku Wrocławianina: „Trafiłem na tę cięższą stronę drabinki i miałem bardzo dobrych przeciwników, którzy byli w rankingu wyżej ode mnie. Skupiłem się jednak na swojej grze i nie zwracałem na to uwagi.”

Rzeczywiście, Mateusz również w fazie meczowej grał dość dynamicznie, pokonując kolejnych przeciwników – najpierw trzech reprezentantów gospodarzy: Daniela Wunche, Jonasa Kolbinga i Martina Keskari. Tylko pierwszy z tych meczów dotrwał do ostatniego, dziewiątego dołka. Dwa kolejne były dość szybkie, wygrane 3&2 i 2&1.

W półfinale na drodze Polaka próbował stanąć Czech – Ondrej Lieser jednak i z nim sprawy potoczyły się błyskawicznie, a Mateusz zwyciężył 3&2, dzięki czemu miał trochę więcej odpoczynku przed meczem finałowym. Finał z Francuzem był zaledwie jego drugim pojedynkiem dnia, rozstrzygniętym dopiero na dziewiątym dołku: ” To był bardzo trudny mecz. Dopiero birdie na dwóch ostatnich dołkach dały mi zwycięstwo.”

 

 

Za swoją wygraną otrzymał 5400 punktów rankingowych, tak potrzebnych pod koniec sezonu. Mateusz cały czas utrzymuje się w czołówce Order of Merit, gdzie przed turniejem w Neu Ulm zajmował 8 miejsce. Po zmaganiach wskoczył na pozycję czwartą. Tymczasem, nagrodą dla najlepszej piątki graczy po zakończeniu sezonu Pro Golf Tour jest przepustka do przyszłorocznego European Challenge Tour – drugiej ligi europejskiego golfa.

 

 

Pytany o niedawny, chwilowy spadek formy, wyjaśnił: „Forma jest w zasadzie cały czas. Słabe wyniki wynikają tylko ze słabszego puttowania. Tak było np. w Czechach, kiedy nie przeszedłem w Pradze przez cut turnieju European Tour. Grałem wtedy praktycznie tak jak teraz. Różnica w golfie między przejściem, a nie przejściem przez cut, to naprawdę niuanse. W moim przypadku winny zwykle jest wspomniany putting.”

W tegorocznych rozgrywkach Pro Golf Tour do rozegrania pozostaje tylko jeden turniej, rozpoczynający się 24 września. To może być prawdziwa batalia! Najbliższa impreza, w której wystąpi ProMateusz to pierwszy etap European Tour Q-School, rozgrywany w Niemczech. Potem dopiero nastąpi walka w finałowym turnieju Pro Golf Tour o pełną kartę na Challenge Tour.

Pod koniec rozmowy nasz zwycięzca dodał: „Tylko dodaj jeszcze, że to wszystko przez Tomka i Mateusza Bochnackich. Kiedyś ich poznasz – to zrozumiesz. Po czym wysłał selfie z tajemniczymi BBBrothers.

I świętował dalej.

 

 

G R A T U L A C J A ! ! !

 

#GoGradi!

 

Zdjęcie Mateusza: Matthias Lettenbichler / Pro Golf Tour

Dopytała i napisała: Kasia Nieciak

Odpowiadał i pstrykał selfie: Mateusz Gradecki

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający