Kapitan Corey Pavin i Tiger Woods. Ryder Cup, Celtic Manor, Walia. 04. 09. 2010. EPA/GERRY PENNY Dostawca: PAP/EPA.

Corey Pavin – mały wielki człowiek.

Niewielki wzrostem, wielki duchem. Prawdopodobnie najkrócej uderzający gracz od czasów, kiedy w golfa grało się jeszcze piłkami wypełnionymi pierzem. Po dziesięciu latach milczenia, 242. turniejach bez zwycięstwa, Corey Pavin dał o sobie znać ponownie w 2006 roku, wygrywając swój 15. tytuł PGA TOUR. Już bez charakterystycznego, zadziornego wąsa, za to z tą samą oszałamiającą krótką grą, celnością najlepszego snajpera i dwusetną pozycją w statystykach długości uderzenia, pokazał jak powinien wyglądać widowiskowy powrót po latach.

I zrobił to w wielkim stylu  

Jako 162 gracz w rankingu światowym nasz bohater na pewno nie był faworytem rozgrywanego w Milwaukee – U.S. Bank Championship zwłaszcza, że jeszcze ani razu w tamtym roku nie ukończył żadnego turnieju nawet w pierwszej dziesiątce, a przez cut udało mu się przejść w ośmiu z szesnastu występów!

Tym razem było inaczej, a ostre strzelanie rozpoczęło się już w czwartek, kiedy natchniony Corey potrzebował 26 (!) uderzeń na ukończenie pierwszej dziewiątki! Ten wynik naprawdę był niebywały! To mniej więcej tak jakby przebywający już na sportowej emeryturze Usain Bolt wrócił do gry i przebiegł setkę poniżej dziewięciu sekund! Wtedy  zaledwie czterem graczom w historii  udało się zagrać dziewięć dołków w 27 uderzeniach. Teraz lista ta powiększyła się do 11. nazwisk, ale nikt nie powtórzył wyniku Pavina!

Osiem uderzeń poniżej par na dziewięciu dołkach !!! Dziesięć puttów! 6 birdie z rzędu na początek rundy! Niesamowite! Można nawet troszkę spekulować i myśleć co by było gdyby pan Pavin kontynuował swoją zabójczą passę na kolejnych dziewięciu dołkach. To oczywiście czysto teoretyczne rozważania, ale z matematycznego punktu widzenia powinien zakończyć rundę z wynikiem 52 uderzeń! Niestety matematyka ma się nijak do golfa i druga część pola nie okazała się już tak szczęśliwa, a wystrzelany z całej amunicji Pavin zagrał zaledwie jeden birdie i osiem parów, kończąc dzień z wynikiem 61 uderzeń.

W kolejnych dniach również radził sobie całkiem dobrze. Druga runda 64 pozwoliła wyrównać dotychczasowy rekord uderzeń  po dwóch dniach gry – 125, należący do: Toma Lehmana, Billy Mayfaira i Tigera Woodsa. Dalej też było ciekawie, zwłaszcza po bardzo widowiskowym niedzielnym eagle zagranym długim ironem na ósmym dołku par 4. Od tej pory Pavin miał już para na każdym następnym dołku i z wynikiem 67 pokonał Jerrego Kelly dwoma uderzeniami. Było to jego pierwsze zwycięstwo od rozgrywanego w 1996 roku Colonial Open i drugie w karierze zdobyte w Milwaukee.

Powrót do przeszłości

Corey Pavin urodził się 16. listopada 1959 roku w Oxnard w Kalifornii. Przygodę z golfem rozpoczął już w wieku sześciu lat, towarzysząc swoim dwóm starszym braciom w wizytach na polu. W tym czasie nie traktował golfa zbyt poważnie i do piętnastego roku życia miał może jakieś 5 formalnych lekcji golfa.

Dopiero w wieku lat piętnastu trafił pod skrzydła swojego pierwszego poważnego trenera – Bruce’a Hamiltona, z  Las Posas Country Club. W tym czasie zaczął robić gwałtowne postępy, wygrywając w wieku siedemnastu lat Los Angeles City Men’s Golf Championship, stając się tym samym najmłodszym zwycięzcą tego turnieju w jego sześćdziesięcioletniej historii.

Następnym trenerem był Eddie Merrins, na słynnym uniwersytecie UCLA, gdzie Corey objęty był stypendium golfowym. Pod jego skrzydłami już na drugim roku nauki znalazł się on w pierwszej drużynie All American i wygrał 6 turniejów. Co najciekawsze podczas swojego debiutanckiego roku nie wygrał absolutnie niczego i nawet tymczasowo poświęcił się roli caddiego!

Na swoim ostatnim roku na uczelni dla odmiany był już prawdziwym terminatorem, wygrywając pięć turniejów i zdobywając w 1982 roku tytuł Uniwersyteckiego Gracza Roku.

Już wtedy znany był ze swojego raczej trudnego do okiełznania temperamentu, który często przysparzał mu kłopotów. Podczas swoich ostatnich rozgrywek uniwersyteckich – NCAA  Championship, po złym starcie w pierwszej rundzie mistrzostw i zagraniu beznadziejnego jego zdaniem wyniku 74 – cisnął nie podpisaną przez markera kartę wyników na stolik sędziowski, w ten sposób dyskwalifikując się w turnieju.

Zawodowiec

Po ukończeniu studiów, w 1982 roku przeszedł na zawodowstwo i wyjechał na światowe wojaże, wygrywając 5 tytułów w dość odległych zakątkach globu: Europie, Afryce Południowej i Nowej Zelandii.

W 1984 roku zakwalifikował się do PGA TOUR, grając w finałowej rundzie Q-School imponujące 66 uderzeń. W swoim pierwszym roku występów wygrał od razu swój pierwszy tytuł PGA TOUR – Houston Coca Cola Open, pokonując we wspaniałym stylu lokalnego faworyta Johna Mahaffeya.

Przez następną dekadę  niemal każdego roku wygrywał przynajmniej jeden turniej na PGA TOUR lub za granicą, a sezon 1991 ukończył na pierwszej pozycji w rankingu zarobków najlepszej golfowej ligi świata! Nawiasem mówiąc był on też ostatnim graczem w historii, który dokonał tego wyczynu zarabiając mniej niż milion dolarów. Od tamtej pory pozycja ta należy się już wyłącznie milionerom lub multimilionerom. Trzykrotnie był członkiem drużyny Ryder Cup w latach 1991,1993 i 1995, a drużyny Presidents Cup dwukrotnie, w 1994 i 1996 roku. Wygrał w sumie 28 turniejów na całym świecie!

US OPEN

Kulminacyjnym punktem w jego karierze  było zwycięstwo z 1995 roku w US Open. Wspaniałe uderzenie czwórką wood na otoczony bunkrami osiemnasty green pola Shinnecock Hills uznawane jest za jedno z najlepszych w historii US Open.

Grając wówczas w grupie przed Gregiem Normanem, za wszelką cenę chciał utrzymać jednopunktowe prowadzenie. Do zagrania było prawie 210 metrów i drobny Corey dosłownie musiał wyskoczyć z butów, żeby się tam dostać. Ten strzał po prostu musiał być idealny. Tak też się stało! Piłka zagrana delikatnym draw na znajdujący się po lewej stronie green spadła miękko na fringe, potoczyła przez green  i zatrzymała półtorej metra od dołka. W tym momencie wiedział już, że wygrał najważniejsze dla każdego Amerykanina mistrzostwa. Dwa putty, dały mu dwupunktowe zwycięstwo nad Gregiem Normanem, który tradycyjnie nie wytrzymał presji i w tym samym czasie zagrał bogeya na dołku siedemnastym.

Rok po triumfie w US Open wystąpił w kultowym „Tin Cup”, gdzie zwracając się do samego Freda Couples, wygłosił  swoje słynne zdanie, nawiązujące do zwycięstwa w Shinnecock Hills: „ Aż trudno uwierzyć, że nazwisko faceta znanego jako „Cynowy Puchar” może znaleźć się obok mojego na tym trofeum .”

Po największym zwycięstwie w karierze rozpoczął się powolny spadek w rankingach, a po wygraniu w 1996 roku w turnieju Colonial nastąpiła długa, dziesięcioletnia przerwa w zwycięstwach i drastyczny spadek notowań. Kiedy wydawało się, że wtedy przecież już 46-letni Corey nie jest w stanie rywalizować z piekielnie daleko uderzającą młodzieżą, on na przekór wszystkim zwyciężył w Milwaukee, grając po drodze 26 uderzeń na dziewięciu dołkach. Co za hart ducha!

Corey vs Bubba

W 2008 roku wybrany został na kapitana amerykańskiej drużyny Ryder Cup, zaplanowanego w 2010 roku na walijskim Celtic Manor. Chcąc jak najlepiej poznać zawodników swojej drużyny, grając już wówczas w PGA TOUR Champions, postanowił tuż przed walijską batalią gościnnie zagrać na PGA TOUR, w Travelers Championship.

Z małego rekonesansu zrobiła się niezła afera, kiedy grający koncertowo pan Kapitan otarł się o zwycięstwo, przegrywając turniej dopiero w trzyosobowej dogrywce. Jego przeciwnikami byli Scott Verplank i późniejszy zwycięzca Bubba Watson, dla którego była to zresztą premierowa wygrana na PGA TOUR.

Kolorytu całemu wydarzeniu dodawał fakt zaskakującego zderzenia się w owej dogrywce dwóch skrajnie różnych stylów gry: nieprzyzwoicie daleko uderzającego Watsona i niemożliwie blisko grającego Pavina. Dość ekstremalnie wyglądało to w praktyce podczas dogrywki, kiedy Bubba przebił Coreya swoim driverem o prawie 100 metrów!

Corey skapitulował już po pierwszym dołku, a Scott na kolejnym. Chwilę później Bubba, mógł w typowy dla siebie rzewny sposób cieszyć się z pierwszego zwycięstwa na PGA TOUR!

Drużyna amerykańska pod dowództwem bojowego seniora po ekscytującej końcówce przegrała jednak jednym punktem Puchar Rydera i nie zdołała powtórzyć sukcesu z Valhalla Golf Club. Ostatni punkt dla Europy dostarczył wówczas Graeme McDowell, który pokonał Huntera Mahana 3&1.

Liga Mistrzów

Zasady kwalifikacji są niezwykle zawiłe, ale żelaznym warunkiem jest ukończone 50 lat. Dzisiaj już 58 – letni Corey Pavin spełnił to kryterium jeszcze w 2010 roku i od ośmiu lat jest pełnoprawnym członkiem ligi, w której aż roi się od legend golfa. Mało tego. Już tam nawet wygrywał! W lutym 2012 roku, w swoim 35. starcie na Champions Tour zwyciężył w Allianz Championship, pokonując na pierwszym dołku dogrywki Australijczyka Petera (nomen omen) Seniora!

Corey Pavin zagra już w tym tygodniu w swoim kolejnym turnieju PGA TOUR Champions –  Cologuard Classic, pierwotnie znanym jako Tuscon Open. Turniej rozegrany zostanie w Tuscon w stanie Arizona, na polu Catalina, należącym do Omni Tucson National Resort. Oprócz niego wystąpią tam też całe zastępy gigantów z PGA TOUR Champions – czyli praktycznie same legendy światowego golfa!

W Tuscon zagrają między innymi: obrońca tytułu sprzed roku – Tom Lehman,  John Daly, David Thoms, Bernhard Langer, Colin Montgomerie, Steve Stricker, Hale Irwin, Jose Maria Olazabal, Vijay Singh, Mark O’Meara, Lee Janzen, Brad Faxon, Rocco Mediate, Larry Mize czy Jesper Parnevik!

Tych panów naprawdę przedstawiać nie trzeba! Wszystko transmitować będzie Golf Channel Polska, więc szykuje się prawdziwa uczta!

 

Cologuard Classic w Golf Channel Polska:

 

Sobota: 20.00 – 22.00 – relacja z pierwszej rundy

 

Sobota i niedziela: od 22.30 – transmisja live z rundy drugiej i rundy finałowej!

 

 

 

Komentują: Krzysztof Rawa i Piotr du Château

 

Napisała: Kasia Nieciak

 

* Artykuł „Corey Pavin – mały wielki człowiek” publikowany był po raz pierwszy w 2006 roku na łamach magazynu Golf. Teraz został uaktualniony i za zgodą golfpl.com trafił na naszą stronę.

Golfowe Newsy
Partnerzy oficjalni

Partnerzy wspierający